Patrzył na nich cały świat. Mogli wprowadzić ludzi w stan euforii lub skrajnego załamania. Ich decyzje wpływały na losy milionów. Dzisiaj możemy im wszystkim zaśpiewać: „nic się nie stało…”, chociaż tym ostatnim nie powinniśmy.

REKLAMA
EURO 2012 to trudny czas. Cudem do mediów przebija się jakakolwiek informacje niezwiązana z piłką nożną. Jeśli jednak oderwiemy się na chwilę od piłkarskich emocji to zauważymy, że Grecji udało się przetrwać kolejne wybory, w USA inwestorów rozczarował Ben Bernanke, bo nic tym razem nie obiecał. Nie zapominamy jednak o piłkarzach, ci dostali pełne premie za zdobyte w mistrzostwach 2 punkty. Chociaż wszyscy w czerwcu mają przed oczami piłkę, to warto wiedzieć, że za nią stoją olbrzymie pieniądze i byliśmy po raz kolejny bardzo blisko załamania na rynkach finansowych.
Tymczasem w Grecji…
Słowa „Grecja” i „kryzys” nigdy w historii nie były tak często używane w mediach jak przez ostatni rok. Codziennie spoglądamy na Aten w obawie, że jakiś polityk podejmie kontrowersyjną decyzję, oburzeni Grecy znowu wyjdą na ulicę albo kolejny znawca rynku bądź agencja ratingowa stwierdzi, ze bankructwo czai się tuż za rogiem. Tak jak Grecy w meczu z Rosją i późniejszych wyborach pokazali, że potrafią współpracować i jest nadzieja, tak w meczu z Niemcami objawiła się zależność względem naszego zachodniego sąsiada. Tak jak na boisku, tak i w gospodarce – Grecy grają tak, jak pozwoli im lider Unii Europejskiej z Angelą Merkel w opasce kapitana. Niemcy stracili dwie bramki, bo zagapili się, zrobili głupie błędy. Czy całej zabawy w konta i myszkę z Grecją można było uniknąć? W pewnym sensie, Niemcy tutaj też stracili niepotrzebnie bramkę, bo dyskusja o Grecji trwa i trwa, a rynki nie lubią niepewności. Postawienie sytuacji na ostrzu noża już rok temu mogło znacznie przyspieszyć wychodzenie z greckiej paniki. Dzisiaj rentowność obligacji hiszpańskich na poziomie 7 proc. nie robi na nikim wrażenia, a jeszcze rok temu powodowała masową wyprzedaż akcji. Cała Unia straciła niepotrzebnie bramki w potyczce z Grecją. Niemniej jednak wybory udało się przetrwać, a inwestorzy zaśpiewali „nic się nie stało”.
Więcej o wyborach w Grecji w najnowszym numerze Przeglądu Finansowego Bankier.pl
W ubiegłą sobotę Grecy fetowali na ulicach zwycięstwo z Rosjanami, a w niedzielę powoli maszerowali do wyborczych urn. Rynki finansowe obawiały się koalicji partii, które nie chcą cięć i pomocy ze strony Unii Europejskiej. Teoretycznie było to bardziej prawdopodobne niż sobotnie zwycięstwo z faworytem grupy – Rosją. Grecy pokazali jak bardzo są niezdecydowani i ponownie rozrzucili swoje głosy na kilka ugrupowań. Wygrali minimalną przewagą konserwatyści, co tak naprawdę nie zmieniło w układzie sił prawie nic. Rynek odetchnął z ulgą, bo mogło być gorzej. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak jest źle.
Bernanke, nic się nie stało!
Jeśli ktoś kibicował polityce pompowania pieniędzy w gospodarkę, to może poczuć się urażony. Ben Bernanke przedłużył Twista, złożył obietnice niskich stóp procentowych. Nie chce jednak drukować kolejnych dolarów! Zwolennicy polityki poluzowania ilościowego napędzającego rynki nie mają powodów do zadowolenia. Chociaż historia pokazuje, że dodruk pieniądza jeszcze nikomu nie pomógł długoterminowo. Tylko jak to powiedzieć inwestorom, którym rzeczywistość przerwała nakręconą przez luźną politykę monetarną hossę?
Ben Bernanke powiedział po raz kolejny, że Amerykanie są gotowi na interwencję i inwestorzy mogą spać spokojnie.Tekst ukazał się pierwotnie w Piotr Kuczyński z Xelionu często wskazuje schemat działający na rynkach finansowych „im gorzej, tym lepiej”. Jeśli gospodarka amerykańska dotrze do momentu, w którym dane będą bardzo słabe – zacznie się interwencja. Na to czekają inwestorzy, którzy stęsknili się za hossą pustego pieniądza. Kiedy cała Europa oglądała piłkę, w USA oglądano wystąpienie człowieka, który jednym zdaniem uruchamia drukarki z dolarami. W Europie to nie jest takie proste.
Polacy… stało się!
Co z tym wszystkim wspólnego ma polska reprezentacja? Im też śpiewają „nic się nie stało”, a nie powinni – to piosenka bardzo demobilizująca. Tak jak cały czas istnieje świadomość „zielonej wyspy”, której zieleń jest już blada, tak i piłkarze, którzy za cel minimum mieli wyjście z grupy cieszą się z dobrego występu! Powiedzmy wprost: nie wygrali ani jednego meczu, zremisowali jeden wygrany i przegrali jeden o wszystko.
Nie przegapiłem jeszcze meczu na Euro i faktycznie mamy piękny turniej, imponujące jest również zachowanie kibiców. Słabe ogniwo to reprezentacja, która nie wygrała ani jednego meczu w najsłabszej grupie. Z tego trzeba wyciągać wnioski, a nie bić brawo. Piłkarski wątek jest ważny, ponieważ ten sam mechanizm działa w przypadku gospodarki. Recesja zbliża się wielkimi krokami, a myślenie kategoriami zielonej wyspy to identyczne zachowanie jak na EURO 2012. Polskiej gospodarce nie wystarczą dwa remisy, jeśli mamy przetrwać te trudne lata – potrzebujemy zwycięstw. Każdą porażkę i remis odczujemy na własnej kieszeni.
Tekst ukazał się pierwotnie w serwisie Blogbank.pl