W najnowszym sondażu PIS wyprzedził PO i to aż o sześć punktów. To naprawdę najlepsze co mogło się przydarzyć Platformie i Donaldowi Tuskowi. Absolutnie poważnie!

REKLAMA
Komu bije dzwon? Platformie. Lata zaniechań, kluczenia, błędów robią swoje. Jasne, każda ekipa popełnia błedy, każda ma na koncie zaniechania. Każda władza się zużywa, każda traci poparcie.
W ostatnim czasie, a długi jest ten "ostatni czas", można było jednak odnieść wrażenie, że Platforma, rząd i premier doskonale przyzwyczaili się do "siedzenia na ogonie". Bo skoro opozycją jest PIS, skoro liderem PIS jest Kaczyński, to można nic nie robić, głosy swoich wyborców uznając za gwarantowane.
W polityce jednak, jak w każdej innej sferze życia, nic nie jest dane raz na zawsze. Premia za słabości rywala też nie.
Można wyliczać owe błedy i zaniechania Platformy, rządu i premiera. Najważniejsze jest jednak jedno - Donald Tusk nie sprawiał w ostatnich bardzo wielu miesiącach wrażenia polityka, który gryzie trawę, by Polskę zmieniać, który pracuje dzień i noc, by coś dla kraju zrobić, który korzysta z każdej okazji, by rozmawiać z Polakami, by ich przekonywać do swej wizji, do swojego planu. Może po prostu dlatego, że wizji i planu nie ma. Może dlatego, że premier jest zmęczony, Powód nie ma jednak znaczenia. Wyborca, jak zaniedbana kobieta, najwyraźniej wysyła sygnał, że bez pasji, wysiłku, starań, energi, aktywności, ze związku partii z elektoratem nic nie będzie.
Teraz odpowiedź na pytanie dlaczego dla Platformy to dobra wiadomość. Bo jeśli nie zareaguje na ten wielki ostrzegawczy dzwonek, to znaczy, że po prostu do rządzenia się nie nadaje, że powinna odpocząć na ławce rezerwowych albo na ławce kar. Wciąż może jednak pokazać, że jest w stanie powalczyć i wygrać.
Do wyborów wciąż jest bardzo daleko. Nawet ta sześciopunktowa strata nie jest wielka. Konserwatyści w Wielkiej Brytanii po niecałych trzech latach rządów mają już do Partii Pracy 15 punktów procentowych straty. Ale nie powinna Platforma szukać łatwego alibi i łatwego pocieszenia. Albo zabiera się do roboty albo zabiera się stąd.
Jest oczywiście intrygujące, że rośnie w sondażach PIS, które ma lidera "cieszącego się" wybitnym brakiem zaufania większości społeczeństwa, która nie przedstawiła żadnego racjonalnego programu. Czy to kwestia amnezji? Może. Ale poza wszystkim jest to świadectwo tego jak marną robotę i w dziedzinie rządzenia i w dziedzinie polityki i w dziedzinie PR-u wykonuje partia rządząca. Recenzja społeczeństwa jest więc surowa. I zasłużona.
Mam nadzieję, że kolejny sondaż nie pokaże, że ten właśnie opublikowany jest jakąś anomalią. Mam taką nadzieję, bo gdyby tak się okazało Platforma znowu zachorowałaby na samozadowolenie i popadła w błogostan. A wtedy mogłaby się obudzić w okolicznościach dla siebie zupełnie katastrofalnych.
I jeszcze jedno. Beneficjentem sondażowej zmiany nie jest lewica, choć od siedmiu lat zamęcza Polskę swoimi rządami prawica. To świadectwo nieudolności dwóch lewicowych partii i niemocy dwóch jej przywódców. Dla nich ten sondaż też powinien być sygnałem ostrzegawczym. Jeśli chcą w polityce wyłacznie trwać, to wkrótce mogą wylądować na absolutnym marginesie.
Za chwilę piąta rocznica debaty, w której Donald Tusk znokautował Jarosława Kaczyńskiego. Znokautował, choć powszechnie sądzono, że sam wyląduje w tej debacie na deskach. Stało się nieoczekiwane. Tusk powinien pamiętać, że w polityce nieoczekiwane, to coś co dzisiaj jest niemożliwością, a jutro staje się faktem. Jeśli nie otrzeźwieje, nie będzie w podręczniku historii świetnym premierem, który dwa razy wygrał wybory i zmienił Polskę, ale loserem, który przegrał, mimo że miał wymarzonego oponenta - Kaczyńskiego. A to oznacza, że w historii będzie zapisany nie jako wybitny premier, lecz jako autor niezwykłej porażki. Stawka jest wysoka, prawda historyku Donaldzie Tusku?