Kiedy cały świat boi się o spowolnienie gospodarcze i obniża stopy procentowe do minimum, RPP nieoczekiwanie podwyższa je o kolejne 0,25 pb. Wszystkich komentatorów nurtuje pytanie: dlaczego znowu idziemy pod prąd? Opinie dawno nie były tak podzielone.

REKLAMA
Największy wpływ na polską walutę ma obecnie niespokojna sytuacja w strefie euro. Inflacja jest wywołana głównie czynnikami zewnętrznymi, ale nadal budzi strach wśród ekonomistów. Rośnie obawa o spowolnienie gospodarcze, a wielkie wydarzenie, jakim jest Euro 2012 może być ostatnim tchnieniem "zielonej wyspy". Nas też czeka spowolnienie. Europa pogrąża się w recesję, a instyktownym krokiem w stronę ratowania wzrostu gospodarczego jest obniżanie stóp procentowych. Dlaczego zatem kolejna podwyżka? Czy w RPP wygrała obawa przed możliwą inflacją w przyszłym roku?
Wydaje się, ze w RPP wygrał pogląd, że polska gospodarka jest na tyle silna, że poradzi sobie na tle spowalniającej Europy, a podniesienie stóp procentowych nie będzie miało negatywnego wpływu. Ankietowani przed posiedzeniem analitycy są nastawieni bardziej pesymistycznie. Mało kto spodziewał się podwyżki już teraz. Ja również byłem skłonny przychylić się do strategi "wait and see" co wydarzy się w kolejnych kwartałach. Polska waluta zaliczyła dobry pierwszy kwartał, ale każdy wiedział, że niepokoje związane z Grecją, Francją, Hiszpanią i światowym spowolnieniem powrócą. Możemy się oszukiwać, że poradzimy sobie nawet w centrum kryzysu europejskiego, ale jak pokazał ubiegły rok, nasza gospodarka jest uzależniona od globalnej sytuacji. Jeśli problem ma strefa euro, problem mamy i my.
Nie jestem ekonomistą, ale na pewno obserwatorem polskiego sektora finansowego. W polskim środowisku związanym z finansami zdania dawno nie były tak podzielone. Nasz kraj może czekać silny wstrząs, bo bardzo dużo inwestycji było związanych z Euro 2012, a bomba bezrobocia cały czas tyka. W kuluarach wielu kongresów słychać szepty prezesów, że to sytuacja na rynku pracy może być kluczowa w przyszłym roku i każde zniechęcenie przedsiębiorców do inwestowania i zatrudniania oddala nas od pięknego wizerunku "zielonej wyspy Europy". Podwyżka stóp może teoretycznie zniechęcić firmy do inwestowania - bardziej będzie im się opłacać umieszczenie pieniędzy na lokacie i przeczekanie ciężkich czasów niż kolejne inwestycje. W walce z kryzysem nie pomagają przedsiębiorcom politycy, którzy zamiast ciąć wydatki, jak zwykle skupiają się na nakładaniu kolejnych podatków lub uszczelnianiu systemu.
Spór pozostaje nierozstrzygnięty, a mi pozostaje wiara, ze RPP dobrze wie co robi i to analitycy podchodzą pesymistycznie do sytuacji. W końcu ostatni kryzys przespali prawie wszyscy - do ostatniej chwili twierdząc, że hossa nie ma końca.