Za chwilę ruszam z córką na finał Ligi Mistrzów na Wembley. W stolicy dawnego imperium zagrają dwie drużyny z obecnego imperium. Będzie też, jak mówią niektórzy sprawozdawcy piłkarscy, akcent polski.
REKLAMA
Wewnątrzniemieckiego finału jeszcze w Lidze nie było. Wszystkich prowadzi to do wniosku, że w europejskiej piłce jest jak w europejskiej polityce i w europejskiej gospodarce. Gra wiele drużyn, ale i tak wygrają ostatecznie Niemcy.
Metafory tego typu bywają jednak złudne. Gdy w 1990 roku Niemcy zdobyli mistrzostwo świata, ich trener, kiedyś gwiazda Bayernu, Franz Beckenabauer powiedział, że zaczyna się niemiecka dominacja futbolowa, która potrwa lata. Guzik prawda. Żadnej dominacji nie było. Inna sprawa, że okres niemieckiej futbolowej smuty nałożył się na czas, gdy Niemcy nazywano chorym człowiekiem Europy. Tak, tak, to było 20 lat temu.
W jakim stanie jest ówczesny chory człowiek? Wiemy. A w jakim stanie jest Hiszpania, w której wtedy mówiło się o cudzie gospodarczym? No właśnie. Aż tak źle z hiszpańską piłką nie jest, choć właśnie wymieniła się ona na szczycie z pilką niemiecką.
Na dobre i złe nic w piłce i w życiu nie jest niezmienne. 5 lat temu w półfinałach Ligi Mistrzów były 3 angielskie drużyny, w tym roku żadnej. Przez następne lata dominowała
Barcelona. Chwilę temu została zdruzgodana przez Bayern.
Barcelona. Chwilę temu została zdruzgodana przez Bayern.
Niezmienność dotyczy w ostatnim ćwierćwieczu chyba tylko polskiej piłki. Zawsze źle. A sama Polska? Jesteśmy w przedsionku Ligi Mistrzów albo europejskiej drugiej ligi. Wybór należy tylko od naszych głów i rąk.
Chciałbym dziś oczywiście zwycięstwa Borussi. Metafora też by była smakowita. Zwycięstwo niemieckiej drużyny, której nigdy by nie było bez Polaków. A jak wygra Bayern, to będzie kłopot. Nie cierpię tej drużyny. I co zrobię za kilka miesięcy, gdy to dla niej będzie strzelał bramki Robert Lewandowski? Jak mówiła Scarlet z "Przeminęło z wiatrem" – pomyślę o tym jutro. Po 10-tym finale, który obejrzę.
Odezwę się jeszcze z Londynu. Pozdrowienia.
