Bankructwo Cypru to skomplikowana operacja, która ma drugie, trzecie, a może i czwarte dno. Jedno jest pewne: nikt już nie uwierzy w gwarancje depozytów, które okazały się na Cyprze fikcją. Taką samą fikcją mogą okazać się wszędzie, a ten eksperyment może skończyć się tragicznie.

REKLAMA
Sytuacja Cypru jest tak skomplikowana i nadal pozostaje tak dużo niewiadomych, że skupię się na czymś innym – szerszych konsekwencjach dla całego systemu bankowego, o ile zostanie zatwierdzony wariant ratowania kraju z depozytów obywateli. Spróbujmy zrozumieć jak to działa.
Wchodzę do banku i chcę włożyć na lokatę kilkadziesiąt tysięcy złotych, moje wszystkie oszczędności. Słyszę od bankiera, że kwoty do 100 tys. euro objęte są gwarancją państwa i nawet w razie problemów finansowych banku, i tak nie stracę ani złotówki. Czuję się bezpieczny, wszyscy inni klienci również. Trzymam pieniądze w banku i nawet kiedy słyszę o kryzysie albo bankructwach firm, nie boję się. Przecież mam gwarancje. Pieniądze są na kontach, a system działa.
Bank funkcjonuje w oparciu o zaufanie. Bank obraca naszymi pieniędzmi, bo nie zakłada sytuacji, że wszyscy ruszymy do bankomatów i zechcemy wyjąć nasze oszczędności. Tzw „run na banki” to sytuacja, kiedy bank staje się niewypłacalny, bo zbyt dużo klientów usiłuje wyciągnąć swoje pieniądze. Dzisiaj to właściwie legenda, którą starsi bankierzy straszą praktykantów. W czasie wielkiego kryzysu w USA zbankrutowało w ten sposób kilka tysięcy instytucji.
Państwa ratują co jakiś czas banki, które mają problem z płynnością. Było tak chociażby w 2008 roku, kiedy poszczególne kraje dokapitalizowały instytucje zagrożone falą kryzysu po Lehman Brothers. Oczywiście obywatele płacą za to pośrednio w podatkach, ale system oparty na zaufaniu nadal pozostaje nienaruszony. Żaden klient banku nie traci swoich oszczędności. Iluzja bezpieczeństwa jest podstawą funkcjonowania systemu bankowego. Cypr teoretycznie może to wszystko zburzyć.
Teoretycznie taka sytuacja mogłaby się powtórzyć w innych krajach. Teoretycznie, zadłużone kraje południa Europy mogą podzielić los Cypryjczyków. Teoretycznie, polskie banki mające gwarancje... rozumiecie mechanizm. Osobiście nie spodziewam się podobnego rozwiązania w żadnym innym kraju, ale dla klientów banków w całej Europie to nie ma znaczenia. Dostali wszyscy jasny sygnał, że pieniądze wcale nie są takie bezpiecznie w bankach, a ja również mogę się mylić. Nikt nie będzie wnikał w sytuację gospodarczą Cypru, politykę Unii czy też budowę ich sektora bankowego. Banki będą musiały stanąć na głowie żeby zapewnić klientów, że nic się nie stało i pieniądze nadal są bezpieczne na kontach.
Zróbmy krótką symulację.
Depozytariusze w bankach cypryjskich tracą pieniądze – są po prostu wkurzeni i chcą uratować resztę środków w obawie o dalszą politykę ratowania kraju. Uciekają z pieniędzmi i dewastują system bankowy Cypru. Widzą to Hiszpanie, Grecy, Włosi... kraje, które są na liście potencjalnych bankrutów. Zaczynają wyjmować pieniądze ze swoich banków. Zaczyna się błędne koło ratowania instytucji finansowych, które stają przed dramatem rodem z wielkiego kryzysu w USA. Jeden bankrut w sektorze wywołuje panikę. Widzą to Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, Polacy, Amerykanie...
Oczywiście to tylko moja mała kasandryczna hipoteza. Mam nadzieję, że to tylko efekt paniki, jaka mnie ogarnęła, kiedy przeczytałem wieści z Cypru. Może kolejne teksty będzie mi się pisało spokojniej, kiedy już wyjmę część pieniędzy z banków i kupię sztabkę złota. Tak na wszelki wypadek, gdybym jednak miał rację.
Tomasz Jaroszek
Obserwuj na Twitterze