Czytam komentarze kolegów z Gazety Wyborczej i wpisy na Facebooku i wszystko staje się jasne. Wiadomo kto odpowiada za wybryki kiboli. Tak, tak, wiadomo. Ale zacznijmy od początku. Wspaniała atmosfera Euro udzieliła się nawet najgorszym warszawskim kibolom. Wcześniej myśleli o ustawkach, mordobiciu, waleniu w kogokolwiek, a najlepiej w Ruskich. Na zasadzie osmozy przejęli jednak nastawienie reszty ludności do piłkarskiego święta.
REKLAMA
Jeszcze w niedzielę myśleli o wypieku chleba, którym chcieli przywitać gości z Rosji, jeszcze w niedzielę wieczorem uczyli się piosenek - przebojów z festiwalu piosenki rosyjskiej w Zielonej Górze, by zaśpiewać Rosjanom ich ulubione utwory. Jeszcze w niedzielę szykowali się do kupowania kwiatów, którymi chcieli witać przedstawicieli sił porządkowych.
I właśnie wtedy, dokładnie kilkanaście godzin później nastąpiła katastrofa. Poniedziałek rano. Ten dzień kibole zawsze zaczynają od lektury tygodników opinii. Czytają razem w domach kultury i klubach prasy i książki. Tym razem doznali jednak wzmożenia i wzburzenia. Ich oczy napotkały okładkę Newsweeka.
Na niej Smuda jako marszałek Piłsudski i zapowiedź wielkiej wojny. Pokojowe zamiary kiboli wyparowaly momentalnie. Wiedzieli już - Moskala trzeba bić. Wzmożenie było silne, przetrwało ponad 40 godzin i we wtorek jako postanowili, tak uczynili. Ruszyli do boju. Rzucona bezrefleksyjnie iskra spowodowała pożar. Oto prawdziwy powód burd w stolicy, oto precyzyjnie opisany łańcuch przyczynowo skutkowy zdarzeń.
Trzeba być niespełna rozumu, by potraktować coś takiego poważnie, ale wielu najwyraźniej na ten pomysł wpadło. Okładkę widziało w kioskach pewnie kilkaset tysięcy ludzi. Nie dali się sprowokować? A może nie potrzebna była jakakolwiek prowokacja, co? Czy regularne okołostadionowe burdy kiboli wynikają z okładek czy z natury kiboli?
Dla każdego, kto wie czym jest metafora, musiało być oczywiste, że okładka jest w konwencji żartu. A jakby miał wątpliwości, to mógłby przeczytać mój artykuł wstępny i inne teksty w piśmie. Tu jednak dochodzimy do sedna problemu.
By tak się stało, trzeba by trochę poczytać, a nie wyłącznie popatrzeć na okładkę. Ja rozumiem, że w przypadku facebooka ważna jest face, czyli twarz, na przykład z okładki, ale może jednak podjąć pewien wysiłek intelektuwalny? Nie, nie przesadzajmy, nie stawiajmy sprawy na ostrzu noża. Ja rozumiem, że okładka może się komuś nie podobać, jasne, ale uznać, że mogła ona kogokolwiek do czegokolwiek sprowokować? To już jest absolutny absurd.
Swoją drogą zabawne jak łatwo jest zainfekować niektórych facebookowców jakimś kuriozalnym myślątkiem, które potem bezmyślnie powtarzają. Jeśli więc ktoś pisze, że nie mam prawa potępiać kiboli, bo ich sprowokowała jakaś okładka, to znaczy, że
a - przypisuje kibolom działania (czytanie), których nigdy nie podejmują.
b - przyznaje, że kibole, to wyjątkowe matoły.
c - daje dowód, że sam z logiką jest na bakier.
b - przyznaje, że kibole, to wyjątkowe matoły.
c - daje dowód, że sam z logiką jest na bakier.
Z mojego tekstu w Newsweeku i z tekstu w naszym portalu NaTemat jasno wynika, że mówiłem, iż idzie wyłącznie o bitwę na boisku, która, owszem, ma pozaboiskowy kontekst. Wystarczy czytać ze zrozumieniem, co nieśmiało sugeruję. Okładkę Newsweeka widziałem częściej niż ktokolwiek inny.
Sprowokować się nie dałem, kibicowałem naszym, z Rosjanami wymieniałem serdeczne gesty. Z całą pewnością podobnie reagowali czytelnicy Newsweeka. Kiboli z cała pewnością wśród nich nie ma. Po co się tłumaczę - zapyta ktoś.
Z niczego się nie tłumaczę, okładka bardzo mi się podoba, marszałek Smuda dał radę, nasi dokonali swego rodzaju cudu nad Wisłą. A niektórzy facebookowcy mogli się nadąć, co im najwidoczniej było niezbędne. Same korzyści.
