Materiał Prasowy

Główni prowadzący mylili się, jakby scenariusz imprezy dostali na chwilę przed wejściem na wizję, a osoby wręczające nagrody sprawiały wrażenie cokolwiek zagubionych. Show w Teatrze Polskim momentami trzeszczało i rozłaziło się w szwach - ocenia dziennikarz muzyczny "Gazety Wyborczej" Robert Sankowski. Panie Robercie, PLIS B****!

REKLAMA
Znów... to ja słyszę narzekanie. Naprawdę, czy Polacy nie potrafią się cieszyć? Albo inaczej - z każdego święta potrafimy uczynić smutną uroczystość, z uroczystości wyciągnąć tylko to, co było złe i rozdmuchać sprawę? I najlepiej tak na cztery wiatry? Plis!
Artykuł jest o RELACJI TELEWIZYJNEJ I TECHNICZNYCH WPADKACH REALIZATORÓW. Nie o samych Fryderykach. Dlatego pan Sankowski nie wspomina tak ochoczo o:
1. Meli Koteluk, która zgarnęła dwie statuetki i pewnym krokiem po ich odbiór się wyrwała. Że na scenie zobaczyliśmy artystkę przekonaną o tym, że wyróżniona została zasłużenie! Gwiazdę! Która przyznała się jednocześnie do słabości, jaką jest brak sportu w jej życiu i że teraz te braki nadrobi!
2. O zespole Hey, że dostał gromkie brawa, bo świetnie poradzili sobie, gdy w połowie występu wysiadł prąd. Szkoda, że Wyborcza nie napisała, że Nosowska w takich warunkach zaśpiewała najpiękniej jak umie, a bębniarz walił co sił w te swoje bębny, żeby choć tyci usłyszeć coś z tego jego grania. W końcu, że wystąpił zespół godny wszystkich złotych statuetek świata.
3. Że na scenie wystąpiła Kari Amirian ze Skubasem i Melą Koteluk i że był to występ, który porwał ludzi do tańca, oklasków i festiwalu radości. Po co pisać, że organizatorzy pomyśleli, że można "debiutantów" na jedną scenę zaprosić i poprosić o... współpracę, współtworzenie? W końcu - po co pisać o widowisku wartym naszych zmęczonych już dniem spojrzeń skoro można... napisać tekst o wpadkach Torbickiej?
4. O Marii Peszek, która wydziera się najpiękniej ze wszystkich polskich artystek. I o tym, że tego wieczoru, właśnie na tych Fryderykach tak źle zorganizowanych wykrzyczała dosadnie nam wszystkim "Sorry Polsko" i chyba nikt nie miał wątpliwości, że mamy za co siebie przepraszać. I dla samego tego występu warto było Fryderyki zorganizować.
5. I najważniejsze chyba. Że ludzie naprawdę mieli wszystkie wpadki w dupie, i z góry przepraszam za okropne słowo, można je uznać za złą organizację moich przemyśleń. A nawet wpadkę. Ale jak można przejmować się kiecką prowadzącej, trzaskiem w głośniku czy wpadce z kopertą, skoro na scenie podziwiać można było występy artystów jazzowych, po których padały słowa "Czy nie możecie zagrać jeszcze trochę?". Że oddany został hołd zmarłym artystom wielkim, usłyszeć można było o tych, co tworzą muzykę poważną i że Fryderyki może być powodem, że warto na poważnie się tymi artystami zainteresować. Wymienić w artykule z nazwiska tych twórców, żeby było im chociażby miło.
Po co? Skoro można napisać artykuł o tym, jak nam źle muzycznie. Że nam nawet muzyka nie jest lekką.