
Po dniach milczenia Donald Tusk powiedział wreszcie coś o Smoleńsku. Coś co jest politycznie słuszne i moralnie prawdziwe. Intrygujące w tym jest, że Tusk powiedział to dzień po głośnym felietonie Roberta Mazurka w Rzeczpospolitej. Mazurek napisał do zwolenników PiS, że w rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic i nie krzyczy "Jarosław". Tusk powiedział, że nie robi się polityki na grobie. Tusk więc mówi Mazurkiem, co samo w sobie jest ciekawe a dodatkowo pokazuje, że jeżeli Mazurka, Warzechy i rosnącej grupy innych nie ma przy Kaczyńskim, to zostaje on coraz bardziej osamotniony.
REKLAMA
Myślę, że wiem, jak czuje się dziś Robert Mazurek. Siedzenie okrakiem na barykadzie, to bardzo niewygodna pozycja. Po swoim tekście "Nie pójdę więcej pod Pałac" utracił zaufanie wielu (większości?) tych, którzy pod Pałacem 10 kwietnia byli. Druga strona patrzy jednocześnie na niego z podejrzliwością, która szybko nie minie.
Dziennikarz napisał o drugiej rocznicy przed Pałacem: "Żółte tulipany od moich córek dla pani Marii i tak po kilku godzinach zgarnęli śmieciarze od Hanny Gronkiewicz-Waltz, a moją żałobę postanowił politycznie zagospodarować Jarosław Kaczyński. Dziękuję, lekcję odebrałem, więcej nabrać się nie dam."
Felieton Mazurka jest nie tylko dobrze napisany, nie tylko świetnie się go czyta, ale jest po prostu mądry. Byłem i jestem pod jego wrażeniem i tak jak tekstów Mazurka raczej nie polecam, tak ten polecam z pełnym przekonaniem.
Nie, nie dlatego, że Mazurek zmienia barwy, nie dlatego, że Mazurek przyłącza się do platformerskiego sposobu patrzenia na katastrofę smoleńską. Mazurek tego nie robi. Dziennikarz Rzeczpospolitej twardo rząd rozlicza za sposób upamiętnienia drugiej rocznicy katastrofy, za milczenie Tuska i Komorowskiego, za bardzo nieliczne gesty przypominające ofiary katastrofy, jakie wykonali ludzie drugiej strony (Mazurek wymienia ministra Siemoniaka i szefa NBP Marka Belkę).
Do uczestników wtorkowej manifestacji przed Pałacem Robert Mazurek napisał: "Na spotkaniu w rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic na plakatach, transparentów i „głów zdrajcy" w ruskiej czapce. Tak jak wy nie chcecie być wariatami i pogardzanymi oszołomami, tak oni też nie chcą być zdrajcami i renegatami. Zrozumcie, na żałobnym spotkaniu nie śpiewa się „Sto lat"! Bo zginął Lech, skąd więc skandowanie „Jarosław, Jarosław! "? Bo w rocznicę śmierci przychodzi się złożyć kwiaty, pomodlić, a nie szydzić z nielubianych dziennikarzy i pozdrawiać ich „Zdrastwujtie" przy rechocie gawiedzi."
Robert Mazurek dostał po tekście sporo internetowych słów wsparcia. Od Łukasza Warzechy, od Kataryny, pewnie od wielu innych osób, pewnie nie tylko na Twitterze. Mazurek pisze o Smoleńsku językiem, o którym można rozmawiać. Jest to dyskusja dużo dla Platformy i Tuska groźniejsza, niż zamachowa narracja Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby Kaczyński mówił Mazurkiem, miałby i wyższe poparcie i zmuszałby Tuska do smoleńskich wyjaśnień. Ponieważ Kaczyński mówi o morderstwie nie zmusza nikogo do niczego poza patrzeniem na niego z litością.
Dobrze, że Donald Tusk zabrał dziś w Sejmie głos. Dziwne, gdy więcej do powiedzenia o Smoleńsku i PiS ma publicysta a nie premier i lider partii. Tusk był od świąt wycofany. Dziś zdecydował się wreszcie o manifestacjach i słowach PiS mówić w sposób, który moim zdaniem czuje większość Polaków.
A więc, że "krzyki, wrzaski i przekleństwa" na grobach są niewłaściwe. A więc, że robienie polityki na tragedii nie przystoi. A więc, że PiS nie chce łączyć, ale chce wykluczać. I wreszcie Tusk przystąpił do rozbijania "smoleńskiego kłamstwa" o zamachu. Zbyt długo z tym czekał, nazbyt stwierdził że wariackie tezy Macierewicza zostaną same z siebie odrzucone przez wyborców. Co trzeci Polak nie wyklucza zamachu w Smoleńsku, a to coś znaczy.
Tusk podsunął więc jakiś sposób mówienia o Smoleńsku tym, którzy z osłupieniem patrzą na Antoniego Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Interesujące, że w paru punktach Tusk zaczął mówić Mazurkiem.
Politycznie oznacza to dla mnie potwierdzenie, że Kaczyński do władzy nie wróci nigdy. Pozostanie z topniejącą garstką akolitów, wejdzie oczywiście do kolejnego Sejmu, ale roli już nie odegra. Chyba że zacznie słuchać, może nie Tuska, bo to niemożliwe, ale Roberta Mazurka.
