Donald Tusk znów zaprosił wszystkich do tańca. Jesteśmy w jego pierwszej, dobrze znanej z przeszłości fazie. Tusk z groźną miną zapowiada, że w ustawie emerytalnej nie zmieni nawet przecinka. Ale ten taniec ma też inne fazy i wszystkie ćwiczyliśmy w przeszłości. Na końcu może okazać się, że projekt reformy będzie rozmiękczony, albo wręcz zniknie. Gdyby Tusk zachował determinację do końca, mimo spadających sondaży i innych kłopotów, byłby to koniec, opisywanej dziś w Polityce, "metody Tuska".
REKLAMA
Przyznaję, że w zeszłym tygodniu nie doceniłem zespołu posła Łukasza Gibały. Dziś biję się w piersi za wyśmiewanie go (a co najmniej bagatelizowanie) w TOK FM i innych mediach. Przypominam: Poseł Platformy ogłosił, że zbuduje zespół sejmowy do sprawy wolnego rynku. Ponieważ zespoły sejmowego gromadzą miłośników wszystkiego od podróży do egzotycznych krajów do zakochanych w psach i kotach, to informacja o Łukaszu Gibale nie zrobiła na mnie wrażenia.
Dziś okazuje się, że był to błąd. Zespół Gibały bowiem nie jest czysto ceremonialny i nie powstał w celach towarzyskich. Stworzyli go ludzie, których Tusk wyciął z dobrych miejsc na listach wyborczych. Odwet jest więc silną motywacją w tym co robią. Członkowie zespołu mają pieniądze. Łukasz Gibała jest jednym z najbogatszych posłów. W zespole jest także Jacek Żalek, o którym w Sejmie mówi się, że jego rodzice prowadzą za granicą rozległe interesy. Zespół Gibały ma więc niewątpliwie narzędzia, by z impetem działać. Pieniądze potrafią rozruszać wiele spraw w polityce. Uczy tego choćby kariera Janusza Palikota między 2005 a 2007 rokiem.
Zespół Gibały ma silną motywację utarcia nosa Tuskowi. I ma pewne narzędzia. Platforma ma z PSL tylko 4 głosy sejmowej większości. Zespół Gibały liczy 6 posłów. Jego powstanie pokazuje więc premierowi, że jest grupa, która choć nieliczna, może się stać bardzo ważna. Poseł Gibała chodzi w tej chwili po liderach klubów opozycyjnych, proponując spotkanie. Gdyby zespół do sprawy wolnego rynku zaprosił Leszek Miller, albo Janusz Palikot, wówczas pozycja Zespołu w samej Platformie bardzo by wzrosła.
Zespół Gibały trafia więc na listę problemów premiera. Listę wydłużającą się. Do ustawy refundacyjnej, ACTA, stadionu, Joanny Muchy i wieku emerytalnego, Tusk potrzebuje jeszcze Gibały. No ale go ma.
Dlaczego Tusk i Platforma lecą w sondażach? Komentatorzy spierają się o to od dwóch tygodni. Ja nie wiem, czy precyzyjny, jeden punkt da się wskazać. Przypominam sondaż zrobiony po ustawie refundacyjnej, ale przed ACTA. Platforma trzymała się w nim wysoko. Zwykle pewnie nie ma jednego powodu, dla którego coś się sypie. Jeden dzień powodzi nie zrywa tamy. Ale po kilku tygodniach opadów, nie wytrzyma żadna zapora.
Wiesław Władyka i Mariusz Janicki w dzisiejszej polityce stawiają tezę, że nie chodzi nawet o jedno, drugie, albo trzecie wydarzenie. Chodzi o Tuska metodę na sprawowanie władzy. Dała mu ona drugą kadencję. Ale w tej kadencji przynosi mu kłopoty.
Polska klasa polityczna zgromadziła sumę wiedzy w wielu sprawach. Leszek Miller nie poradził sobie z aferą we własnym rządzie. Tusk wiedział już, jakich błędów uniknąć. To najprostszy przykład. Niewątpliwie jest tak, że pewna suma doświadczeń odkłada się w pamięci. To nie dotyczy jednak drugiej kadencji.
Nie ma żadnych doświadczeń, jak należy w drugiej kadencji rządzić. Nikt nie napisał podręcznika, do którego Tusk może się odwołać. Jest pionierem, więc częściej będą mu się zdarzały fałszywe kroki. Jest też zmęczony, samotny i nie ma wielu osób, które chcą mu pomóc. Przez lata jego sposobem robienia polityki było upokarzanie współpracowników. Dziś więc w Platformie nie ma pasji, by Tuskowi pomagać.
Wracając do Polityki. Janicki i Władyka piszą, że metoda Tuska polega na byciu bardzo twardym na początku, na zapowiedziach, że w proponowanych ustawach "nie zmieni nawet przecinka". Autorzy piszą: "Opozycja szaleje, zapowiada akcje protestacyjne". Wówczas następuje nowa faza. "Tusk ogłasza, że wobec wyraźnego głosu narodu, zastanowi się jeszcze". I wtedy zaczynają się nowe konsultacje, a ustawa zmienia kształt.
Trudno powiedzieć, czemu Tuskowi służy ta metoda, skoro obniża autorytet urzędu i dewaluuje jego słowa. Mariusz Janicki i Wiesław Władyka stawiają kilka hipotez. Od podejrzeń, że Tusk w kraju i za granicą gra na dwóch fortepianach, przez drugą o udawaniu reformatorskiego zapału, do ostatniej, czyli wysokiego licytowania, by mieć z czego ustępować.
Wielu komentatorów w sprawie wieku emerytalnego stawia na teorię trzecią. Że premier za kilka tygodni wycofa się z podniesienia wieku emerytalnego z 67 lat dla kobiet i mężczyzn, zostając na przykładowo 66 latach dla mężczyzn i 64 latach dla kobiet. Targi więc trwają.
Wydaje się, że Tusk postanowił kryzys sondażowy przeczekać. Nie rekonstruować rządu, nie ustępować (na razie przynajmniej) w sprawie wieku emerytalnego. Załatwić reformę do Euro, podczas Euro trzymać kciuki, żeby nasi co najmniej wyszli z grupy. A potem na fali euforii walczyć o sondaże.
To się może udać. Trzy lata na zmianę trendu, to wystarczająco długo. Przynajmniej w teorii, bo jak cały rok będzie dla Platformy taki jak pierwszy jego miesiąc, to nie wróżę powodzenia. Tym bardziej nie wróżę, gdy premierowi spodoba się sposób traktowania krytyki w stylu Jarosława Kaczyńskiego. Na konferencji prasowej szef rządu powiedział wczoraj, że ma wrażenie że jest zlecenie na Joannę Muchę. Bardzo w stylu prezesa PIS była ta ocena. Joanna Mucha stwierdziła w RMF FM, że jej krytyka jest jak bańka mydlana. Nie powiem, żeby brzmiał w tej wypowiedzi szacunek dla krytykujących.
Dla mnie pytanie jest jeszcze jedno - co i kiedy rozlicza rząd. Nie sądzę, by były to sondaże po niespełna 100 dniach kadencji. Przecież tyle lat przekonywaliśmy (my media) Tuska by zaczął coś robić, nawet kosztem wyników w sondażach. A gdy sondaże spadają, a Tusk zaczyna coś robić, rozpoczął się lament, że Platforma nisko stoi. Nie da się pogodzić tych sprzecznych oczekiwań.
Skądinąd robota premiera, to chodzenie po polu minowym. Cokolwiek się zrobi, zawsze będzie jakaś mniejsza lub większa niezadowolona grupa.
