Chyba jeszcze nigdy wielki sukces Polski nie miał potencjału, by całkiem szybko zamienić się w wielki problem Polski, a tak właśnie jest w wypadku europejskiego awansu premiera Tuska.

REKLAMA
Najpierw podkreślmy słowo - SUKCES. To jest siarczysty policzek wymierzony politykom PIS-u i PIS-owskim propagandystom. Od lat opluwali Donalda Tuska. Przez lata nie szczędzili mu żadnego, najbardziej nawet odrażającego epitetu. I oto okazało się, jaka wielka jest różnica między poważną europejską polityką, a PIS-owsko - prawicowym nienawistnym grajdołem.
Polska rządzona przez PIS była w Europie pośmiewiskiem. Polska rządzona przez Tuska stała się w Europie wiarygodnym, cenionym i uznawanym partnerem. Mogą sobie nasi PIS-owcy i propagandziści bredzić, że wzięli Tuska, bo Tusk słaby. Nie, wzięli Tuska, bo jest poważny. Bo reprezentuje kraj, z którym coraz bardziej trzeba się liczyć.
Z sukcesu Donalda Tuska, przypadającego w 25-ciolecie odzyskania przez Polskę niepodległości, możemy się więc cieszyć. Ale sukces ten zamyka pewną polityczną epokę. Zamyka epokę siedmioletnich rządów Donalda Tuska. Zamyka też jednak epokę, w której cała polska polityka była zakładnikiem boleśnie personalnego sporu dwóch polityków Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego.
Przenosiny Tuska do Brukseli mogą być wielką pułapką dla Platformy Obywatelskiej, ale i dla prezesa PIS. Mogą być jednak także szansą, i dla PO, i dla PIS.
Najpierw o pułapkach. Jest oczywiste, że w Platformie nie ma dziś polityka o talentach, umiejętnościach i charyzmie choćby zbliżonych do tych, które ma Tusk. Z całym szacunkiem dla Ewy Kopacz i Tomasza Siemoniaka, ale to, przynajmniej na razie, zupełnie inna liga. Wejść w buty Tuska, zapanować nad rządem i nad PO, przeciwstawić się będącemu w natarciu PIS-owi i jednocześnie prowadzić kampanię wyborczą, to zadania gigantyczne i koszmarnie trudne. Łatwo sobie wyobrazić i rząd słabszy i PO słabszą. Łatwo sobie wyobrazić także wielką wyborczą porażkę Platformy.
Z drugiej strony, i to jest dla Platformy szansa, może ona wydorośleć. Od lat Tusk był jej liderem i najwyższą instancją, opoką i ostatnią deską ratunku. Politycy PO mieli prawo nauczyć się bezradności. Teraz muszą wydorośleć. Jeśli nie wydorośleją, i to szybko, zginą. Ma więc awans Tuska dla PO i potencjał klęski i potencjał szansy. Ten pierwszy, fakt, jest większy, ale ten drugi też istnieje.
Teraz PIS. Kaczyński bez Tuska to teoretycznie pewniak do objęcia władzy. Skoro siedem razy przegrał wybory z Platformą Tuska, to z Platformą bez Tuska powinien wygrać z łatwością. To wielka szansa. Ale i pułapka. Bo ani wobec Ewy Kopacz, ani wobec Tomasza Siemoniaka nie będzie można strzelać z amunicji antytuskowej. A nawet jeśli, strzelanie będzie mniej skuteczne. Po drugie, Kaczyński przez lata uczył swój elektorat nienawidzić Tuska. Teraz będzie musiał go uczyć innej pogardy i innej nienawiści. Da radę, ale trochę to potrwa.
A czas może się okazać kluczowy. Prawdę mówiąc Platforma ma teraz do dyspozycji wariant niemal oczywisty - iść, natychmiast iść, na przyspieszone wybory. Koniec listopada albo początek grudnia. Na czele kampanii Tusk, wciąż wolny jeszcze od brukselskich obowiązków, i jego następczyni albo następca. Hasło - jak w eurowyborach - bezpieczna Polska odnosząca sukcesy w bezpiecznej Europie. Skuteczna gra na dwóch fortepianach. Pomysł jest ryzykowny, ale czekanie na wybory 13 miesięcy jest o niebo bardziej ryzykowne. Szanse na to by za 3 miesiące PIS zdobył odsetek głosów niezbędny do przejęcia władzy, są według mnie minimalne. O niebo mniejsze niż w przypadku wyborów przyszłorocznych.
Donald Tusk już wkrótce będzie kierował unijnymi szczytami. Jeśli PO zdecyduje się na odważny gambit, jest wielce prawdopodobne, że na tych szczytach nie będzie musiał się witać z liderem PIS. Jeśli Platforma wybory z PIS-em za rok przegra, jej wyborcy sporą częścią winy za porażkę obarczą właśnie Tuska. Cenę za awans premiera zapłacą wtedy nie tylko zwolennicy PO, lecz wszyscy, także ci, którzy liczą na "cud" a la PIS, nie wiedząc jak on może w praktyce wyglądać.