Gdzie nie popatrzeć, na Polskę, na mapie w prawo - na wschód, w lewo - na zachód, czy jeszcze bardziej na zachód, za Atlantyk, same wielkie problemy. I w żadnej ze spraw nie ma pod ręką gotowego rozwiązania.
REKLAMA
1. W Polsce, jak sądzę, pod znakiem zapytania staje zdolność premiera Tuska do prowadzenia twardej, efektywnej polityki. Tzw. rekonstrukcja rządu przyniosła raczej zawód tym, którzy obecnej ekipie życzą dobrze. Większość poszczególnych nominacji się broni, ale nie składają się one w coś, co daje realną nadzieję na zmianę politycznej dynamiki w kraju. A dynamika ta jest taka, że pozycja premiera słabnie, koalicja się chwieje, a pozycja partii rządzącej jest coraz gorsza. Jakby tego było mało, mamy wielką aferę korupcyjną.
Nawet jeśli żaden ważny przedstawiciel rządu, ani żaden polityk w którymkolwiek momencie bliski premierowi, nie był w nią zamieszany, to całość pogłębia wrażenie tymczasowości gnicia. Silny premier mógł szybko poradzić sobie z aferą hazardową, premier słabnący może być dodatkowo osłabiony aferą ostatnią, nawet jeśli doszło do niej na niższych szczeblach władzy. Jakiegoś nowego rozdania w polskiej polityce nie widać. Czy którakolwiek z opozycyjnych partii naprawdę ma plan rozwiązania największych polskich problemów? Jeśli tak, to w demonstrowaniu go są wybitnie dyskretne. Władza więc słabnie, a alternatywy są marne.
2. Międzynarodowa pozycja Polski w części znajduje odzwierciedlenie, ale i potwierdzenie, w naszej pozycji w regionie. I w tym sensie ostatnie wydarzenia na Ukrainie stanowią cios także w Polskę. Rosja i prezydent Putin grają coraz ostrzej i rozpychają się coraz mocniej. I wygrywają. Najpierw w sprawie Armenii, która zrezygnowała, oczywiście pod presją Moskwy, z podpisania układu stowarzyszeniowego z Unią Europejską. Potem była Syria, gdzie Putin z dziecinną łatwością wymanewrował Waszyngton. A teraz mamy najnowszy, niestety wielki tryumf Rosji. Ukraina niestety ugięła się przed szantażem i właściwie zrezygnowała z silniejszych związków z zachodnią Europą.
Najnowszy the Economist przypomina historyczną bitwę pod Połtawą z 1709 roku. Stawką tej bitwy między Szwecją a Rosją była między innymi Ukraina. Rosjanie zwyciężyli, co było pierwszym krokiem w stronę odbudowy imperium. Chwilę potem Polska stała się de facto satelitą Rosji. Nie idzie o kreślenie zbyt łatwych paralel. Idzie o wskazanie jak wielka jest stawka w bitwie o Ukrainę także dla Polski. Nie będzie łatwo. Ukraiński prezydent bał się, że jeśli nie ugnie się przed Moskwą, ta doprowadzi Ukrainę do bankructwa, a jego samego wyeliminuje z gry.
Ale ponieważ się ugiął, za chwilę może być w praktyce nie prezydentem, ale gubernatorem Ukrainy. Liczącym wyłącznie na to, że uległością zasłuży na wsparcie Putina w walce z wszelkimi ewentualnymi rywalami w kraju. Tę rundę także Polska przegrała, nie polskie władze, ale Polska, bo opcję proeuropejskiej Ukrainy słusznie obstawiali wszyscy kolejni polscy prezydenci i premierzy.
3. Kotwicą przewidywalności w Europie od lat były Niemcy. Ale i one mają wielki problem. Od wyborów w Niemczech minęły dwa miesiące, a do stworzenia jakiejkolwiek nowej koalicji jest daleko. Przegrana SPD zachowuje się jakby wybory wygrała, stawiając kanclerz Merkel kolejne warunki. Ich spełnienie przesunęłoby niemiecką politykę gospodarczą niebezpiecznie w lewo. A do tego SPD całkiem otwarcie zaczęło flirtować z myślą o koalicji SPD - Zieloni i Die Linke, czyli naprawdę radykalnie partią lewicową, którą dotychczas trzymano daleko od jakiejkolwiek perspektywy udziału we władzy. Taka koalicja byłaby dramatycznie zła wiadomością i dla Niemiec, i dla Unii Europejskiej, i dla Polski. Niemcy mogą czekać nowe wybory. Więcej niepewności i
niestabilności.
niestabilności.
4. Prezydent Obama słabnie. Nie przez przypadek mówi się coraz częściej o słabnącej prezydenturze i słaniającym się prezydencie. Obama notuje porażki niemal na wszystkich frontach. Obamacare leży, ustawa imigracyjna wisi, w Syrii porażka. Mówi się ostatnio o możliwych sukcesach w w negocjacjach palestyńsko-izraelskich i w rozmowach z Iranem, ale mogą być to tylko pobożne życzenia. Za chwilę, jak sądzę, zaczną pojawiać się głosy, że tak słabego prezydenta Ameryka nie miała od czasów Cartera, ponad 30 lat temu. Słabość Ameryki, która ze wszystkimi swoimi wadami, jest niezbędnym elementem stabilności na świecie, to także, może w dalekiej, ale bardzo istotnej perspektywie, bardzo zła wiadomość dla Polski.
W Polsce sytuacja trudna. Zagranicą nasi sojusznicy i partnerzy mają coraz większe kłopoty, a nasi, powiedzmy delikatnie, rywale, mają się coraz lepiej. Kłopoty w domu, w sąsiedztwie i w dzielnicy odległej, acz kluczowej. Przydałoby się w tym momencie Polsce niezwykle mocne przywództwo i bardzo daleko idący consensus najważniejszych sił politycznych. Ale ani na jedno ani na drugie trudno liczyć. Pozostaje czekać aż zła pogoda minie. Prognozy wskazują niestety, że zła pogoda dopiero nadchodzi.
