W przemówieniach liderów nie usłyszałem niczego ciekawego (na razie), więc liczą się tylko liczby. Jeśli się potwierdzą, mówią same za siebie. Korwin-Mikke jest największym wygranym tej kampanii, Janusz Palikot jej największym przegranym. Kto się mieści między nimi?
REKLAMA
Wynik PiS jest dobry. W niewygodnej kampanii, z Ukrainą i powodzią, słabą partią i słabym sztabem, partia Kaczyńskiego ma do Platformy jeden punkt. Ale to Platforma wygrała. Korwin-Mikke jest Palikotem z 2011 roku. Zaskakujące zwycięstwo człowieka i partii, o którym niemal nikt nie pisał i niemal nikt nie chciał mówić. Nie jest to dla mnie powód do entuzjazmu, ale na pewno będzie to powód do analiz. Internetowy elektorat jest już na tyle duży, by wysłać 4 osoby do Brukseli.
Janusz Palikot się sypie. I wynik znacznie poniżej progu, i dobry wynik SLD oznaczają, że Palikot musi przemyśleć strategię, a pewnie i sens istnienia swojej koalicji. Natomiast wynik jest dla Leszka Millera potwierdzeniem, że wybrany przez niego kurs jest właściwy. Miller może spodziewać się teraz telefonów z Ruchu Palikota z propozycjami transferów.
Janusz Piechociński będzie miał spokojną noc. Skreślana partia jeszcze raz spokojnie przeszła przez wybory. Z mniejszych partii Jacek Kurski błysnął dowcipem w wejściu w TVN24, ale tylko dowcipem. Jego partia przegrała, a zachęty Kurskiego do jednoczenia prawicy przy wyniku PiS się nie spełnią. Ruch Narodowy nie miał twarzy, więc nie zrobił wyniku.
Tyle na gorąco. Czekamy na dokładne wyniki. Na razie tylko exit polls.
