Wielu nam się właśnie objawiło psychologów, psychoanalityków i psychoterapeutów w nowej specjalizacji - rodzina Terlikowskich i w specjalizacji bardziej szczególnej - jaka ta żona Terlikowskiego biedna i jak jej pomóc.

REKLAMA
Po pierwsze punkty dla Wysokich Obcasów za to, że zdecydowały się na opublikowanie wywiadu z kobietą niepodzielającą w stu procentach, a nawet zapewne w dziesięciu procentach, opinii redakcji. Wywiad jest dziennikarsko dobry, "czytelniczo" po prostu interesujący. Prawdę mówiąc, czytając go, nie miałem wrażenia, że czytam rozmowę z uciśnioną połowicą odrażającego taliba, która zasługuje na współczucie. Pani Małgorzata szczerze opowiedziała o swych problemach i dylematach. Sądząc po niektórych reakcjach, może nawet zbyt szczerze.
Część komentujących wywiad kobiet szalenie postępowych jak i czytelników "niestowarzyszonych" zadrżała, czytając o tej straszliwej presji, którą talib Terlikowski i dzieci Terlikowskich wywierają na panią Terlikowską, by urodziła jeszcze jedno dziecko. Chyba z braku empatii jakoś współczucia nie odczułem, bo mam wrażenie, że owszem, Terlikowski chciałby mieć jeszcze jedno dziecko, dzieci Terlikowskich jeszcze jednego braciszka albo siostrzyczkę, ale koniec końców to pani Terlikowska zdecyduje, czy będzie miała to dziecko, czy nie. Zresztą gdyby było inaczej, nikt na nią presji nie musiałby wywierać, prawda?
Współczułem natomiast pani Terlikowskiej, gdy czytałem pełne taniego psychologizowania komentarze o tym, jak to wychowywanie dzieci nie jest dla niej radością, ale ciężarem jedynie. Z całym szacunkiem dla kobiet postępowych, nie odniosłem wrażenia, że pani Terlikowska domaga się ich współczucia i zrozumienia. Opowiada po prostu o swoim życiu.
Czytając postępowe komentarze do niepostępowych poglądów i wypowiedzi niepostępowej Terlikowskiej, żony antypostępowego taliba Terlikowskiego miałem inną myśl, zasadniczo sprowadzająca się do słów - "a odczepcież wy się od Terlikowskich". Ich sprawa jak żyją, ile mają dzieci, jak się dogadują, co lubią, a czego nie tolerują. To wszystko jest WYŁĄCZNIE ich sprawą. A ich prawem jest żyć jak chcą.
Zalecałbym więc nie tylko tolerancję wobec Terlikowskich, ale daleko idącą powściągliwość w ocenianiu ich, bo nie wiem, kto dał komukolwiek prawo, by Terlikowskich oceniać. Ja oceniającym Terlikowskich prawa oceniania ich odmawiam. Dokładnie tak samo, jak odmawiam Tomaszowi Terlikowskiemu prawa do oceniania tego, jak żyją inni. I tak jak oburza mnie, gdy Terlikowski nazywa Annę Grodzką "chorym człowiekiem", a Owsiaka "niedobrym człowiekiem", jak oburza mnie, gdy dyskwalifikuje on każdy model rodziny inny niż jego własny, tak oburza mnie recenzowanie tego jak żyją i jak lubią żyć Terlikowscy.
Jak ktoś nie chce mieć partnera, to jest singlem. Jak ktoś chce mieć partnera, ale nie chce się żenić, to żyje w związku nieformalnym. Jak ktoś chce żyć z partnerem w związku partnerskim, to ma do tego prawo. Jak ktoś chce mieć związek partnerski z osobą tej samej płci, to ma to tego prawo. Jak ktoś chce żyć w małżeństwie, ale nie chce mieć dzieci, to ma do tego prawo. Jak ktoś chce mieć dwójkę dzieci, to ma do tego prawo.
Podobnie, gdy ktoś chce mieć czwórkę albo - jak Terlikowski - piątkę, to ma do tego prawo.
Jak kobieta chce robić karierę i nie chce mieć dzieci, to ma do tego prawo. Jak chce mieć dzieci i karierę, to ma do tego prawo. Jak chce mieć dzieci i ma gdzieś karierę, to ma do tego prawo. Tyle. Nie rozumiem wciąż skąd w ludziach ta potrzeba do wystawiania cenzurek innym, do moralizowania, do osądzania. Ludzie, żyjcie jak chcecie i dajcie innym żyć tak, jak chcą. Poza wszystkim, co was obchodzi jak żyją inni. To nie wasz, to nie nasz biznes.
Nie widzę powodu, by uznawać, że jest jakikolwiek lepszy niż inny model życia, któremu wszyscy powinni się podporządkować. I nie obchodzi mnie czy jest to model postępowy czy nie, feministyczny czy wręcz przeciwnie. Dobry jest każdy model, który człowiek sobie wybierze i zgodnie z którym chce żyć. Nie zaglądajmy więc nikomu w duszę, za drzwi, a tym bardziej pod kołdrę. To nie nasza sprawa.