Kilka dni temu Jacek Żakowski krytykując jednego z prawicowych dziennikarzy podał, dla kontrastu, przykład pozytywny. Miał nim być Piotr Semka, co to jak pisze, to wiadomo, że jednak coś sprawdził i przeczytał.

REKLAMA
Rozumiem, że Jacek Żakowski chce niuansować wychodząc z założenia, że nawet wśród PiS-owskich propagandzistów są lepsi i gorsi. Niestety w tym wypadku walnął kulą w płot.
Na moim ulubionym portalu, wpolityce.pl, swoistym biuletynie propagandowym PiS-u, redaktor Semka opisuje, jak to dokonał się lincz na rządzie Olszewskiego, co dziennikarze przyjęli według niego z zachwytem.
W tekście tym trzy razy pada moje nazwisko. Za każdym razem Semka, niestety, kłamie. Można by powiedzieć myli się, ale taka precyzja kłamstw - trzy na trzy - sugeruje coś więcej niż pomyłki.
Pisze na przykład Semka, że 4 czerwca mówiłem do Lecha Wałęsy - niby żartem - "Panie prezydencie, niech nas Pan ratuje". Cóż, nie miałem wtedy najmniejszych szans powiedzieć czegokolwiek Lechowi Wałęsie, taką okazję miałem 8 miesięcy wcześniej, w czasie wywiadu w Belwederze, potem - dopiero trzy lata później w San Francisco. Sama myśl, że ja, 26-letni wtedy dziennikarz, mogłem mówić do prezydenta Wałęsy "jakby żartem", jest kuriozalna. Ale na razie to moje słowa. Pytanie skąd Semka wziął swoje. Otóż łatwo to sprawdzić, na YouTube jest bowiem film Jacka Kurskiego i... Piotra Semki "Nocna zmiana", skądinąd film propagandowy i pełen manipulacji, ale niech tam. W jednej ze scen widać, jak stoję obok Moniki Olejnik i Barbary Górskiej, wtedy z Radia Zet. I to do nich, rzeczywiście kpiąco, ze śmiechem, mówię, że ktoś powinien powiedzieć Wałęsie "Panie prezydencie, niech pan nas ratuje".
Od prawie 20 lat czytam w prawicowych gazetach, a od kilku na prawicowych portalach, że to ja coś mówiłem Wałęsie. Rozumiem, że PiS-owska dziatwa w internecie sadzi te bzdety na swych portalach, ale tak poważny dziennikarz jak redaktor Semka też? Nie może obejrzeć swojego filmu? Za dużo roboty?
Semka mówi też, że w swej relacji na żywo mówiłem to, co mi powiedział Andrzej Zarębski z KLD. Nie była to jednak wykładnia poglądów Zarębskiego, lecz wiadomość, którą przekazał tuż po posiedzeniu prezydium Sejmu, o którym miał od jego uczestnika wiedzę. Była 19:24, za kilka minut miałem wejście "na żywo". Pytałem, kogo mogłem, był Zarębski, zapytałem jego. Ciekawe, że w tekście zarzucającym innym dziennikarską nierzetelność Semka kłamie jak z nut.
Ale to nie koniec. Redaktor Semka woli nie mówić o faktach, więc opowiada o legendach.
Wspomina więc o legendzie, jak to wypłakiwałem się w rękaw Mieczysławowi Wachowskiemu, że nie wiem co robić, bo "jestem między młotem a kowadłem". Skala kłamstw Semki jest aż zabawna. Mój dialog z Wachowskim znalazł się w jednym artykule i w jednej książce. Semka, jeśli ma internet, będzie to w stanie znaleźć. Polecam wyszukiwarkę Google. Jak znajdzie, to przeczyta, że dialog był zupełnie inny. Wachowski zapytał mnie jak oceniam usuniętego parę tygodni wcześniej z funkcji szefa TVP, Janusza Zaorskiego. Odpowiedziałem, że Zaorski miał trudną sytuację, bo był między młotem a kowadłem. Jak to się ma to kłamstewek Semki? Nijak. Trzy przykłady Semki, trzy kłamstwa.
Od 20 lat nasza wesoła prawica buduje pracowicie legendę rządu Olszewskiego, który upadł rzekomo dlatego, że chciał ujawnić prawdę. Otóż upadł, bo miał w porywach poparcie jakichś 180 posłów, bo jego premierem był nieudacznik Jan Olszewski, a wśród ministrów byli także ludzie kompletnie "odjechani", typu Jan Parys (odwołany wcześniej) i Antoni Macierewicz.
Amatorszczyzna skończyła się klęską, jak zawsze. Uważałem dotychczas, że Piotr Semka często fauluje, ale są to faule wynikające z ostrej gry, bark w bark. A tu widzę, że on też po prostu kłamie, czyli wali poniżej pasa, dokładniej - biorąc pod uwagę charakter kłamstewek - ciągnie za spodenki.
Czas odpowiedzieć na pytanie z tytułu. Dlaczego prawicowy dziennikarz musi kłamać? Musi, bo ten typ tak ma.