
No to mieliśmy w piątek w Sejmie zadymę i pyskówkę, które mogły stworzyć wrażenie, że rząd z determinacja forsuje reformy, że w trudnych warunkach robi co może. I trochę tak jest. Powiedzmy, bardzo trochę. Bo przepchnięte dwie reformy chyba wyczerpują reformatorski zapał ekipy Donalda Tuska. Choć godne szacunku, stanowią więc wyjątek od normy. A normą w ostatnich tygodniach i miesiącach był brak reakcji PO i rządu na to, co się dzieje, ewentualnie reakcję spóźnione i rachityczne. Reformatorskie ustawy wpadły do Sejmu i trzeba było ich bronić. Rząd wyszedł więc z niebytu i zaistniał. Tak, z niebytu i hibernacji, bo ostatnio rząd jest, a jakoby go nie było.
