Doświadczenie uczy, a pokora podpowiada, że nie ma co biadolić, gdy nie dzieje się nic strasznego, nie powstrzymuje mnie to jednak od smutnej dość konstatacji, że dla Polski miniony rok był taki sobie, a dla świata - po prostu zły.
REKLAMA
Wybory europejskie i samorządowe, afera taśmowa i zmiana na stanowisku premiera w Polsce - głównie te wydarzenia wymienia się u nas jako najważniejsze w minionym roku. Żadne z nich nie wydaje mi się jednak naprawdę szalenie istotne. Żadne nie zmieniło bowiem dynamiki sytuacji w Polsce, żadne nie przyniosło zmiany naprawdę - jeśli nie przełomowej, to przynajmniej - bardzo ważnej.
Wybory europejskie minimalnie wygrała Platforma, samorządowe minimalnie wygrał PiS, choć układ sił w naszej delegacji w Parlamencie Europejskim pozostał w praktyce bez zmian, podobnie jak układ sił w sejmikach wojewódzkich i w najważniejszych polskich miastach.
Europejski awans Donalda Tuska był oczywiście znaczący, objęcie funkcji premiera przez Ewę Kopacz też, ale - o ile zmiana w życiu Tuska jest wielka - o tyle zmiana w Polskiej polityce jest zdecydowanie mniejsza.
Premier Kopacz jest słabszym politykiem niż Donald Tusk, ale być może z nią na stanowisku premiera Platformie łatwiej będzie doczłapać do wyborów i albo je minimalnie wygrać albo przegrać, ale tak, by zachować władzę. Nie nastąpiła jednak żadna naprawdę kluczowa zmiana. Dlaczego? Bo nie pojawił się żaden nowy pomysł na rządzenie, nie pojawiła się żadna nowa frapująca, inspirująca, a przynajmniej intrygująca wizja.
PO dalej żywi się słabością PiS-u i ewidentnymi defektami lidera tej partii. Naprawdę trudno jednak odpowiedzieć na pytanie, po co PO rządzi, poza tym, że rządzi, by nie rządził Kaczyński. Rozumiem, że w politycznej praktyce dylemat Kaczyński czy nie Kaczyński jest ważny, ale wydaje mi się szalenie mało atrakcyjny. Oznacza to, że mamy wybór między letnią wodą w kranie, a zimnym prysznicem. Jasne, wolę letnią wodę w kranie, ale wciąż nie gwarantuje ona przyjemnej kąpieli.
Bolesne jest patrzeć jak infantylna i impotentna stała się polska polityka. Nikt nie ma żadnego poważnego pomysłu, nie ma żadnej realnej oferty dla wyborców, jest oczywiście oferta powrotu IV RP, ale perspektywa czkawki, zgagi i dreszczy jakoś nie pobudza najwyraźniej wyobraźni większości Polaków. Mamy zgrane twarze, zmęczonych liderów, którzy dogrywają i dalej dogrywać będą swój jałowy pojedynek, który coraz mniej obchodzi publikę.
Rok marny z punktu widzenia wyborców był rokiem całkiem udanym z punktu widzenia większości polityków. Donald Tusk wywinął się spod kosy i pofrunął do Brukseli. Bronisław Komorowski przestraszył większość realnych kontrkandydatów i wystartuje przeciw niemu grupa substytutów. Ewa Kopacz zrobiła niebotyczną karierę, bo miejsca wśród premierów nikt jej nie odbierze. Wicepremier Piechociński poprowadził PSL do świetnego wyniku(w czym oczywiście pomogło wielkie wyborcze fałszerstwo, za którym stoją Marsjanie i KGB), Janusz Korwin-Mikke przeszedł ze strefy anegdoty do strefy obaw przytomnych Polaków. Przegrał Palikot, ale nie postawiłbym wielkiej sumy na to, że definitywne. W poślizg wpadł samochód z Millerem, ale nie wykluczam, że za rok będziemy mówić o wicepremierze Millerze, więc i tu porażka może się skończyć sukcesem.
