Nie podobało mi się nadmiernie orędzie prezydenta Andrzeja Dudy. Zanadto przypominało wystąpienie na partyjnej konwencji. Nie podobało mi się, że prezydent dziękując poprzednikom z nazwiska wymienił tylko jednego, Lecha Kaczyńskiego.
REKLAMA
Nie podobało mi się, gdy prezydent dwa razy powiedział, że jest niezłomny. Choć, z drugiej strony może dobrze, że tak niezwykle wysoko ustawił sobie poprzeczkę. Przez pięć lat będziemy mieli wiele okazji, by tę niezłomność oceniać, a deklaracje prezydenta zweryfikować.
Nie podobało mi się, gdy prezydent mówił o sobie w trzeciej osobie "Dziś prezydentem jest Andrzej Duda". Zwykle używanie tej formy świadczy o wybitnie dobrym, nadmiernie dobrym samopoczuciu.
Podobało mi się, gdy prezydent Duda mówił o potrzebie odbudowy wspólnoty oraz wzajemnego szacunku. To wielkie zadanie, biorąc pod uwagę, że jego kampania była oparta na zorganizowaniu niezwykłej akcji zohydzania Bronisława Komorowskiego.
Nie podobało mi się, bardzo mi się nie podobało, gdy część posłów PO buczała słysząc fragment wystąpienia o głodujących dzieciach i zwijającej się Polsce powiatowej. Mogły im się te fragmenty nie podobać, ale dawanie temu wyrazu w taki sposób jest wybitnie niegrzeczne.
Tak buczeli posłowie
Nie podobało mi się, że pod lichym pretekstem w uroczystościach nie wziął udziału Donald Tusk. Z założenia powinien w nich wziąć udział.
Dzisiejsze wydarzenie było ważne, bo oczywiście ważna jest zmiana prezydenta. Dzisiejsze oceny, także ta powyższa wielkiego znaczenia jednak nie mają. Prezydent Duda ma przed sobą 1800 dni urzędowania. Ostateczna i jedynie istotna recenzja nadejdzie, gdy dojdzie do kolejnych wyborów. Recenzentem będzie cały naród.
Prezydentowi Dudzie życzę powodzenia. A przede wszystkim tego, by mile zawiedzeni jego prezydenturą byli ci, którzy witają ją i jego ze sceptycyzmem albo z wielkimi obawami.
