Spróbujmy to w miarę możliwości ogarnąć, okiełznać zgiełk. Choć przecież nie jest to łatwe w atmosferze smutku, żalu, przerażenia, współczucia.

REKLAMA
1. Po pierwsze potrzebna jest teraz solidarność z Francuzami.  Banał? Nie, raczej oczywistość. Drugi raz w tym roku padli ofiarą barbarzyńskiego ataku. Solidarność prosi się w tym momencie także o skupienie. To nie jest czas na rzucanie oskarżeń,  na przypinanie łatek oponentom w ramach bieżących  rozgrywek i wieloletnich sporów.  Paryż prosi dziś cały świat o ciepłe uczucia. Także nasze. Ten sam Paryż, który tyle lat dawał schronienie polskim patriotom i wygnańcom. 
2. Barbarzyńcy uderzyli celnie. W piątek, gdy Paryż  jest pełen życia, a setki tysięcy ludzi, miejscowych i przyjezdnych z całego świata, relaksują się i bawią.  Uderzono też wyjątkowo celnie. Koło stadionu, na którym odbywał się towarzyski mecz piłkarski, koło nomen omen, Stade de France w podparyskim St Denis, gdzie stoi piękny jeszcze średniowieczny kościół katolicki. W restauracji w centrum Paryża. W sali koncertowej.
Przesłanie  barbarzyńców - możemy was nie tylko zabić. Chcemy  zabić Waszego ducha. Chcemy pozbawić was  poczucia bezpieczeństwa. Macie się czuć zagrożeni za każdym razem, gdy wychodzicie z domu. Macie się zastanowić czy z żoną, mężem, dziewczyną, chłopakiem, z dziećmi, chcecie pójść do restauracji, czy w ogóle chcecie przyjechać do Paryża  na weekend. Ale bać mają się nie tylko Francuzi.  Jutro mają  się bać Londyńczycy, pojutrze może mieszkańcy Berlina, za tydzień Madrytu, gdzie akurat Real będzie grał z Barceloną. Każdy cel dla barbarzyńców jest dobry, byle uderzał w poczucie bezpieczeństwa i styl życia mieszkańców Zachodu.
3. Poczucie zagrożenia jest realne. A w związku z tym szybko pojawią się politycy, którzy zaoferują rządy twardej lęki i drakońskie kroki walki z terrorystami. Także absolutnie drastyczne kroki, taka - jak powiedział prezydent Hollande, bezlitosna walka z terrorystami są  niezbędne. Pytanie jak z nimi walczyć, by jednocześnie tylko w najmniejszym stopniu uderzyć w wolności obywatelskie i swobodę poruszania się zwykłych ludzi. Bo także uderzenie w to poczucie i w tę swobodę było celem barbarzyńców.
4. Niezbędny jest realizm. Ta walka z terroryzmem nie  jest kwestią tygodni czy miesięcy, ale długich lat.  Po 11 września Amerykanom udało się unicestwić bardzo wiele prób zorganizowania zamachów.  W Europie będzie to jednak o niebo trudniejsze. Wylęgarnia terrorystów już tu jest. Jest w dzielnicach Londynu czy na przedmieściach Paryża. To niestety nie jest więc koniec. Będą następne zamachy i następne tragedie. Niestety, Europa zaczyna dziś przypominać Izrael, gdzie lęk przed terroryzmem i fanatykami jest czymś codziennym, dramatycznie oczywistym.
5. Tragedia w Paryżu w oczywisty sposób ożywi i udramatyzuje debatę na temat uchodźców. Nie wiadomo czy terroryści, prawdopodobnie z ISIS,  byli na przykład urodzonymi we Francji Francuzami pochodzenia algierskiego czy nowo przybyłymi tam terrorystami, którzy przekraczali granice jako uchodźcy. W sensie sensu i wymiaru tragedii to oczywiście nieważne. Ale jeśli okazałoby, że  miał miejsce wariant drugi, fanatyczni przeciwnicy przyjmowania w Europie kogokolwiek z terenów  objętych wojną, zyskaliby dodatkowe argumenty.
Nie zmienia to faktu, że wczorajsza tragedia jeszcze bardziej podkreśla pilność, z jaką Europa musi podjąć konkretne kroki, by kontrolować napływ uchodźców, kontrola granic, negocjacje z Turcją - tu decyzje muszą być podejmowane zaraz a nie za jakiś czas. Muszą być konkretne i  egzekwowalne oraz weryfikowalne.  Zaraz po tragedii, nasi chrześcijańscy bojownicy zaczęli jej używać do wymierzania ciosów naszym "lewakom" - Aleksandrowi Smolarowi, Adamowi Michnikowi czy Sławomirowi Sierakowskiemu,  a także Ewie Kopacz. Taka podłość i głupota  powinny być potępione. Z plugastwem nie ma co  dyskutować. Poważnej debaty na temat uchodźców w atmosferze kibolskiej bójki, którą chcą wykreować ludzie o profilu psychologicznym pana Karnowskiego,  prowadzić nie sposób. A dojrzała, spokojna i  racjonalna debata jest potrzebna.
6. Kilka dni temu prezydent Obama powiedział, że ISIS został w Syrii "contained", powstrzymany, zablokowany. Nie został. Ani w Syrii, ani w Europie jak widać.  Źródłem problemu jest to co się dzieje na Bliskim Wschodzie. To jest dziś dla świata wyzwanie numer jeden.  Trzeba się z nim zmierzyć na poważnie. Świat, po Iraku,  ma alergię na interwencje lądowe. Ale może nie być innego wyjścia. I tu potrzebna jest jednak racjonalna dyskusja. A po niej, radykalne kroki. 
Powiedzmy jednak sobie szczerze. Żadne z tych rozwiązań, żadne kroki, nie sprawią, że niebezpieczeństwo zniknie.  Niestety, będziemy musieli z nim żyć. Jako się rzekło,  rozsadniki fanatyzmu i terroryzmu w Europie już są.  Nikt nie dokona deportacji milionów ludzi. Nie wspominając o tym, że terroryści to garstka, a wśród tych milionów miażdżąca większość, to normalni, miłujący  pokój i spokój obywatele.
By zdać sobie sprawę ze skali bieżącej, niezbędnej  operacji, wystarczy jeden fakt. W samej Francji jest około 500 ludzi, których służby specjalne podejrzewają o chęć przygotowania lub próby przygotowania  kolejnych zamachów. Inwigilowanie każdego z nich wymaga nieprzerwanej pracy trzech funkcjonariuszy. A przecież potencjalnych terrorystów jest na pewno dużo więcej. Nie znaczy to, że jesteśmy bezradni. Trzeba zrobić wszystko, co da się zrobić. A najlepiej więcej.
Jeszcze raz, wielka tragedia Francji i Francuzów prosi o solidarność. A także o gesty. Po ataku na  Charlie Hebdo, pod ambasadą we Francji znalazło się tylko  kilka zniczy i parę kwiatków. Pokażmy, że można inaczej. Wielka prośba do mieszkańców Warszawy o tysiące kwiatów i zniczy. Ambasada Francji, ulica Piękna, tuż obok Sejmu. Pokażmy, że mamy nie tylko telewizory i klawiatury komputerów, ale także serca.