Pan poseł Sasin właśnie powiedział był, że Władysław Bartoszewski dążył do zakłócenia uroczystości na Powązkach w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Kilka dni temu sąd stwierdził, że Sasin jest kłamcą. Teraz Sasin potwierdził, że jest kłamcą bezczelnym.
REKLAMA
Władysław Bartoszewski powiedział, że ludzie buczący i gwiżdżący na cmentarzu, szczególnie w rocznicę Powstania to motłoch. Można oczywiście z nim polemizować. Być może w istocie dla określenia tych ludzi można znaleźć lepsze słowa. Hołota? Żule? Prymitywne chamy? Słowo motłoch będzie miało jednak wielu adwokatów, których argumenty za jego słusznością są mocne.
Wczorajsze obchody na Powązkach uznano za sukces. Otóż buczenia było mniej niż rok temu. Ten wielki sukces może być efektem dramatycznego apelu legendarnego powstańca, by pamięć poległych uczcić godnie. Oczywiście nie ma powodu odczuwać wielkiego wstydu i zażenowania z powodu niezbędności takiego apelu. Skądże znowu.
Sukcesem była też powściągliwość polityków. Najbardziej powściągnął się prezes Kaczyński, który przybył na cmentarz, gdy wybyli z niego prezydent, premier i Władysław Bartoszewski. To zrozumiałe. Legenda podziemia i konspiracji ma prawo nie mieć ochoty na randki z więźniem celi śmierci i politykiem kiedyś internowanym, którego ciocia ratowała tatę prezesa. To reakcja naturalna i ludzka.
Tak samo naturalne i ludzkie jest to co opowiadał o słowach Bronisława Komorowskiego pan Sasin, a sugerował on, że Komorowski, Sikorski i inni byli zamieszani w katastrofę w Smoleńsku, poza tym są ludźmi podłymi i niegodnymi. To, że nie było żadnego dowodu i świadka potwierdzających, że takie słowa padły, nie ma nic do rzeczy. Gdy PIS przejmie władzę dowody i świadkowie w takich sprawach ważni nie będą.
Przykro jest patrzeć co roku na oszalałych z nienawiści wychowanków Gazety Polskiej, portalu wpolityce i mediów ojca dyrektora. Gwiżdżą na cmentarzach, buczą w Kościołach, ale to przecież, jak mówi techniczny Gliński - warszawski lud. Ich pełne miłości twarze tak bardzo kontrastują z wykrzywionymi z nienawiści twarzami ofiar platformerskiego przemysłu pogardy.
Pan Sasin ma rację. To Bartoszewski, a nie buczący, bezczelnie zakłócił uroczystości rocznicowe. Niestety to tylko kolejny niecny akt rzeczonego Bartoszewskiego. Wszyscy pamiętają przecież, jak zakłócił kiedyś samo Powstanie Warszawskie, mianowicie biorąc w nim udział. Ale poseł Sasin, gwiazda podwarszawskiego Wołomina może o tym nie wiedzieć.
