Co łączy Grecję i weekend majowy 2012 roku? Długi… - tym dowcipem można skwitować najdłuższy weekend majowy w Europie. Wykorzysta go większość pracowników, a kto spróbuje pracować – będzie miał utrudnione zadanie – nie będzie miał z kim. Cała Polska odpoczywa, a publicystom pozostaje filozoficzne pytanie: czy na długich weekendach tracimy czy wręcz przeciwnie?
REKLAMA
Mój kolega, również dziennikarz ekonomiczny, napisał trochę prowokacyjnie, trochę żartobliwie na Facebooku: „Oglądam WASZE zdjęcia z długoweekendowych wyjazdów i czuję, jak krótkotrwała delikatna zazdrość zostaje zastąpiona przez zdenerwowanie... SAM MAM KURNA TEN PKB WYPRACOWAĆ, CZY JAK?” – każdy okres wykorzystywany na dłuższy wypoczynek jest pretekstem do rozmowy o tym czy nasza gospodarka kurczy się przez nasze lenistwo. Polemizowałbym.
Im mniej pracujemy, tym mniej wytwarzamy. Nie ma się co spierać z podstawowymi zasadami, jednak nieustanna dyskusja o tym ile tracimy na dniach wolnych od pracy niepotrzebnie trwa w najlepsze. Według wyliczeń Lewiatana każdy z dni wolnych od pracy kosztuje kraj 5 miliardów złotych. Mógłbym wymieniać tego typu wyliczenia bez końca, ale jak zwykle zestawienie ich z obecnymi warunkami może okazać się czysto umowne. Żyjemy w czasach, gdzie nie ma jedynie fabryk i biznes to coś więcej niż czysta produkcja. Przykładowo, długim weekendem majowym rozpoczęliśmy sezon turystyczny, w którym zarobią przedsiębiorstwa z sektora usług. Ile więcej zyskają hotele, restauracje, kurorty? Tego już nikt nie wylicza, bo o wiele łatwiej jest bombardować dni wolne od pracy, na których ucierpi gospodarka. Przykładowa likwidacja któregoś z dni ustawowo wolnych od pracy to swego rodzaju temat zastępczy, jeśli spojrzymy na obciążenia nakładane przez przedsiębiorców i nasz trudny rynek pracy. Nie skupiajmy się na kilku dniach wolnych, ale na ułatwieniach dla przedsiębiorców, które są potrzebne przez cały rok.
Trudno również wyliczyć wpływ weekendu na produktywność pracownika. Teoretycznie ma on wolne, wiec nie pracuje - nie pracuje, więc nie ma efektu. Na tym koniec. Jak jego wypoczynek przełoży się na późniejszą efektywność w pracy? To już zadanie dla badających zjawisko psychologów. Z badania przeprowadzonego przez Instytut Randstad w 32 krajach Europy, Azji, Australii i obu Ameryk wśród pracowników w wieku od 18 do 64 lat wynika, że w prywatnym czasie sprawami służbowymi zajmuje się 55 proc. pracujących Polaków. Pomimo dawnego stereotypu leniwego Polaka, jesteśmy narodem „na dorobku”, który stara się podnieść poziom swojego życia jak tylko może. Może w związku z tą statystyką, długi weekend majowy jest w naszym przypadku czynnikiem zdrowym dla samych pracowników? Nie na darmo w najbardziej innowacyjnych firmach świata są specjalne pomieszczenia do relaksu, a nawet drzemki w czasie pracy. Wypoczęty pracownik, to lepszy pracownik.
W cieniu weekendu
Nie przeszkadza mi długi weekend sam w sobie, ale to, co z reguły umyka naszej uwadze gdy tylko na horyzoncie pojawi się święto państwowe lub kościelne. Przestajemy zwracać uwagę na kluczowe rzeczy, które bardzo często załatwiane są właśnie w tych terminach ze względu na niższe zainteresowanie społeczeństwa. Na kilka dni przed weekendem zaczęła się w Sejmie debata o emeryturach – największym ustawowym wyzwaniu obecnego rządu. Jest to istotna zmiana, od której dzieli nas naprawdę niewiele. Jednak to, o czym było faktycznie głośno, to pomysły Ruchu Palikota pod abstrakcyjną nazwą „zero bezrobocia”. Jak zwykle było dużo sloganów, ale dopóki nie pojawią się konkretne projekty ustaw, mamy jedynie trailer. Czekamy na film. Newsem dnia były również próby łączenia bądź dzielenia polskiej lewicy przy okazji majowego święta. Nie jestem pewny jak długo trwa ten proces, tak jak i nie dam sobie reki uciąć czy umiem zdefiniować, które partie w Polsce wchodzą w skład lewicy z definicji. Klasyczne podziały już dawno nie mają racji bytu w polskim parlamencie. Z kolei wiek emerytalny powróci po majówce, kiedy debata będzie dobiegać końca, a zbliżać się będzie moment podpisania ustawy. A my będziemy znowu zapracowani.
Gdzieś w ferworze grillowania zapominamy o gospodarce, rynkach, wskaźnikach. Może to i dobrze, bo czasem trzeba odpocząć od nadmiaru informacji. Jeśli jednak pomimo majówki ktoś doczyta ten tekst do końca, to przypomnę, że indeks PMI dla naszego kraju spadł w kwietniu do 49,2 p. z 50,1 p. Polski przemysł odczuwa problemy strefy euro, co przejawia się najszybszym od czerwca 2009 roku spadkiem zamówień. Jeszcze nie ma powodu do paniki, ale warto oderwać się na chwilę od grilla i zobaczyć, że na mapie Europy nie będzie niedługo ani jednej zielonej wyspy. Kolejny długi majowy weekend możemy spędzić już w czasach europejskiej recesji i z perspektywą dłuższego wieku emerytalnego.
Tomasz Jaroszek, Bankier.pl
