Minister Joanna Mucha zgrabnie ignoruje sugestie, że jest ofiarą antyfeminizmu i seksizmu, ale jednocześnie sprytnie przytula się do feministek. Może trochę za sprytnie.
REKLAMA
- Pani minister czy pani ministra, jak się do Pani zwracać- zapytałem wczoraj
Joannę Muchę w swoim programie w TVP 2. Prawdę mówiąc miałem wrażenie,
że minister Mucha, która właśnie podpadła kibicom i kibolom w całym kraju
zastanawiając się kto dobrał drużyny do Superpucharu Polski, nie będzie się
wygłupiała i odpowie, że "pani minister" jest ok.
A tu nie, minister Mucha woli być ministrą Muchą. Jej prawo. Zastanawiam się tylko dlaczego chce być ministrą, a nie poprawia premiera Tuska, który siedząc obok niej mówi "minister Mucha" a nie "ministra Mucha". Ale może już go poprawiła, tylko tak, żeby nikt nie słyszał. Z Tuskiem włącznie.
Joannę Muchę w swoim programie w TVP 2. Prawdę mówiąc miałem wrażenie,
że minister Mucha, która właśnie podpadła kibicom i kibolom w całym kraju
zastanawiając się kto dobrał drużyny do Superpucharu Polski, nie będzie się
wygłupiała i odpowie, że "pani minister" jest ok.
A tu nie, minister Mucha woli być ministrą Muchą. Jej prawo. Zastanawiam się tylko dlaczego chce być ministrą, a nie poprawia premiera Tuska, który siedząc obok niej mówi "minister Mucha" a nie "ministra Mucha". Ale może już go poprawiła, tylko tak, żeby nikt nie słyszał. Z Tuskiem włącznie.
Czy Joanna Mucha padła ofiarą seksizmu? Kilka razy ewidentnie tak. Parę razy oglądając wywiady z nią miałem wrażenie, że ten i ów samiec traktował ją wybitnie protekcjonalnie na zasadzie "może i pani ładna jest, ale jak ładna, to na pewno kretynka".
Nie dziwię się więc, że niektóre feministki przeciw takiemu traktowaniu ministry Muchy protestowały. Z drugiej strony czasem miałem wrażenie, że feministki są w gruncie rzeczy seksistkami, bo sugerują, że wszelka krytyka Muchy wynika nie z tego, że na przykład popełnia błędy, lecz z tego, że jest kobietą.
Wynikałoby z tego, że bywają ministrowie źli, to mężczyźni i są ministry dobre z założenia, bo to kobiety. Czyli niby nie chcemy dyskryminacji płci, ale jak to nasza płeć, to uznajemy ją za alibi i tarczę ochronną.
Wynikałoby z tego, że bywają ministrowie źli, to mężczyźni i są ministry dobre z założenia, bo to kobiety. Czyli niby nie chcemy dyskryminacji płci, ale jak to nasza płeć, to uznajemy ją za alibi i tarczę ochronną.
Co do ministry Muchy, jak chce być ministrą, niech będzie ministrą. Chce jednak także, by oceniać ją nie według płci, ale według zasług i win. Postulat słuszny. Ja mam też swój postulat. 100 dni przed Euro, za które odpowiada ministra Mucha, powinna ona się nauczyć składu naszej piłkarskiej reprezentacji.
W wykonywaniu jej ważnych obowiązków to nie zaszkodzi, a kto wie, może i pomoże.
W wykonywaniu jej ważnych obowiązków to nie zaszkodzi, a kto wie, może i pomoże.
