Niektórzy bardzo się cieszą z niskiej frekwencji na wczorajszych manifach. Ja się nie cieszę, ale też się nie dziwię.
REKLAMA
Jakby wyglądała lista spraw najbardziej istotnych dziś dla Polek? Pytam siebie, choć oczywiście powinno się o to spytać same kobiety, bo kto ma wiedzieć lepiej niż one. Ale wszystkich kobiet zapytać nie mogę, a siebie owszem. Nie wiem które to sprawy są dla kobiet najważniejsze, ale nos mi podpowiada które nie są. Otóż nie mam wrażenia, że wśród kwestii dręczących miliony Polek jest odcinanie pępowiny od Kościoła (co nie znaczy, że milionom Polek podoba się to, co robi wielu hierarchów i księży).
Tym bardziej nie mam wrażenia, że kobiety szlochają z powodu nadchodzącego Euro2012. Znam wiele takich, które się z Euro cieszą, znam też wiele takich (to jest większe wiele niż to poprzednie), którym jest to doskonale obojętne. Nie znam natomiast żadnej kobiety, która uważałaby, że Euro to debilizm, Stadion Narodowy to bzdet i głupi wydatek, a same mistrzostwa to samcze igrzyska. Miliony kobiet obejrzą mecze Polaków, miliony żon, owszem z lekką ironią, ale z życzliwością będzie patrzyło na swych mężów i synów (oraz na bardzo wiele córek), które żyją mistrzostwami. Nie będzie to dla nich kwestia życia i śmierci, ale dostrzegą w tym całym Euro - szaleństwie kilka zabawnych elementów, niekoniecznie związanych z wpływem Euro na rozwój infrastruktury w Polsce. Nawiasem mówiąc protesty przeciw jakiejś organizowane imprezie nie wtedy kiedy się ją planuje, ale wtedy, kiedy jest ona już absolutnie nieuchronna, to jakieś kuriozum. To co odwołać Euro? Zburzyć stadiony?
Jeśli więc organizatorki manif chciały dowieść, że naprawdę potrafią się koncertowo się rozminąć z odczuciami ogromnej większości Polek, to właśnie tego dowiodły. Ja to mówię "na nos", ale wczorajsza frekwencja była "na twarz".
Poprawka za rok.
