Kochani, wciąż świątecznie, ale trochę zaintrygowany, trochę smutny, trochę skonsternowany piszę.
REKLAMA
Wigilia minęła. Śledziłem uważnie nasze zwierzęta. Żadne nie przemówiło ludzkim głosem. A może jednak? Pies Franz (berneński pies pasterski) jak zwykle zajmował się całym stadem pilnując, by wszyscy trzymali się w kupie. Pies Leon (Labrador) jak zwykle rozdzielał uśmiechy(tak, tak, psy się śmieją, Leon śmieje się nieustannie). Kot Denver jak zawsze kroczył dostojnie. Kot Felek zanikł, nie możemy go znaleźć, ale znaczy to, że znalazł jakieś cieplutkie miejsce i się wygrzewa. Kotka Toyota(znalazła ją szczenię moja żona i przyniosła do domu mówiąc, że jakby nie przyniosła, to by ją zaraz jakiś samochód przejechał) jako inteligentny dachowiec, szpera gdzie może, drapie co może, szuka żarcia gdzie się da, jednostką jest ona niezależną i w pełni samorządną.
Jutro będzie seans jak zwykle. Felek będzie się przytulał do ważącego 70 kilogramów Franza. Franz będzie się miział z Leonem, co będzie codziennym dowodem totalnego zepsucia, Toyota będzie skakała po wszystkich bez nadmiernego szacunku dla kogokolwiek.
Czyli zwierzaki nie mówią ludzkim głosem, ale jakby mówiły. Zachowują się życzliwie wobec otoczenia. Są fajne, radosne. W sumie chcielibyśmy, by standardowo ludzie właśnie tak się zachowywali. Więc (przepraszam za zaczynanie zdania od wiec), niby nie mówią po ludzku, a tak naprawdę bardzo po ludzku, animalistyczno - humanistycznie.
Wszedłem sobie na wpisy pod moim tekścickiem o trzymaniu wagi w święta. I przeczytałem coś takiego - "Lis, ty zawsze tyjesz na państwowym prowadząc mega gniota na żywo, a żoneczka w Panoramie pieniążki bierze, więc milcz na temat życia, ty pazrna świnio". Koniec cytatu. I zrobiło mi się strasznie smutno.
Jest dzień Wigilii i zastanawiam się jak strasznie nieszczęśliwym człowiekiem trzeba być, żeby coś takiego napisać, ile trzeba mieć w sobie złości, frustracji, nienawiści, woli przywalenia, dopiep...... Naprawdę mnie to co przeczytałem nie zabolało, ale naprawdę zasmuciło.
Zajrzałem jeszcze kogo to lubi nasz adwokat chrześcijańskiej miłości. No tak - "Piotr Duda, PIS, Jarosłąw Kaczyński, Adam Hofman, Grzegorz Braun, Ewa Stankiewicz.....". No tak, czyli najwyższa szkoła nienawiści wypuściła kolejnego absolwenta, gotowego pluć, spotwarzać, zniesławiać.
Ale też, kochani, nie będzie to tekst o szkole nienawiści i pogardy. Przeciwnie, o szkole miłości i szacunku. Dziś rano dostałem życzenia świateczne od mojego najlepszego kolegi z liceum, dziś wykładowcy na jednej z warszawskich uczelni. Trzy lata temu, gdy ostatni raz spotkaliśmy się na zjeździe naszej klasy w rocznicę (niestety już 25-tą) matury, był zwolennikiem PIS-u. I pewnie dalej nim jest. W tym roku życząc mi radosnego świętowania Bożego Narodzenia, życzył mi, moim dziewczynom, żonie najlepszego i podpisał się trochę, a może bardzo sardonicznie "pałający nienawiścią, zakomlepksiony, pisowski kumpel z ławy szkolnej z rodziną". No jasne... Odpisałem: "Chłopie, Wesołych Świat, całuj swoje dziewczyny i swojego syna, dzięki za życzenia, trzymajcie się. Leming, dupoliz Tuska, sprzedawczyk". Przyjaciel kpił i autoirnizował, ja też.
Z moim przyjacielem politycznie różni mnie bardzo wiele, ale po ludzku jesteśmy sobie bardzo bliscy. Bardzo go lubię, bardzo szanuję, uważam, że jest fantastycznym facetem (jak podziela 25% moich uczuć, to już jest fajnie). Polityka nas podzieliła, ale naprawdę, to co nas łaczy jest doskonale ważniejsze, bardziej wartościowe, niż wszystko co mogłoby nas podzielić. On jest, tu cienia ironii, prawdziwym katolikiem. Naprawdę kochającym Boga, rodzinę, bliźnich. On by nigdy nie napisał, że ktokolwiek jest świnią, nie napisałby tak, bo w jego głowie taki pomysł nigdy by się nie narodził. Tak po prostu.
Jeśli w dzisiejszej Polsce uznamy, że bycie zwolennikiem PIS-u, PO, SLD, PSL-u, Ruchu Palikota, wyłącza kogokolwiek z nas z naszej polskiej wspólnoty, to znaczy, że jesteśmy głupcami. Na początku i na końcu ważne jest tylko to jakimi jesteśmy ludźmi. Wszystko inne to didaskalia.
Serdecznie pozdrawiam tego, kto napisał, że jestem świnią. I nie zamierzam mu tłumaczyć, że nie żywię się na państwowym. Po pierwsze dlatego, że raczej chudnę, niż się żywię. Po drugie dlatego, że dla TVP naprawdę zarabiam dużo pieniędzy. Po trzecie dlatego, że nie należy polemizować z głupstwem. Używam więc tego wpisu wyłącznie jako pretekstu.
Nas, Polaków, patriotów, różnowierzących i niewierzących łaczy bardzo, bardzo wiele. Z absolutną determinacją, bez - mam nadzieję- świątecznej egzalatacji, będę się upierał, że to co nas dzieli, jest doskonale nieważne w zestawieniu z tym co nas dzieli, jak długo mamy dla siebie elemenatrny szacunek.
Tytuł, jak to tytuł. Nie ma czegoś takiego jak "Polak - katolik - nienawistnik". Są Polacy, są katolicy, są Polacy i nie - katolicy. Są w tych grupach ludzie fajni i bardzo niefajni. Ale używajmy umysłu, nie korzystajmy z worków, do których można wpychać, jak leci, kogo się da. Ludzie są fajni albo nie, zupełnie niezależnie od tego na kogo kiedyś głosowali i na kogo kiedykolwiek będą głosowali.