Przegrali panowie Sikorski (na pocieszenie funkcja drugiej osoby w państwie) oraz Nowak (pocieszenia na horyzoncie nie widać). O Hofmanie i pozostałych dwóch "madryckich" indywiduach nie warto nawet wspominać. Przegrał Pan Sienkiewicz, akurat szkoda, bo to w polskiej polityce był jeden z ludzi poważniejszych.
Przyszły rok to najważniejsze wybory, prezydenckie i parlamentarne. Jakbym jednak miał obstawiać to skończą się mniej więcej tym co już mamy. Efektem będzie raczej stagnacja niż nowe otwarcie. A więc raczej szykuje się przedłużenie marazmu niż odnowienie nadziei.
U nas więc jest tak sobie, a zagranicą jest źle. Putin pokazał swą prawdziwą twarz, nabotoksowaną i brutalną. Pikujące na pysk ceny ropy sprawiają, że na szyi coraz szybciej, będzie mu się zaciskała pętla. Boję się tego nie dlatego, że mu dobrze życzę, ale dlatego, że desperacja narcystycznego autokraty bywa szalenie groźna.
Państwo Islamskie, czyli fanatyczne niebezpieczeństwo o niebo większe od Al-Kaidy, pokazało jakie są skutki deficytu przywództwa. Czyż prezydent Obama nie ogłosił już, że wojna z terrorem została de facto wygrana? Prezydentura drogiego noblisty jest wielkim zawodem nie tylko dla jego zwolenników.
Deficyt przywództwa widać nie tylko w Ameryce. Prezydent Francji jest pośmiewiskiem, premier Wielkiej Brytanii jest w tarapatach. Traf chce, że lepiej sobie radzą przywódcy, którzy demokracji nie lubią. Orban, Erdogan, Putin czy nowy prezydent Chin. Tak to jest, gdy społeczeństwa demokratyczne wymagają od liderów, by byli mili i owe społeczeństwa zadowalali. No to robią czego chce publika, ze skutkami dla publiki fatalnymi. Jest oczywiście kanclerz Merkel, ale czas pokaże czy jej oportunizm i przejadanie skutków reform dokonanych przez poprzednika nie skończą się jakimiś turbulencjami na pokładzie samolotu linii Lufthansa.
Mrocznie się robi, więc trochę pozytywów. To był najlepszy od przynajmniej dwóch, jeśli nie od czterech dziesięcioleci, najlepszy rok w polskim sporcie. Kamil Stoch i Justyna Kowalczyk oraz Zbigniew Bródka, siatkarze i piłkarze, kolarze Majka i Kwiatkowski, koszykarz Gortat, a do tego lekkoatleci z Anitą Włodarczyk, naprawdę 10-tka najlepszych sportowców roku w plebiscycie Przeglądu Sportowego będzie wyglądała imponująco.
Dobrze dzieje się też w polskiej kulturze, szczególnie w polskim kinie. Doskonali "Bogowie", świetne według mnie Miasto 44, tryumfująca Ida, która za kilka tygodni może dojść do Oscara. Naprawdę, można iść do kina na polski film bez trwogi.
Co jeszcze? Może najważniejsze! Zamiast się zmniejszać, liczba Polaków wzrosła. Znaczy to, że się kochamy i miłość uprawiamy, czyż jest w życiu coś istotniejszego?
W nadchodzącym roku życzę wszystkim czytelnikom naTemat (a są już Państwa, Was - MILIONY!), by przynajmniej nie było gorzej, a może nawet, nie przesadzajmy, odrobinę lepiej. Szczęścia, miłości, zdrowia. Nam wszystkim życzę, by nasi politycy od czasu do czasu zaskoczyli nas pozytywnie - klasą, odwagą, kulturą, pomysłowością. Zbyt optymistycznie? Być może. Zobaczymy.
NAJLEPSZEGO!
NAJLEPSZEGO!
