Żadnej w tym tytule nie ma ironii. To było naprawdę piękne Święto Niepodległości i w najmniejszym stopniu nie umniejszają tego doniesienia na portalach internetowych o zamieszkach z udziałem grup chuliganów.
REKLAMA
Powiem więcej, te zamieszki nie tylko nie umniejszają mojego poczucia, że święto było udane, ale - jak dość kuriozalny kontrapunkt do całości obchodów - nawet to poczucie wzmacniają.
Rano Bieg Niepodległości - ponad 12 tysięcy uczestników, wszyscy w koszulkach białych albo czerwonych rozdzieleni po obu stronach ulicy razem tworząc ogromną biało - czerwoną flagę. Tuż przed startem hymn, po drodze nadająca biegnącym rytm muzyka, a to pieśni legionowe, a to jakieś rockowe kawałki, których zidentyfikować nie potrafię. Wzdłuż trasy bardzo wielu dopingujących, więcej zdecydowanie, niż sześć tygodni temu w czasie Maratonu Warszawskiego. Na trasie 10 kilometrów rekord życiowy, forma jest, biegniemy dalej.
Dotarłem z córką na Plac Trzech Krzyży, akurat gdy przemierzał tamtędy zorganizowany przez prezydenta już trzeci raz marsz Razem dla Polski. Na czele prezydent, pani premier, marszałek Borusewicz(marszałka Sikorskiego nie zauważyłem, pewnie był, ale uczestnicy szli szybko).
Za najważniejszymi ludźmi w państwie tysiące warszawiaków.
Za najważniejszymi ludźmi w państwie tysiące warszawiaków.
W Alejach Jerozolimskich akurat idzie Marsz Niepodległości. Większość uczestników spokojna, normalni ludzie. Owszem, idą jacyś kibole w kominiarkach i w kapturach, ale to jakaś garstka. Cała reszta maszeruje spokojnie. Ok, im akurat podoba się Dmowski, mi akurat nie, ale
to ich marsz, ich sprawa, ich prawo.
to ich marsz, ich sprawa, ich prawo.
Na Nowym Świecie i na Krakowskim Przedmieściu atmosfera zrelaksowana. Znowu tłumy ludzi, starszych, młodszych, z kotylionami albo bez, z dziećmi albo bez dzieci, nastrój uśmiechnięto - świąteczny. Luz. I tak wszędzie.
Może za chwilę przeczytam w internecie, że doszło do kolejnych zamieszek, ale biegając i chodząc dziś po stolicy miałem poczucie dojmującej normalności. Ludzie świętują na różne sposoby, idą w marszu albo spacerują zupełnie nie marszowo, tak i siak, różnorodnie, bo takie to jest święto. Dla każdego jest tu miejsce, każdy się bawi jak chce. Gdy więc tak chodziliśmy po Warszawie miałem poczucie absolutnie normalniejącego kraju. I chyba, w takim dniu, dokładnie o to chodzi.
