Władysława Frasyniuka szanuję za jego zasługi i ostre, a do tego zwykle celne sądy. Dziś, wzywając ludzi do tego, by oddawali w wyborach nieważne głosy, walnął jednak kulą w płot jak chyba nigdy.

REKLAMA
Frasyniuk uważa, że politycy generalnie są do bani i trzeba im to powiedzieć. Mam wrażenie, że owo przesłanie dociera do polityków za każdym razem, gdy pojawiają się sondaże zaufania do Sejmu czy Senatu. Nie ma wrażenia, że na politykach robią te wyniki jakieś wielkie wrażenie. To znaczy, ujmując rzecz konkretniej, żadnego wrażenia na nich nie robią.
Krótko mówiąc, oddawanie w wyborach nieważnych głosów nie jest żadnym pomysłem na wysłanie jakiegokolwiek sygnału. Pomysł ten nadaje się, owszem, jako konstrukcja, ale raczej literacka niż polityczna. Zresztą i tak mało oryginalna, bo użył jej już w swej powieści "Miasto białych kart" Jose Saramago.
Apel Frasyniuka jest jednak nie tylko mało konstruktywny, ale też, brany poważnie, może być w swych konsekwencjach groźny. Bo cóż takiego robilibyśmy w praktyce oddając nieważne głosy. Otóż w praktyce głosowalibyśmy na partię, która ma najbardziej zdyscyplinowany elektorat.
W praktyce Frasyniuk zaapelował więc do wyborców, by głosować na PIS, czego Frasyniuk oczywiście nie chce, ale o co apeluje z sensu i ze skutków swego apelu nie zdając sobie sprawy.
"Wyborca nie może być zakładnikiem mniejszego zła", mówi w wywiadzie Frasyniuk. Nie może? Wyborca zawsze jest zakładnikiem mniejszego zła. Partia bowiem, żadna partia, inaczej niż żona, idealna być po prostu nie może, idealna nie jest nigdy, to jest jej cecha immanentna. Owszem, czasem głosujemy na jakąś partię uważając, że jest ona raczej większym dobrem niż mniejszym złem, ale zwykle to przekonanie weryfikujemy po wyborach uznając, że partia okazała się w najlepszym razie mniejszym, a w gorszym, całkiem sporym złem.
Pomysł Władysława Frasyniuka można więc opisać parafrazując hasło sprzed kilku lat - "zabierz sobie dowód". Świetnie, ale babcia go będzie miała. A babcia, rzecz to prawdopodobna, nie Frasyniuka będzie słuchać, ale ojca dyrektora. I odda głos jak najbardziej ważny, fundując nam taką władzę, że apel Frasyniuka wyszedłby bokiem wszystkim, którzy na niego pozytywnie odpowiedzieli.
Dobra, pora przestać się pastwić na panu Frasyniuku. Jeszcze tylko słówko. Kogo ten jego apel naprawdę ucieszył, kto chciałby, by ludzie, szczególnie z dużych miast, szczególnie ci wykształceni, szczególnie młodzi, Frasyniuka posłuchali? Naprawdę nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że prezesowi pomysł Frasyniuka na pewno się spodobał.
Ja w każdym razie deklaruję, że na złość politykom nie będę sobie odmrażał uszu, na wybory jak zawsze pójdę i oddam głos jak najbardziej ważny. Zawsze można w życiu przegrać, ale ofiarowanie zwycięstwa własnym wrogom mądre nie jest. Jest po prostu skrajnym kretynizmem.