Zaczyna się najtrudniejszy czas w każdym roku. Najłatwiejszy do oblania test. Największe wyzwanie. O czym mówię? O wadze! O kilogramach. Ile można przytyć w czasie świąt? Taka Justyna Kowalczyk (serdecznie pozdrawiam, Pani Justyno!), nie może pewnie przytyć ani grama, bo przed nią koszmarnie trudna rywalizacja w Tour de Ski. Ale my możemy. Ile chcemy możemy. Kilogram, dwa, pięć, ile kto chce.
REKLAMA
Przejrzałem dzisiejsze gazety. Generalnie miło, słodko i życzliwie. Jak w naszych domach. Zachowanie życzliwości wobec bliźnich będzie stosunkowo łatwe. To ta prostsza część testu, bo stopieni przez wigilijno - choinkowo - prezentową mieszankę świąteczną naturalnie wydłużamy swój lont, zwiększamy współczynnik tolerancji, spada nam poziom adrenaliny.
Ale jest druga, trudniejsza część testu, o potężnym, nomen omen, ciężarze gatunkowym. Tutaj weryfikacja będzie prosta i brutalna. Tu nie będziemy mogli sobie zaocznie przyznać zwycięstwa, nie będziemy mogli naściemniać, że zdaliśmy, chociaż oblaliśmy.
O czym mówię? O wadze! O kilogramach. Ile można przytyć w czasie świąt? Taka Justyna Kowalczyk (serdecznie pozdrawiam, Pani Justyno!), nie może pewnie przytyć ani grama, bo przed nią koszmarnie trudna rywalizacja w Tour de Ski. Ale my możemy. Ile chcemy możemy. Kilogram, dwa, pięć, ile kto chce.
Możemy i nie możemy. Bo potem jednak sumienie nieczyste, spodnie ciasne, sukienka opięta. Jak świętować i nie jeść, jak jeść i nie utyć? Oto są
najtrudniejsze pytania.
najtrudniejsze pytania.
Waga, kochani, waga. Za chwilę na nią stanę i będę pilnował, by kreseczek nie przybyło, bój to będzie straszny! W hymnie mojej szkoły, w Pieśni Filaretów, były słowa - "Cyrkla, wagi i miary, do martwych użyj brył". Jasne, ale teraz wagi trzeba użyć do żywej bryły, a nie martwej.
Jak to zrobić? Tu przydadzą się dalsze słowa hymnu. "Mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił". A więc nie szukamy alibi, nie mówimy, że utyć się nie da,
pilnujemy wagi i tyle. Skutecznie!
pilnujemy wagi i tyle. Skutecznie!
Chyba, że ktoś przyjmuje inną strategię - a niby dlaczego nie miałabym/ miałbym przytyć. A właśnie, że chcę przytyć, są święta, będę jeść i tyć. Moje świąteczno - obywatelskie prawo. Ta strategia ma jeden plus i jeden minus. Plus - jest
naprawdę szalenie łatwa do zrealizowania, to się naprawdę udaje z łatwością. Minus - potem i tak trzeba zapiąć spodnie, włożyć sukienkę, wejść na wagę. Nie uciekniemy przed tym, niestety.
naprawdę szalenie łatwa do zrealizowania, to się naprawdę udaje z łatwością. Minus - potem i tak trzeba zapiąć spodnie, włożyć sukienkę, wejść na wagę. Nie uciekniemy przed tym, niestety.
Życzę dobrych wieści od wagi albo cudownie beztroskiego ignorowania wagi, jak kto woli. Tak czy owak, obie strategie nie wykluczają biegania albo długich spacerów, do kościoła albo po świecku - gdziekolwiek, do czego wszystkich zachęcam.
Sukcesów wagowych albo sukcesów kalorycznych, według wyboru, każdemu życzę. No to idę na wagę!
