W tytule, od razu mówię, nie ma żadnej ironii. Występ naszych sportowców na igrzyskach naprawdę uznaję, no dobrze, może nie za świetny, ale za bardzo dobry. Bardzo dobry? Jakże to, przecież miało być złoto siatkarzy, medal Radwańskiej, medal Kusznierewicza, medal mistrza świata w tyczce, medal Małachowskiego i wiele innych.
REKLAMA
Miały być, mogły być, ale ich nie ma. Jutro, w piątek będzie pewnie jeszcze złoto albo srebro Włodarczyk w rzucie młotem. I już będziemy mieć tyle medali co w Pekinie. W swym interesującym tekście w naTemat Azrael napisał, że nawet jakby było tych medali o kilka więcej, to i tak byłaby to liczba na miarę niewielkich oczekiwań. Otóż nie zgadzam się. Ja bym też chciał, żebyśmy mieli 10 medali złotych, 15 srebrnych i 30 brązowych. Ale 10 medali, w tym trzy złote albo 12 medali różnokolorowych, to nie byłby wcale wynik na miarę małych oczekiwań. To byłby wynik na miarę oczekiwań rozsądnych i wcale nie takich małych.
Napisał Azrael, że 80 procent naszych sportowców w sytuacjach naprawdę trudnych nie daje rady i "wymięka". Nie, przy potężnej konkurencji w 80 - ciu procentach przypadków po prostu się przegrywa.
Nie jest tak, że mamy jakąś narodową skazę "luzerstwa", że wygrywać nie umiemy, stres nas obezwładnia. Nie, po prostu nie mamy zbyt wielu wybitnych sportowców, bo nie mamy prawdziwego systemu wyczynowego sportu. Nawiasem mówiąc nie wiem czy jest to zresztą akurat ten problem Polski, który wywołuje we mnie największy smutek. Co do mentalności - przez kilkadziesiąt lat hiszpańscy piłkarze przegrywali wszystkie wielkie imprezy. Teraz zaś wszystkie wygrywają. Czy pięć lat temu nagle i radykalnie zmieniła się mentalność Hiszpanów? Nie, mniej więcej pięć lat temu weszło w najlepszy piłkarski wiek pokolenie absolutnie wybitnych piłkarzy. To i wygrywają. To wszystko.
Co do systemu. Takiż w Polsce nie istnieje chyba w żadnej dyscyplinie. Nawet jak mamy już jakąś "polską szkołę", to po chwili ona nie istnieje. Mieliśmy polską szkołę zapasów, został nam jeden zapaśnik, mieliśmy polską szkołę szermierki, szkoła runęła, była polska szkoła boksu, szkoły nie ma. Mam tu oczywiście argument trochę moją teorię rozwalający. Polska siatkówka. Otóż ma ta dyscyplina w Polsce wszystko, co powinno nas czynić taką siatkarską potęgę, jaką w koszykówce jest Ameryka. Świetni trenerzy, świetni zawodnicy, możni sponsorzy, przytomny szef związku, doskonały trener reprezentacji, kibice, wielkie zainteresowanie mediów. I co? I, przynajmniej na igrzyskach olimpijskich, od 36 lat nic. Dlaczego? Nie wiem, nie rozumiem. Patrząc tylko na naszych siatkarzy, na Zygadłę, Kurka czy Winiarskiego, zastanawiam się czasem czy oni nie są za delikatni, za wrażliwi. Ci trzej wyglądają jak studenci Harvardu. Może gdyby byli siatkarskimi, życiowymi killerami byłoby łatwiej. Nie wiem, to pytanie do ludzi, którzy się na siatkówce znają, mnie wśród nich nie ma.
9 medali na razie. Słabo, tak? A w której to dziedzinie życia idzie nam lepiej? W której to jesteśmy klasyfikowani wyżej? Polska nauka? Polskie uczelnie? Polska innowacyjność?Polska polityka? Polskie dziennikarstwo? Polska medycyna? W której konkretnie, proszę o odpowiedź. W niektórych nie wypadamy pewnie gorzej niż w sporcie, ale czy w którejś naprawdę lepiej?
Może w jednej - małe przedsiębiorstwa. To i nie dziwota, że w sporcie osiągamy najwięcej tam, gdzie nie system jest fundamentem sukcesów, ale małe jednoosobowe sportowe przedsiębiorstwo. Stąd wielki sukces Justyny Kowalczyk. Stąd sukces Mai Włoszczowskiej. Stąd sukces Radwańskiej i parę innych.
Jakich to wielkich sukcesów sportowych oczekujemy w kraju, w którym standardem jest ucieczka z lekcji w-f, albo zwalnianie się z tych lekcji(często z błogosławieństwem rodziców), w którym kilkadziesiąt procent młodych ludzi ma skoliozę albo nadwagę. W którym sport akademicki nie istnieje. Z czego te sukcesy mają się brać?
Podziękujmy więc naszym medalistom. I nie mówmy, że komukolwiek z naszych się nie chciało. Chciało się. Byli po prostu słabsi, niektórzy mieli mniej szczęścia. Tyle. Dla każdego z naszych sportowców zdobycie medalu było szansą na karierę, pieniądze, satysfakcję, wspomnienia. Jeśli im nie wyszło, to z całą pewnością nie dlatego, że im się nie chciało. Ktoś, kto nawet tak jak ja, uprawia sport po amatorsku, musi mieć szacunek dla wszystkich, którzy wykonują naprawdę monstrualną pracę, by odnieść sukces. Guzik wie o sporcie ktoś, kto mówi, że sportowcy mają łatwe życie. Nieprawda. To jest diabelnie ciężkie życie (w porządku, może poza piłkarzami naszej tzw. ekstraklasy, których życie jest niezasłużenie łatwe).
Ktoś powie, sam tak mówię, że bylibyśmy sportową potęgą, gdyby nasi sportowcy mieli mentalność Kowalczyk. Ale jest Kowalczyk fenomenem nie tylko na skalę polskiego sportu. Taka kombinacja pracowitości, talentu, determinacji, inteligencji zdarza się po prostu rzadko.
Patrzmy więc z życzliwością na naszych szczególnie teraz, przez tych kilka dni, zanim zgaśnie olimpijski znicz. Na wszystkich niezależnie od tego, czy będą ocierać łzy wzruszenia czy smutku. Wszyscy razem nie są gorsi niż my. Są tacy sami. A może nawet lepsi.
