Przepraszam, że tytuł pożyczyłem od poety z Milanówka, ale jest on chyba ulubionym poetą lidera PIS, więc ten tytuł chyba lepiej niż jakiś inny, może Jarosława Kaczyńskiego skłonić do reakcji.

REKLAMA
Sprawa jest prosta. Prezes Kaczyński w zasadzie całkiem jasno zarzucił Teresie Torańskiej oszustwo i manipulację. Jasno zasugerował, że gdyby prawie 20 lat temu Torańska wywiad z nim zrobiła rzetelnie, to wyglądałby on zupełnie inaczej niż ten, który został opublikowany. Uwaga, załóżmy przez moment, że żyjemy w kraju, w którym bez żadnych podstaw nikt nikomu bardzo poważnych zarzutów nie stawia, a jeśli stawia, to albo ma solidne podstawy, by je postawić albo ich nie ma - wtedy przegrywa w sądzie. Przyjmując to założenie, mamy do czynienia z sytuacją bardzo poważną.
Oto były premier i lider opozycji, zarzuca wybitnej dziennikarce, że jest manipulatorką i oszustką, podważa więc cały jej wielki, kilkudziesięcioletni dorobek. Gruba sprawa.
Ta dziennikarka jednak ma dowody, że niczego nie zmanipulowała, więcej,
że dochowała najwyższej staranności. Jarosław Kaczyński co i rusz używa sformułowania "kłamstwo smoleńskie" opatrując je często przymiotnikiem "haniebne". Rozumiem, że sprawa prawdy i odpowiedzialności za słowo leży mu bardzo na sercu. W związku z tym liczę na to, że wyjaśni co konkretnie zmanipulowała Teresa Torańska. Jeśli nie ma tej wiedzy, liczę na coś innego. Na to mianowicie, że powie "przepraszam". To byłoby ważne "przepraszam", ważne dla Teresy Torańskiej, ale i dla nas. Pokazałoby bowiem, że
lider opozycji potrafi sprostować błąd, nawet swój i brzydzi się każdym kłamstwem. Nie tylko smoleńskim.