W naszej coraz bardziej schamiałej polityce na arbitra elegancji wyrasta Leszek Miller. Dowód? Jego dzisiejsza odpowiedź na pytanie, czy nie zazdrości Donaldowi Tuskowi.

REKLAMA
Lider SLD, inaczej niż lider innej opozycyjnej partii, nie kpił, nie drwił, nie szydził. Przyznał, że starając się unikać zazdrości i zawiści, nie ukrywa, iż pewną zazdrość i zawiść odczuwa, bo "to osobisty sukces Donalda Tuska i Polski".
Słyszeliśmy w ostatnich latach wiele o inteligenckich domach i o podwórkach, ale z jakichś względów maniery ludzi z podwórka okazywały się dużo lepsze. I oto przykład klasy i dobrego stylu daje polityk wychowany na prawdziwym podwórku w Żyrardowie, który do toalety musiał maszerować na podwórko, bo w jego biednym mieszkaniu jej nie było.
Miller nie mówił, że Tusk nie zajmie żadnego europejskiego stanowiska, nie rżał, że "niech sobie Tusk pojedzie, byle dalej z Polski", nie perorował, że fakt, iż Tusk zajął jakieś stanowisko jest najlepszym dowodem, że jest ono nieważne. Zachował się po prostu po męsku i honorowo, bez kompleksów.
Był czas, gdy politycy solidarnościowi opuszczali sejmową salę, gdy Miller wchodził na sejmową trybunę, bo wstrętny komuch źle im pachniał. Lata minęły. Dziś to Leszek Miller demonstruje jak się powinien zachowywać przyzwoity człowiek i dojrzały polityk.
Nie wiem czy Leszek Miller już kończy. Pewnie nie. Ale gdyby tak było, to sposób w jaki kończy jest niezłym potwierdzeniem słuszności jego słów o tym po czym się poznaje prawdziwego mężczyznę. Można się z Millerem w wielu sprawach nie zgadzać, ale trudno go nie szanować.