Tak się właśnie kończy kolejna reforma rządu. Nie mam powodów nie wierzyć Ewie Czaczkowskiej z Rzeczpospolitej. Gdy więc pisze dziś, że rząd po likwidacji funduszu kościelnego, zgodzi się uzupełniać Kościołowi braki w kasie, sądzę że jest to prawdziwa informacja o porozumieniu biskupów z Donaldem Tuskiem.

REKLAMA
Co ona oznacza? Rząd chciał zlikwidować fundusz kościelny i pozwolić Kościołowi otrzymywać 0,3% odpisu z podatków. Zmusiłoby to Kościół do zabiegania o pieniądze u wiernych, zmusiłoby to Kościół do większej zapobiegliwości i pewnego wysiłku marketingowego. Pieniądze przestałyby spadać z nieba, Kościół musiałby się nieco napracować, żeby je dostać.
Nigdy tak naprawdę nie chodziło o budżet. Fundusz kościelny to 100 milionów złotych. Nie są to w skali budżetu fundusze znaczne. Wydatek znaczny to od miliarda w górę. Od początku chodziło jednak o filozofię. Gdy wszyscy oszczędzają, oszczędzać powinien też Kościół. Platforma, jak mówił Tusk, miała przestać "klękać przed biskupami". Skoro wszyscy mają zbierać na emeryturę, to również Kościół zbierać powinien. Premier mówił w Sejmie: Nie wyruszamy na żadną krucjatę antykościelną - chcemy tylko, aby były spełnione elementarne wymogi sprawiedliwości społecznej wtedy, kiedy staramy się budować czy poprawiać system emerytalny.
Wybuchła oczywiście awantura. Biskupi, najpierw nieco pogubieni i zaskoczeni propozycją Tuska, szybko się zebrali i ostro wystąpili przeciwko propozycji rządu. A teraz, jeśli wierzyć Rzeczpospolitej, Tusk postanowił reformę rozmontować. Niczym innym niż rezygnacją z planów nie jest bowiem dopłacanie Kościołowi do czasu, aż uzyska z podatku tyle, ile miał wcześniej z funduszu kościelnego. A jeśli Kościół nie uzyska tego przez 10 lat? To rozumiem, że "sprawiedliwość społeczna" Tuska trafia na dekadę do kąta? A jeśli to będzie 20-30 lat? Odpis 0,3% podatku na Kościół zależy od zaradności Kościoła. Jeśli Kościół programowo nie będzie zaradny, wówczas fundusz kościelny będzie nadal istniał. Choć nie będzie się już nazywał fundusz kościelny.
Inne pytanie, to dlaczego państwo ma dopłacać Kościołowi, jeśli nie osiągnie obecnych przychodów z funduszu, a Kościół nie będzie zwracał państwu, jeśli te przychody przekroczy? Może powinien zwracać do budżetu?
Rozumiem z tego wszystkiego, że Donald Tusk ma dość kłopotów i uznał, że zupełnie niepotrzebny jest mu kolejny front. Nic nowego. Otwieranych przez premiera spraw było już dużo (kastracja, konstytucja, ofensywa legislacyjna), że też jednak wciąż dajemy się na to nabierać.