Słuchający PIS-owskich polityków atakujących Tuska i Sikorskiego za ich - jak mówią - niemrawą politykę wobec Rosji, mieli prawo zapytać - co proponujecie. Na to pytanie jest już jednak odpowiedź. PIS zdecydował się na bezkompromisową szarżę i wezwał do zakończenia przygotowań nad organizacją w przyszłym roku Roku Rosji w Polsce i Roku Polski w Rosji.

REKLAMA
Charyzmatyczny poseł Błaszczak na konferencji prasowej miażdżył Sikorskiego za to, że ten dogadywał się w sprawie organizacji tego "symetrycznego roku" z ministrem Ławrowem akurat w momencie, gdy w Kijowie trwały demonstracje na Majdanie. Co ma piernik do wiatraka? Przecież wtedy Rosjanie nie zaczęli interwencji na Krymie, równie dobrze Błaszczak mógłby więc powiedzieć, że Sikorski negocjował z Ławrowem, gdy trwały, bo trwały, zamieszki w Wenezueli.
Konferencję panów Błaszczaka, Waszczykowskiego("nie zabijajcie nas") i Ujazdowskiego można by teoretycznie zignorować, uznając ją za zdarzenie całkowicie marginalne. Otóż uważam, że zignorować jej nie można. Tych PIS - owskich "rycerzy trzech" pokazało bowiem całą głębię politycznej myśli swej partii.
Czynu trzeba, czynu - pomyśleli pewnie i ogłosili o jakim czynie pomyśleli. Jakby tu zagrać Putinowi na nosie? No, no, no jak? Mamy - nasi twórcy muszą zbojkotować Rosję, a rosyjska sztuka musi być nieobecna w Polsce. Władimir Władymirowicz boi się pewnie sankcji albo jakichś działań wymierzonych w jego gospodarkę, a my tu bach - walimy Ruska w miękkie, kulturalne podbrzusze. Musi po czymś takim paść na kolana.
Profesor Zdzisław Krasnodębski, jeden z tzw. PIS-owskich intelektualistów na liście tej partii do europarlamentu, potępił nasz rząd za to, że nie zerwał jeszcze przygotowań do Roku Rosji w Polsce. Zasugerował przy tym, że rząd tak się zachowuje, bo chce się z Rosją dogadać. A poza tym dlatego, że w sprawie Ukrainy nie chce zrobić niczego konkretnego. A tu proszę, główna partia opozycyjna konkret, bardzo konkretny konkret, zaproponowała.
Krasnodębskiemu, Błaszczakowi, Waszczykowskiemu i Ujazdowskiemu zapewne nie przyszło do głowy, że rząd nie paraliżuje przygotowań do Roku Polski w Rosji i Roku Rosji w Polsce z zupełnie innego względu. Byłoby to po prostu całkowicie bez sensu.
Mamy powody, by wspierać Ukrainę i zabiegać o stanowcze działania Zachodu w sprawie działań Putina, ale nie jest to powód, by robić kuku Rosjanom, Polakom oraz kulturze - polskiej i rosyjskiej. Nasi twórcy, choćby Krystian Lupa czy Daniel Olbrychski, mają niezaprzeczalne prawo, by w pewnych przedsięwzięciach kulturalnych nie brać udziału. Ale bojkot państwa wymierzony w sferę kultury i "miękkich" relacji między naszymi narodami byłby bezrozumny. To powinien zrozumieć nawet PIS-owski intelektualista.
Oczywiście PIS-owski pomysł można rozwinąć. Na przykład zaproponować, by nie sprzedawano w Polsce dzieł Dostojewskiego, który nienawidził Polaków. Tym bardziej to uzasadnione, że zbrodnia zasługuje na karę, biesy w Rosji wciąż są aktywne, a cholera wie kogo miał na myśli Dostojewski pisząc "Idiotę". Należy też zaprzestać grania w Polsce koncertów Rachmaninowa i symfonii Czajkowskiego. Rachmaninow miewał podobno depresję, a Czajkowski był homoseksualistą. Nie takich twórców należy w Polsce promować.
PIS-owski pomysł należałoby chyba spointować przypominając słowa pewnego rosyjskiego pisarza - Aleksander Macedoński to wielki człowiek, ale po co łamać krzesła.