W "Uważam rze", a dokładniej w Presspublice Grzegorza Hajdarowicza stało się to, co stać się musiało. I, choć oczywiście wielu z Państwa mi nie uwierzy, nie mam z tego powodu żadnej schadefreude.

REKLAMA
W ostatnich kilku tygodniach dziennikarze "Uważam rze" rzucili rękawicę wydawcy pisma. Choć może to złe określenie. Oni rzucili mu tą rękawicą w twarz. Naczelny tygodnika, Paweł Lisicki powiedział publicznie, że Hajdarowicz wplątał "Rzeczpospolitą" w walkę polityczną. Nie można wydawcy postawić cięższego zarzutu.
Nie wydaje mi się, że zarzut był słuszny. W polityczną walkę wplątał "Rzeczpospolitą" sześć lat temu sam Paweł Lisicki, czyniąc z poważanego dziennika de facto organ PIS-u. Ale jednocześnie uważam, że redaktor Lisicki miał prawo postawić wydawcy takie zarzuty. Tyle, że nie publicznie. Napisałem już w naTemat, że zdarzało mi się postawić właścicielowi medium, w którym pracowałem takie zarzuty. Ale nigdy publicznie. Po takich publicznych deklaracjach jest już tylko jeden krok - rozstanie.
W innym tekście w naTemat napisałem też, że zamiast składać takie deklaracje, redaktorzy, bo krytykowali go i to otwarcie np. w portalu wpolityce inni dziennikarze Presspubliki, powinni po prostu zrezygnować z pracy. Zrobili to późno, według mnie za późno. Ale z drugiej strony ich rozumiem. Teraz wychodzą ze sztandarem. Na przyszłą drogę zawodowego życia, wiem co mówię, bardzo przydatne. Mają prawo uważać, że wprawdzie Hajdarowicz jest właścicielem tytułu, ale oni jako jego twórcy mają swoje prawa. Nie ma wśród tych praw prawa do szantażowania wydawcy - albo od nas się odkleisz albo my spadamy - ale jeśli już prawo takie chcą mieć, to muszą
szukać innej pracy.
W którą stronę podążą? Nie wiem. Pewnie część w stronę pisma "W sieci" braci Karnowskich. Tytuł, zapewne bardzo szybko, zamieni się w tygodnik. Czy tygodnik odnoszący sukcesy? Możliwe, Wbrew wielu sceptykom wcale nie uważałem prawie dwa lata temu, że "Uważam rze" nie odniesie sukcesu i nikt nie znajdzie mojej wypowiedzi, która by temu mojemu wyrażonemu właśnie twierdzeniu przeczyła.
Dlatego dziś nie mam ochoty prorokować co się stanie z jakimś, "W sieci" albo z innym tytułem współtworzonym przez dziennikarzy "Uważam rze".
"Uważam rze" odniosło niewątpliwie sukces. Znalazło swoich czytelników. Nie będę hipokrytą. Nie było to moje, używam eufemizmu, ulubione pismo. I to wcale nie dlatego, że znalazłem się w nim na kilku okładkach (zawsze w negatywnym kontekście), że przeczytałem w nim kilkanaście artykułów, których byłem negatywnym bohaterem, a wzmianek o mnie, krytycznych albo nienawistnych było na pewno więcej niż sto. Nie mam pretensji. Nie było to moje pismo, bo przedstawiało wizję świata z moją świata wizją, nie mające nic wspólnego. Ale przecież to nieistotne. Nie ja byłem "targetem" tego tygodnika, a on swój target odnalazł znakomicie.
Nie było i nie ma marki "Uważam rze". Marką tego pisma byli znani prawicowi publicyści, dla których czytelnicy tę gazetę kupowali. Dlatego nie wiedząc czy odniosą oni sukces w nowym projekcie, przypuszczam, że "Uważam rze" właśnie przechodzi w fazę schyłkową. To i owo wiem o panu Pińskim, który jest nowym naczelnym. Piński, to według mnie przepis na klęskę, i to w ciągu kilku miesięcy (raczej 3 niż 9-ciu). Pan Piński jako namiestnik pana Farfała w "Wiadomościach" był w stanie ręcznie sterując programem prowadzić w wyborach europejskich kampanię ugrupowania Libertas, ale to naprawdę za mało, by kierować tygodnikiem. "Uważam rze" Pińskiego skończy więc zapewne jak Libertas.
Nawiasem mówiąc pan Piński kierował kilkanaście miesięcy temu tytułem "Wprost przeciwnie" albo coś takiego. Ukazało się tego trzy numery. Do dziś nie wiem dlaczego aż trzy.
W redakcji "Newsweeka" zastanawialiśmy się właśnie dziś kogo nominować do tytułu "Dziennikarza roku". Kilka osób zasugerowało szyderczo, że bezdyskusyjnie numerem jeden jest Cezary Gmyz. W finale okazało się, że trotyl był nie na wraku tupolewa, ale na klawiaturze jego komputera, ale trotyl to trotyl. A wybuch!!! Gmyz zdetronizował kierownictwo "Rzeczpospolitej" i "Uważam rze", obniżył notowania partii Jarosława Kaczyńskiego o 10 punktów, uratował słaniającego się Donalda Tuska. Naprawdę żaden dziennikarz po 89-tym roku nie osiągnął tak dużo w tak krótkim czasie.
Prasa niby umiera (oczywiście poza - che, che - Newsweekiem, który chyba jako jedyny w Polsce tytuł rośnie), ale ruch w tzw. "segmencie tygodników" jest wielki. Życie pokaże czy nie są to przedśmiertne drgawki. Dla niektórych na pewno. Dla których? Nie mam śmiałości prorokować.