Jest poważna sprawa. Ekspert komisji Antoniego Macierewicza twierdzi, że przyczyną katastrofy pod Smoleńskiem był wybuch. Grzegorz Szuladziński z Sydney w Australii obliczył, że samolot prezydenta został rozerwany od środka, a metal wygiął się, jak podczas otwierania puszki. Jak mówię, rzecz jest poważna, bo twierdzenia pana Szuladzińskiego są podstawą do bardzo poważnych artykułów, rozważań, przemyśleń. Jarosław Kaczyński mówi dziś w wywiadzie, że "źródło zamachu mogło być w Polsce". Michał Karnowski publikuje w URze olbrzymi tekst informując, że teraz jest już pewien, że w Smoleńsku to był na pewno zamach.
Firma mieści się w, jak sądzę prywatnym domu, na zewnątrz pozbawionym informacji o tym, że działa tu przedsiębiorstwo, które narobiło w Polsce tak wielkiego zamieszania.
Wydawałoby mi się, że firma zdolna obliczyć tak poważną rzecz, jak rozerwanie samolotu przez dwie bomby w odległej Rosji powinna znajdować się w jakimś biurowcu, a nie w jednym z domów w okolicy mieszkaniowej.
Firma nie jest duża, Grzegorz Szuladziński prowadzi ją, jak wynika z rejestru, z żoną Elżbietą, urodzoną w 1943 roku w Kisielanach. On urodził się w Warszawie w 1940 roku. Grzegorz Szuladziński jest dyrektorem spółki, jego żona jest jej sekretarzem.
Grzegorz i Elżbieta Szuladziński objęli w spółce po połowie udziałów. Nie są to znaczące sumy. Z raportu finansowego z 2003 roku wynika, że zostały wyemitowane dwa zwykłe udziały warte w sumie 2 dolary.
Grzegorz Szuladziński ma w firmie, jak wynika z tych materiałów udziały warte 1 dolara. Nie powiedziałbym, że jest to imponujące finansowanie, jak na firmę, której praca właśnie wstrząsnęła Polską.
Z internetowej strony firmy nie wynika, by poza Grzegorzem Szuladzińskim w jego zespole był ktoś, posiadający wiedzę techniczną. Oznaczałoby to, że Szuladziński na odległość, nie mając danych, a pewnie i budżetu obliczył, co obliczył i postawił tezę o dwóch eksplozjach.
Fragment analizy G.Szuladzińskiego dla zespołu A.Macierewicza
„Najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy były dwa wybuchy tuż przed lądowaniem. Jeden z nich miał miejsce na lewym skrzydle, około połowy jego długości, i spowodował wielkie lokalne zniszczenie, w rezultacie rozdzielając skrzydło na dwie części. Efekt wtórny to naruszenie wiązań między frontowym kadłubem i resztą statku powietrznego. Drugi wybuch, wewnątrz kadłuba, spowodował jego gruntowne zniszczenie i rozczłonkowanie. Samo lądowanie (czy upadek) w terenie zadrzewionym, wszystko jedno jak nieudane i pod jakim kątem, nie mogło w żadnym wypadku spowodować takiego rozczłonkowania konstrukcji, które zostało udokumentowane”. CZYTAJ WIĘCEJ
No, ale cóż. Może to wszystko pozory. W końcu nie biuro, nie pieniądze, nie kapitał założycielski, nie struktura udziałów są naprawdę ważne. Tylko w jaki inny sposób mamy uwierzyć, że obliczenia Grzegorza Szuladzińskiego są naprawdę poważne?
