Kolejny dzień tzw. kampanii prezydenckiej potwierdził, że prawdziwej kampanii w Polsce nie będzie, potrwa za to dość upiorny kabarecik. W ostatnich godzinach wystąpili doktor nauk prawnych Dudaczyński, urzędujący prezydent Komoszogun i kandydatka lewicy Barbie. I za diabła nie wiadomo, który z kandydatów był śmieszniejszy.

REKLAMA
Doktor nauk prawnych Duda znowu był równie dynamiczny, co zabawny. Do wyborów zostały już tylko dwa miesiące, nie ma więc wiele czasu na to, by ktoś wytłumaczył doktorowi nauk prawnych Dudzie, że ubiega się o stanowisko prezydenta, a nie premiera. Możliwe, że wyciągnięty z cylindra przez Kaczyńskiego Duda wciąż jest tak oszołomiony, że nie dotarło do niego w jakim wyścigu prezes go wystawił. Ale po stu dniach powinien jednak już to wiedzieć.
Doktor nauk prawnych Duda przedstawił dziś swój program. Ma on dwie wyraziste cechy. Po pierwsze, jest to program, który mógłby zrealizować wyłącznie rząd. Po drugie, przedstawił program nonsensowny.
Duda powtórzył, że chce obniżyć wiek emerytalny w Polsce. Albo nie rozumie, albo uważa, że jego elektorat nie rozumie, jakie byłyby tego konsekwencje. Otóż po pierwsze, oznaczałoby to gigantyczne kłopoty dla budżetu, który systemu emerytalnego nie byłby w stanie obsłużyć, bo nie byłoby w nim dość pieniędzy. Po drugie, oznaczałoby to, że i tak dramatycznie niskie w Polsce emerytury, byłyby czysto symboliczne. Po trzecie, oznaczałoby to, że na te niskie emerytury, pobierane przez coraz większą liczbę ludzi, musieliby zapracować młodzi, którym i tak jest ciężko. Doktor nauk prawnych Duda, zapewne nieświadomie, zaprezentował więc plan uderzenia w młodych ludzi w Polsce.
Duda nie jest w stanie zaprezentować żadnej sensownej propozycji, proponuje więc odwrócenie sensownych reform poprzedników. Chciałby na przykład powrotu do systemu – osiem lat podstawówki i cztery liceum. Obecny system wchodził w życie całymi latami. Jest zapewne niedoskonały. Ale też nie jest zły, funkcjonuje nawet coraz lepiej. Wyniki testów PISA
to potwierdzają. Ale PiS zawsze znajdzie sposób, by zafundować Polsce chaos, więc Duda idzie tym tropem. Ostatnią rzeczą, której potrzebuje system edukacji w Polsce jest kolejna reforma. Zapewne dlatego Duda ją proponuje.
Są i inne propozycje. Na przykład 500 zł na każde dziecko w uboższej rodzinie. Drogi kandydacie, dlaczego tak skromnie? Proponuję 1500. Albo 2000. A co, przecież budżet panie Duda jest z gumy, nie ma co się mitygować.
Co tam jeszcze nam obiecuje Duda? Aha, nowy program mieszkaniowy. No tak, jak ostatnio PiS proponowało zbudowanie trzech milionów nowych mieszkań, to zbudowało kilkadziesiąt tysięcy. Więc teraz Duda pójdzie dalej. Wprawdzie w najmniejszym stopniu nie mieści się to w kompetencjach prezydenta, ale takie drobiazgi Dudy nie martwią. Duda pojedzie więc także
do Brukseli, by walczyć o wyższe dopłaty do rolnictwa, choć znowu sprawa ta nie ma nic wspólnego z kompetencjami prezydenta. Duda nie dodał, że pojedzie do UEFA, by zagwarantować naszej piłkarskiej reprezentacji udział w piłkarskich Mistrzostwach Europy i do FIFA, by zapewnić jej udział w Mistrzostwach Świata. A co tam, DUDA MA, DUDA DA, DUDA WSZYSTKO OBIECA.
Oczywiście najbardziej frapująca była inna deklaracja Dudy. Duda mianowicie "dokończy dzieło mojego mistrza", czyli świętej pamięci prezydenta, profesora nauk prawnych, Lecha Aleksandra Kaczyńskiego. Zastanawiałem się długi moment na czym owo dokańczanie dzieła Kaczyńskiego przez Dudę mogłoby polegać. I znalazłem. Otóż Duda stwierdził dziś, że "prezydent musi zasypywać konflikty". Chodziło Dudzie zapewne o to, że musi zasypywać podziały, ale mniejsza o drobiazgi, domyślamy się, co Duda miał na myśli. Bingo. Otóż Lech Kaczyński ze swym ukochanym bratem Jarosławem niemal skłócili całą Polskę, ale właśnie – niemal. Doktor nauk prawnych dzieło swego mistrza dokończy.
Kilkanaście godzin przed kolejnym wiekopomnym wystąpieniem doktora nauk prawnych Dudy, w japońskim parlamencie wystąpił prezydent Komorowski. Kto nie widział, powinien zobaczyć. PiS-owcy bez przerwy bredzą, że w otoczeniu Komorowskiego zapanowała panika. Prawdę mówiąc ja w otoczeniu Komorowskiego nie tylko nie widzę żadnej paniki, ale widzę jakiś kuriozalny błogostan i atmosferę dezynwoltury z wycieczki szkolnej. Rozumiem, że obserwując "dynamicznego" Dudę pan prezydent wpada w dobry nastrój, ale nie powinien przesadzać. Mówiąc wprost, w Japonii prezydent się wygłupił.
Bronisław Komorowski, już po powrocie z Japonii, powiedział, że w Polsce, tak jak w Japonii, kampania wyborcza powinna trwać 12 dni. Fantastycznie. Z całym szacunkiem dla pana prezydenta, na 12 dni kampanii wypadałoby jednak mieć jakiś pomysł. Na razie w obozie Bronisława Komorowskiego nie widzę pomysłu nawet na kampanię, która trwałaby 12 godzin.
Wchodząc na portal, z którego za sekundę wyślę ten tekst, przeczytałem właśnie depeszę amerykańskiej agencji AP. Pisze ona o kandydatce SLD, jak stwierdza, "Barbie candidate". Kandydatka Barbie, lepiej bym tego nie ujął. Ani komentować tego nie trzeba, ani nie warto.
Kabaret zwany prezydencką kampanią trwa. Z ulgą stwierdzam, że za dwa miesiące z okładem będzie po wszystkim.