Naród zdecydował. Polska będzie miała nowego prezydenta. Umówiliśmy się 26 lat temu w Polsce na demokrację. Jej wyroki są święte.

REKLAMA
W sensie politycznym wynik wyborów jest sensacją. Polityk ponad pół roku temu niemal nieznany, pokonał prezydenta, który jeszcze pół roku temu miał prawo myśleć, że wybory będą dla niego łatwym plebiscytem.
I być może dokładnie w tym momencie, gdy niemal powszechnie tak sądzono, pojawiła się jakaś dynamika zdarzeń, która sprawiła, że za chwilę będziemy mieli zmianę w Pałacu Prezydenckim, a za kilka miesięcy w Kancelarii Premiera. To drugie nie jest oczywiście przesądzone. Ale też bądźmy szczerzy. Fala jest wysoka, fala płynie przeciw obecnej władzy. Możliwe jest więc, a nawet bardzo możliwe, że za pięć miesięcy PIS będzie miało w rękach całą władzę wykonawczą.
Prezydent Bronisław Komorowski jest dobrym prezydentem. Ale nigdy nie był dobrym kandydatem. A jego kampania przejdzie do historii jako wybitnie nieudana, pozbawiona pomysłu, planu, determinacji i pasji. Gdy prezydent, jego urzędnicy oraz cała PO dostrzegli falę, było już stanowczo za późno.
Te wybory to paradoks. Przegrał prezydent cieszący się wielkim poparciem. Przegrał w sytuacji, gdy gospodarka jest w dobrym stanie, gdy wzrostu gospodarczego zazdrości nam cała Europa. Ale też trudno nie zauważyć, że ta sytuacja jest raczej sukcesem obywateli niż władzy.
Elektorat trzeba szanować. PO sprawiała wrażenie, że jest partią, która swemu elektoratowi funduje wyłącznie policzki. OFE, uzysk, fotoradary, mandaty. Dużo tego było. Cenę za to wszystko właśnie zapłacił prezydent. Jesienią cenę za to może zapłacić Platforma.
Prezydentowi - elektowi należą się wielkie gratulacje. Ciężko pracował, twardo walczył. Wygrał. Jednocześnie jednak złożył cała masę obietnic, których spełnić żadną miarą się nie da. Albo których spełnienie doprowadzi do wielkiego kryzysu w państwie. Już teraz należy więc sobie życzyć, by prezydent, być może za chwilę ze swoją partią, nie rozwalali budżetu, a więc Polski.
Prezydent - elekt mówił jeszcze kilka dni temu, że Polska powinna w swej polityce zagranicznej wyjść z mainstreamu. Otóż Polsce należy życzyć, że i w tym punkcie Andrzej Duda wprowadzał Polaków w błąd. Ten mainstream bowiem to trwałe sojusze, rozsądna polityka zagraniczna, szukanie przyjaciół, a nie wrogów.
Już za chwilę zobaczymy czy partii PIS nie ogarnie totalny triumfalizm. Jeśli tak, dla Polski nadchodzi zły czas. Mandat Andrzeja Dudy jest silny i nie do zakwestionowania. Powinien on jednak pamiętać, że prawie połowa Polaków nie chciała jego prezydentury. Prezydentura to władza. Ale trzeba mieć nadzieję, że nowy prezydent zachowa pokorę. Łaska elektoratu na pstrym koniu jeździ. Kiedyś przekonał się o tym PIS, dziś Bronisław Komorowski.
Prawie połowa Polski ma dziś wielkie, co zrozumiałe, poczucie zawodu. Prawie połowa Polaków uważa, że stało się coś złego. Uczucia normalne, choć przecież nie powinny przesłaniać prostej prawdy. Będziemy mieli nowego prezydenta. Należy mu się szacunek i kredyt zaufania.
Może mają rację ci, którzy wieszczą bardzo trudny czas dla Polski. Możliwe. Oby nie. Władzy należy się lojalność, choć nie bezwarunkowa. Jeśli się swej powinności sprzeniewierzy, płaci za to karę.
Czas pokaże czy przyszłość przyniesie racjonalną korektę czy IV RP z turbodoładowaniem. Jeśli to pierwsze, bardzo dobrze. Jeśli to drugie, naród zabierze głos ponownie.