Widzę właściwie wyłącznie plusy referendum w Warszawie. Oczywiście największym plusem jest jego wynik – pani prezydent zostaje na stanowisku.

REKLAMA
Hana Gronkiewicz-Waltz jest najlepszym prezydentem w historii Warszawy. Potwierdzają to sondaże. Popiera ją niemal dwie trzecie mieszkańców stolicy. Uznawana jest za najlepszego prezydenta po 89-tym roku. Gdyby wybory odbyły się dziś wygrałaby je bez problemów. Skoro warszawiacy chcą, by pani Gronkiewicz-Waltz była prezydentem, to każde inne rozstrzygnięcie byłoby irracjonalne.
Co powiedziawszy muszę dodać, że będąc prezydentem dobrym, pani prezydent nie ustrzegła się wielu, w tym bardzo poważnych błędów. Najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę, skoro w ostatnich miesiącach weszła na wielkie obroty, była niemal wszędzie, było jej pełno.
Referendum nie było według mnie hucpą. Hucpę zrobił z tego referendum PIS. Ale bardzo wielu warszawiaków poważnie potraktowało i debatę o Warszawie oraz o prezydent Warszawy i samo referendum. Zaryzykuję twierdzenie, że dziś świadomość warszawskości, problemów Warszawy, wyzwań stojących przed Warszawą jest o wiele większa niż 4-5 miesięcy temu. I w tym sensie referendum absolutnie miało sens.
Wielkim plusem referendum jest fakt, że swą reputację potwierdził przy okazji pan prezes Kaczyński. Od początku miałem wrażenie, że organizatorzy referendum mają szansę tak długo, jak długo Kaczyński nie wejdzie do akcji. Ale wszedł. Jak zwykle, z właściwą sobie gracją słonia.
Ordynarna, prymitywna, demagogiczna kampania polityczna PIS-u może dawać jakieś rezultaty w jakichś mieścinkach na Podkarpaciu, ale w dużych miastach
takich jak Warszawa, ludzie (w każdym razie ich większość) mają jednak alergię na prostactwo.
Pan prezes i jego partia mogli się uznać za dziedziców Powstania Warszawskiego, ale większość z obrzydzeniem zareagowała na tę uzurpację. Warszawiacy pewnie chcą wielkiej Warszawy, ale jak im się przy okazji referendum funduje nikczemne wykorzystywanie symbolu powstania, to mówią – NIE.
Nie jest może w zwyczaju, by kobieta wysyłała mężczyźnie kwiaty, ale pani prezydent powinna jednak panu prezesowi jakiś bukiecik wysłać. Pomógł jej, naprawdę jej pomógł, jak zwykle psując szyki swojej partii tuż przed głosowaniem. My też prezesowi dziękujemy i prosimy o więcej przy okazji kolejnych wyborów.
Niektórzy spośród moich znajomych szli na referendum, bo uważali, że żółtą kartkę musi dostać sam Donald Tusk. Mają oni obawy, że taki a nie inny wynik referendum znowu wprowadzi premiera w błogostan i letarg. Oby nie, bo czasem sędzia daje zawodnikowi od razu czerwoną kartkę, o czym premier na pewno wie.
Krótko mówiąc - referendum się udało! Oby wynikało z niego coś więcej niż nadaktywność pani prezydent w okresie przedreferendalnym. Oby ta nadaktywność była właściwą formą aktywności - już nie chodzi nawet o zwykły PR, ale po prostu o to, by władza miała pewien poziom energetyczny i by naprawdę każdego dnia pokazywała nie tylko, że jest, ale że jej sprawowanie przynosi realne, sensowne rezultaty.