Klik, klik, klik, zawodnik traci jedno życie, drugie życie, znika. Out. Trup. Niby żywy, ale trup. Naprawdę łatwo jest zabijać w sieci.

REKLAMA
Łatwiej mi pisać ten tekst dziś, dwa tygodnie po starcie naszego portalu. Piszą u nas ludzie od prawa do lewa, piszą jak chcą, co chcą. Komentują ludzie od prawa do lewa i znikąd, pisząc co chcą, o czym chcą i o kim chcą. Dyskusje, tak uważam, są mądre, fajne i poza wyjątkami merytoryczne. Żadnej cenzury i żadnego chamstwa.
Gdy Newsweek opublikował na swej okładce zdjęcie Zbigniewa Hołdysa i Jarosława Kuźniara, anonsując tam tekst o nagonkach w sieci gazeta.pl nazwała to najbardziej żenującą okładką dekady! Uwaga dekady! To chyba najgłupsze zdanie dekady!
Ja bym tam podsunął Państwu redaktorom parę naprawdę żenujących okładek. Znam nawet jeden dziennik, co na jeden dzień zmienił kolor, jak mu pewna sieć telefoniczna dobrze zapłaciła. To oczywiście nie była żenada. To był prestiż. Ale mniejsza z tym, dzięki za reklamę.
Problem, o którym wspomniano na okładce oczywiście istnieje. Ok, można się nie zgadzać ze Zbyszkiem Hołdysem w sprawie ACTA (ja się nie zgadzam). Można powiedzieć, że Jarosław Kuźniar trochę się podłożył, bo wiadomo było, że tysiąc
chętnych, by go zdymisjonować się znajdzie.
Obu zafundowano jednak w sieci nagonkę absolutnie nieproporcjonalną do stopnia rzekomych win. Szczególnie uderzało to w przypadku Hołdysa. Otóż przeciwnicy ACTA protestowali w imię wolności słowa. Ale Hołdysowi już odmówiono prawa korzystania z niej. Znaczy wolność jest jak masz takie poglądy jak my, a jak masz inne, to cię zglanujemy i zbanujemy, tak? To jest wolność słowa czy nietolerancja w imię wolności słowa?
Powtarzam, piszecie tu co chcecie, możecie też, Wasze święte prawo, krytykować, i to ostro, to co właśnie piszę. Uważam tylko, że krytyka może jednak mieścić się w jakichś granicach. Dobrego smaku na przykład. Bo nie jest tak, że siła argumentów zależy od liczby klików. Większość czasem ma rację, ale czasem boleśnie się myli. A nawet jak ma racje, to może o tym mówić, a nie wrzeszczeć i zaklikiwać kogoś na przykład na internetową śmierć.
Prawdziwa racja broni się sama i nie potrzebuje ani wrzasku, ani kija baseballowego ani niezliczonej liczby klików.