Pan Andrzej Duda otworzył dziś "muzeum zgody" Bronisława Komorowskiego, którego to muzeum eksponaty wskazują, że Komorowski, zamiast być prezydentem zgody, jest prezydentem ignorowania woli Polaków, a więc jest zgody zaprzeczeniem. Bardzo mocny to zarzut, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę gigantyczne zasługi jakie dla narodowej zgody położyli idole Dudy, bracia Kaczyńscy oraz to, jak o interes zwykłego Polaka zabiegał sam Duda.

REKLAMA
Wszyscy wszak wiemy, Komorowski przez pięć lat dzielił i judził, knuł i szczuł na siebie ludzi. Już wcześniej bracia Kaczyńscy podejmowali gigantyczny wysiłek, by podzielonych Polaków połączyć, ale Komorowski na głowie stawał, by wysiłek ten zmarnować, zniszczyć, zdeptać.
Pamiętamy to doskonale, gdy prezydentem był Lech Kaczyński, a premierem Jarosław Kaczyński, Polacy się kochali, we wszystkim się też zgadzali. Lech Kaczyński na przykład, we wszystkim zgadzał się z Jarosławem Kaczyńskim. I jak tylko osiągał jakiś sukces w dziele łączenia Polaków, to od razu meldował prezesowi "panie prezesie, melduję wykonanie zadania".
Gdy opozycja próbowała podzielić Polaków, Jarosław Kaczyński rzucił słynne wezwanie do zjednoczenia "my stoimy tu gdzie staliśmy, oni tam, gdzie stało ZOMO". Gdy Komorowski z Tuskiem próbowali Polaków podzielić, Lech z Jarosławem, przy wielkiej pomocy ojca dyrektora, próbowali ich połączyć.
Komorowski oczywiście tego nie doceniał. Na przykład gdy wybrali go na prezydenta, bezczelnie nie wyszedł do tłumów modlących się przed Pałacem Prezydenckim o powodzenie prezydentury Komorowskiego. Gdy Jarosław Kaczyński z panem Macierewiczem i innymi PiS-owskimi żonami i mężami stanu, razem z jakimś zaprzyjaźnionym księdzem odprawiali przed pałacem egzorcyzmy, by z pałacu szatana wypędzić i ułatwić Komorowskiemu rządzenie, ten nigdy nie wyszedł i nie podziękował. Taki jest. Butny, arogancki, bezczelny.
Tak to trwało latami. Komorowski bezczelnie nie zapraszał Kaczyńskiego na posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale pan Jarosław, któremu dobro ojczyzny zawsze przyświecało, mimo to pukał do drzwi RBN, wiedział on bowiem, że Polska potrzebuje zgody. Niestety, Komoruski sam trzymał drzwi, by Jarosław nie mógł wejść do środka.
Dziś więc pan Andrzej Duda daje dowód klasy, rozsądku i dobrej pamięci celebrując niby - zasługi Komorowskiego dla narodowej zgody, choć dobrze Duda wie, że w ostatnim ćwierćwieczu nikt dla tej zgody nie zrobił tyle co Kaczyńscy.
Panu Dudzie na narodowej zgodzie zależy bardzo. I na losie zwykłych Polaków również. Dlatego gdy mistrz Dudy Lech Kaczyński dostał na biurko projekt ustawy, która miała poddać nieszczęsne SKOK-i nadzorowi KNF-u, dbający o interesy Polaków Duda pomógł dbającemu o interes zwykłych Polaków Kaczyńskiemu, by ich oszczędności jak najpóźniej były objęte jakąkolwiek ochroną państwa. Kaczyński i Duda stanęli na głowie, by bankrutujące później kolejne SKOK-i umoczyły wkłady zwykłych ludzi. Niestety nie udało im się, choć w imię zgody próbowali.
Duda chce zgody narodowej. Dlatego dziś, gdy okazuje się, że pan senator PiS Bierecki wypompowywał kasę ze SKOK-ów do swej spółki, Duda go broni. Słyszycie to naiwniacy, którzy oglądaliście aktora Żmijewskiego reklamującego SKOK-i i wpłacaliście tam swe życiowe oszczędności, nie wiedząc, że sponsorujecie Biereckiego? Jak nie słyszycie, tu usłyszcie, bo dbający o zgodę Duda, w zgodzie z fałszem, a nie z prawdą, raczej wam tego nie powie.
Duda jest za zgodą, moralnością i trwałością poglądów. Pewnie dlatego jak Unia Wolności był partią rządzącą, to Duda był działaczem Unii Wolności, a jak Unia wyleciała z parlamentu, to i Duda szybko o niej zapomniał. Jak władzę zdobyło PiS, to Duda się zakręcił wokół PiS i budował zgodę razem z ministrem Ziobro, który walczył z układem, każdym, tylko nie z tym jedynym prawdziwym, czyli PiS-owsko - SKOK-owym.
Zastanawiałem się jakiś czas, dlaczego prezes Kaczyński ze swego cylindra wyciągnął akurat kandydata Dudę. Teraz jest to chyba oczywiste. Wybrał człowieka bez kręgosłupa i bez jakichkolwiek właściwości, którego będzie mógł sobie lepić jak figurki z plasteliny. Wszystko w imię narodowej zgody, z którą tak wstrętnie i odrażająco przez pięć lat walczył Komorowski.