PIS-owi spadło. O 5 procent. Powód? Prezes zaczął mówić. Mamy więc niezwykły na skalę światową przypadek polityka, który zyskuje, gdy milczy i traci za każdym razem, gdy milczenie przerywa.
REKLAMA
To nie jest jakieś domniemanie. To teza sprawdzalna, dowodów aż nadto. Na początku listopada zeszłego roku PIS po raz pierwszy prześcignęło PO. Ale wtedy prezes stwierdził, że był zamach. PIS momentalnie straciło 12 punktów procentowych. Przed wyborami z 2011 roku, gdy prezes nieudolnie próbował zlustrować Angelę Merkel, PiS straciło 5 punktów i szansę na wyborcze zwycięstwo. Teraz znowu prezes przemówił i znowu pięć punktów w plecy.
Jest z tego pewna nauka. Jest pewna część elektoratu PiS, która rozumie niewiele. Bardzo niewiele. Cokolwiek prezes mówi, elektorat ten jest szczęśliwy, bo skoro mówi, to mądrze mówi. Jest jednak część elektoratu PiS, część potencjalna, która życzyłaby sobie, by prezes jednak, w miarę możliwości, mówił z sensem. I ta część daje Kaczyńskiemu premię za milczenie i karę za mówienie.
Wnioski? Prezes ma szansę na zdobycie władzy w Polsce albo wtedy, gdy nie będzie mówił w ogóle, ewentualnie wtedy, gdy nie będzie mówił tego, co myśli. PiS ma więc szansę na zdobycie władzy w Polsce wyłącznie wtedy, gdy prezesowi uda się Polaków oszukać. Gdy będzie mówił szczerze, żadnych szans na zdobycie władzy nie ma.
W dojrzałych demokracjach mówi się, że poparcie dla partii jest zależne od tego, co szef partii mówi i jak mówi. W przypadku PiS poparcie dla partii zależy od tego, jak bardzo konsekwentnie szef partii milczy. Mądrość "milczenie jest złotem" aż taką mądrością nie jest, ale w przypadku PiS i jej lidera, jest mądrością absolutną.
Niektórzy uważają, że najbliższe wybory będą znanym z przeszłości dylematem: Tusk czy Kaczyński. Błąd! Najbliższe wybory będą wyłącznie dylematem: Kaczyński czy Kaczyński. Kaczyński prawdomówny zmierzy się w tych wyborach z Kaczyńskim kłamcą. Jeśli górę weźmie Kaczyński prawdomówny, PiS nie będzie miało żadnych szans na przejęcie władzy, jeśli górą będzie Kaczyński kłamca, taka szansa się pojawi.
Oczywiście rodzi to pewne konsekwencje. O wyniku najbliższych wyborów zdecyduje to, ilu Polaków chce być ordynarnie oszukanych. Jeśli liczba gotowych do bycia oszukanymi wzrośnie, wzrosną szanse prezesa i jego partii, jeśli zaś liczba gotowych do bycia oszukanymi jest mniej więcej taka jak liczba wierzących w brednie o zamachach, to problem nie jest aż tak wielki.
Na końcu dochodzimy więc do wniosku, że szanse PiS na przejęcie władzy w Polsce zależą od tego, ilu wyborców ma intelektualny aparat pozwalający im zarejestrować to, co jest prawdą, a także to, co jest kłamstwem i manipulacją.
Ja nie wiem, jakie są te proporcje. Ale od tego, jakie są, zależy to, czy będziemy w kraju lepiej albo gorzej rządzonym, ale jednak w miarę normalnym, czy też wszyscy wylądujemy w wariatkowie zwanym roboczo IV RP.
