Mamy aferę na miarę naszych czasów. Minister Sławomir Nowak ma zegarki. Więcej. Wiele zegarków. Jeszcze więcej, wymienia się zegarkami z innymi. Jeszcze więcej, zna ludzi. Jeszcze więcej. Ci ludzie są biznesmenami. Jeszcze więcej, niektórzy mają coś wspólnego z państwowymi spółkami. Oto polskie Watergate.
REKLAMA
Wcale nie bagatelizuję informacji o ministrze Nowaku. Mam tylko wrażenie, że w Polsce wylądowały one nie w tym dziale co trzeba. Powszechnie, jak się wydaje, uznano tę sprawę za polityczną, podczas gdy ona w ogóle nie jest polityczna, jest lifestylowa co najwyżej. Jest polityczna tylko w jakimś kuriozalnie skrzywionym zwierciadle tabloidowym, w którym posiadanie czegokolwiek i znajomość z kimkolwiek jest podejrzana.
Zegarki Nowaka byłyby polityczne gdyby je ukradł, o czym na razie nie słyszeliśmy. Albo gdyby były to prezenty od biznesmenów za przysługi. Afera byłaby w istocie wielka, gdyby na przykład za załatwienie komuś rządowego kontraktu Nowak dostał zegarek za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Inna sprawa, że zgaduję, iż ktoś kto komuś innemu coś takiego by załatwił, dostałby "działkę" w wyżej wysokości i raczej nie w formie zegarka, chyba że byłby to zegarek wysadzany diamentami.
Zegarki Sławomira Nowaka są więc, jako się rzekło, materiałami do działu lifestyle. W takiej Ameryce może by z nich kpili Leno i Letterman, ale z całą pewnością nie zajęłyby się nimi, bo i czym, Washington Post czy New York Times. Więcej powiem, gdyby takie gazety o tym napisały, to nie jakiś amerykański Nowak byłby narażony na śmieszność, ale same dzienniki.
Pasja Sławomira Nowaka, przyznaję, wydaje mi się dziwna. Kilka zegarków, zegarki zakładane pewnie do koloru garnituru albo bluzy, cholera wie. No dziwne trochę, może dandysowate, może niemęskie. Z drugiej strony czy moje bieganie przez lata po to, by urwać z życiowego rekordu kilka minut nie jest dziwne? Z pewnego punktu widzenia moja pasja jest totalnie kretyńska, znacznie bardziej kretyńska niż pasja Nowaka.
Co do zarzutów, bo gdzieś unoszą się one w powietrzu, że z tymi zegarkami to chłopu nie przystoi, też byłbym ostrożny. W istocie gdzieś w podtekście takich zarzutów jest przekonanie, że męski jest facet w sandałach, w brudnych spodniach i w wyciągniętym dresie, a taki za bardzo zadbany to już męski nie jest. Jako żywo, przaśno - buraczana byłaby to jednak definicja męskości.
Wiem też, że akurat ja stawiając takie zarzuty ministrowi Nowakowi byłbym wybitnie mało wiarygodny. To że ktoś ma naturę kloszarda nie sprawia, że nadaje się on na arbitra elegancji w sprawach odzieżowych i zegarkowych, prawda?
Sławomirowi Nowakowi oczywiście nie należy się żaden immunitet. W naTemat i w swoim programie przeciw temu czy owemu jego pomysłowi wystąpiłem ostro, a nawet bardzo ostro. Nowak jest szefem ważnego resortu i w związku z tym ponosi odpowiedzialność za to co się dzieje (albo nie dzieje) z polskimi drogami czy kolejami. Publika ma więc święte prawo go obserwować. I oceniać.
Podsumowując. Patrzmy ministrowi Nowakowi na ręce, ale na miły Bóg, po to, by oceniać jego robotę, a nie jego zegarki.
