Redakcja naTemat poruszyła właśnie "dramatyczny" problem 40-latek i 40-latków. Czytam i nie wiem o co biega. Nie róbcie z atrakcyjnych 40-tolatek starszych pań, a z 40-latków i 40-toparolatków starych dziadów. Wypraszam sobie!

REKLAMA
Rozglądam się wokół i naprawdę widzę fantastycznie atrakcyjne 40-tki. Dojrzałe kobiety, a nie infantylne podlotki. Zadbane, świadome siebie, swojego ciała, swoich potrzeb i swoich wymagań. Czy starają się powstrzymać upływa czasu? Tak. I słusznie. Ale ich starania są nieskończenie mniej zabawne niż starania podlotków, by udawać prawdziwe kobiety. Są w formie i chcą być w formie, dbają o siebie, bo chcą być w niej jak najdłużej. Jaki kryzys do cholery?
To było o tym co widzę. A teraz o tym co czuję. Czytam ja oto, że właśnie tracę smak, pamięć i słuch. No chyba kogoś naprawdę pogięło. Smak mam słaby, w sensie smakowych kubków, więc niczego nie tracę, na pamięć nie narzekam, słuch mam dobry. Z bliska, owszem widzę gorzej, ale za to z daleka lepiej. Dlaczego? Bo jestem coraz mądrzejszy, na wszystko patrzę z coraz większym dystansem, ot co.
Ale czytam także, że podobno jako post40-tolatek coraz bardziej się pocę. No nie wiem. Nie widzę. I nie czuję. Może nie widzę, bo blisko albo nie czuję, bo i powonienie gorsze. Ale naprawdę nie czuję. Jak uprawiam sport to się pocę, ale jak nie uprawiam, to się pocę standardowo, tak jak 20 lat temu. Więc proszę mi tu nie sugerować, że się 40-latek nadmiernie poci, a może i capi.
Oczywiście, nie ukrywam, że najbardziej mnie poirytowały opowiastki o problemach z erekcją. No kurcze blade, o co chodzi? Problemów z erekcją to nie ma nigdy nastolatek, za to w momentach decydujących taki gówniarz nie wytrzymuje napięcia i...no sami wiecie co. A człowiek dojrzały, zawodnik doświadczony, potrafi stanąć na wysokości zadania. Stanąć i stać! Więc tu też proszę mi problemów z erekcją nie wmawiać.
Ja bym się chętnie na różnych polach pościgał z sobą sprzed 10-ciu i 15-tu lat. Tamten grubas zdechłby biegnąc ze mną po 5-ciu minutach. Pięciu kilometrów nigdy by nie przebiegł, 10-ciu tym bardziej. A maraton? Tamten grubas to mógł mieć maraton z butelką whisky albo z telewizorem. Tak, młodość jest przeceniona. Wiek męski nie jest żadnym wiekiem klęski, jest wiekiem dojrzałości. Kryzys wieku średniego to pierdoły. Człowiek jest po prostu świadom, że czas płynie i stara się go wykorzystać jak umie. I tak, stara się sobie to i owo udowodnić.
Ale nie róbmy słabeusza z zawodnika, który w połowie dystansu rozumie, że może spokojnie podkręcić tempo.
Nie bronię tu zresztą tylko 40-latków, ale i 50-, 60- i 70-latków. Jak mają dość rozsądku, a coraz częściej mają, to traktują swe ciało jak inwestycję i produkt. O produkt dbają i w niego inwestują. Ruszają się, ruszają wszystkim, a nie wyłącznie kciukami i paluchami na klawiaturach komputerów i klawiszach smartfonów.
Nie rzucajcie więc wyzwania 40-latkom, drodzy młodzi, bo jeszcze tu i tam takie manto wam spuścimy, taki łomot, że nas docenicie. Nie wciskajcie nas do narożnika, bo jak mówi stare chińskie przysłowie - kot wciśnięty do kąta staje się lwem!