O autorze
Dziennikarz ekonomiczny, absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych publikacji o finansach osobistych, komentator wydarzeń gospodarczych. Z zamiłowania inwestor giełdowy i masażysta. Jednoosobowa redakcja Doradca.tv, Twitter, YouTube

Łapy precz od umów śmieciowych!

Lubię dostawać pieniądze za swoją pracę. Prawdziwe pieniądze. Nie chcę wirtualnego zapisu kwoty, którą zobaczę za kilkadziesiąt lat jak już moje wnuki będą pracowały w pocie czoła na moją emeryturę. Nie chcę kawałka OFE, które pobiera wysokie opłaty za zarządzanie moimi pieniędzmi, inwestując w upadające PBG. Nie chcę też stać w kolejce do państwowej służby zdrowia. I jeszcze jedno: umowy są cywilno-prawne, śmieciowi są co najwyżej politycy.


Jestem oazą spokoju. Oglądając poczynania rządu czuję się jak kwiat sunący po tafli jeziora. Rozmontowali OFE, zerwali umowę społeczną zawartą lata temu. Wdech i wydech. Podnieśli składkę rentową, wcześniej podnieśli VAT. Wdech i wydech. Praca do 67. roku życia. Rozumiem, inaczej się nie da. Wdech i wydech. Czytam dzisiejszą prasę. ZUS odprowadzany od każdej umowy. Wdech i... nie wiem, czy chce mi się zrobić wydech. Jeśli dożyję do emerytury, to chyba już nie w tym kraju.


Śmieciowi politycy
Umowy cywilno-prawne, takie jak umowa o dzieło i umowa zlecenie nazywa się potocznie „śmieciowymi”. Nadal nie jestem przekonany dlaczego. Pracownik nie odprowadza wirtualnych pieniędzy do ZUS-u, nie ma też resztek OFE, nie korzysta z przywileju stania w kolejce do państwowej służby zdrowia, nie może brać fikcyjnych L4 i oszukiwać pracodawcy. Dostaje netto więcej pieniędzy i ma większą niezależność wobec pracodawcy. Co złego jest w tych umowach?! (nie mówię o przypadkach skrajnych, patologie są wszędzie).


Sytuacja na rynku pracy jest jaka jest. Jeśli firmy mają pieniądze, to boją się inwestować w pracowników. Koszty zatrudnienia w Polsce są ogromne, a kluczem do rozwoju rynku pracy jest właśnie ich obniżenie i większa elastyczność pracy. Pomysł, o którym czytaliśmy w prasie, jest działaniem dokładnie odwrotnym, ale zarobi na tym byt zwany „Państwem”. Nie ma sensu rozpisywać się o wielkości bezrobocia, bo nie uwzględnia szarej strefy i studentów, którzy z kolei żyją dzięki umowom śmieciowym. Jedno jest pewne – piątkowa decyzja na pewno bezrobocia nie zmniejszy.


Obserwuj na Twitterze

Uwaga dla hejterów! Nie twierdzę, że umowy śmieciowe są idealne. Jednak wprowadzenie składek ZUS w takiej formie przy obecnym rynku pracy jest rozwiązaniem najgorszym z możliwych. Jestem zwolennikiem elastycznego rynku pracy, a to jest tekst subiektywny. Używam nazwy „umowy śmieciowe” z pełną premedytacją.

Lincz polityczny
Młodzież była siłą napędową Platformy Obywatelskiej głównie dlatego, że bała się konserwatywnej ideologicznie prawicy Jarosława Kaczyńskiego. Nie interesujemy się gospodarką, nie rozliczamy polityków z obietnic. Skupiamy się na sporach ideologicznych: religia, aborcja, in vitro. Gospodarka jest na szarym końcu dla milionów wyborców.

Wiele decyzji politycznych jest społecznie mało odczuwalnych, o ile nie jesteśmy w poszczególnych grupach ryzyka. Podatek od kopalin interesuje KGHM i jego akcjonariuszy. Z kolei koszty zatrudniania były problemem pracodawcy, nie pracownika. Jeśli rząd faktycznie wprowadzi w życie odprowadzanie składek ZUS od wszystkich umów, to frekwencja na protestach społecznych może być wyższa niż na najbliższych wyborach. Nie mam żadnych wątpliwości, że będzie to bardziej kontrowersyjna decyzja niż głośny medialnie podwyższony wiek emerytalny.

Media kłamią
Nie przystoi powtarzać dziennikarzowi tego sloganu, ale manipulacja danymi to norma. Każdą statystkę można ubrać w odpowiednie słowa. Jeśli w piątek usłyszę z ust Donalda Tuska chęć odprowadzania składek ZUS od wszystkich umów, to zadziała reakcja łańcuchowa. W dużym uproszczeniu: pracodawcy przerzucą koszt ZUS-u na pracowników, wzrośnie bezrobocie, rozrośnie się szara strefa i bez wątpienia wzrośnie liczba jednoosobowych firm. A kilka miesięcy po wprowadzeniu tego pomysłu przeczytam gdzieś nagłówek: „Skokowy wzrost liczby przedsiębiorców” albo „Zielona wyspa przedsiębiorczości”. Dziesiątki tysięcy młodych Polaków będzie czytało te teksty w innych krajach, bo nie będzie ich stać na utrzymanie się na naszej „zielonej wyspie”.

Tomasz Jaroszek - więcej tekstów na Blogbank.pl