Serce każe Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej opowiedzieć się za bojkotem Euro na Ukrainie. Mi serce każe się opowiedzieć za powodzeniem Euro, bo jeśli ukraińska część zostanie zbojkotowana, to nie pozostanie to bez wpływu na ocenę całości, a więc i części polskiej. W polskim interesie jest więc, by Euro się udało. Tak, zdaję sobie sprawę, że jest to cyniczne, ale cynicznie przedkładam w tej sprawie polski interes ponad wszystkie inne.

REKLAMA
W dzisiejszej Gazecie Wyborczej dziennikarka Faktów TVN pisze: "Rozumiem racje przemawiające za bojkotem, bo w polityce ważne są gesty i symbole. Gesty, które przechodzą do historii. Gesty, które są dowodem na to, że polityka nie jest wyłącznie cyniczną grą o władzę. Ale służby dobru wspólnemu i zawiera fundament etycznych wartości."
Katarzyna Kolenda-Zaleska stwierdza też, że "Europejczycy nie mogą być obojętni na zło. A milczenie i brak sprzeciwu byłyby przyzwoleniem na nie".
Absolutnie zgadzam się, że nie można być obojętnym na zło, absolutnie zgadzam się, że polityka powinna być moralna, a nie cyniczna, a gesty i symbole są ważne. Tak się jednak składa, że polityka działa według reguł cynizmu. Nie, nie robi tego od wczoraj, tylko od czasu Machiavellego. I czy nam się to podoba, czy nie, to niestety mamy małe możliwości sprawę zmienić. Świat nie działa według zasad Google: Nie czyń zła. Większość państw, mając do wyboru działanie moralne albo skuteczne, wybierze skuteczne i korzystne dla siebie. Zwłaszcza, że świat jest często szary.
Owszem, w polityce międzynarodowej jest miejsce na gesty i symbole. 99 proc. z nich wcześniej wymyślona, uzgodniona, opracowana i skalkulowana. 1 proc. to poryw serca, chwila, gdy dzieje się coś, czego nie było w scenariuszu. Ktoś miał skłonić głowę, a uklęknął, dwaj prezydenci spotkali się w jednym miejscu i spontanicznie się pogodzili, kogoś wyjątkowo wzruszyły jakieś słowa, albo jakieś okoliczności i zmienił ustalone przemówienie. To się zdarza, ale w sprawie bojkotu Euro zdarzyć się nie powinno.
Z tekstu Katarzyny Kolendy-Zaleskiej wynika, że bardziej moralni i etyczni od polskich nie-bojkotujących polityków byliby politycy niemieccy, którzy Euro zbojkotują. Śmiem wątpić, pamiętając, do jakiej pracy poszedł Gerhard Schroeder po odejściu z urzędu. Rozumiem, że gdyby Silvio Berlusconi nie pojechał na Ukrainę, byłby człowiekiem bardziej etycznym i politykiem bardziej moralnym, niż Bronisław Komorowski zasiadający w honorowej loży w Kijowie?
Jak do moralności ma się dzisiejsza zapowiedź bojkotu z robieniem interesów z Libią, Rosją, wysyłaniem ekip na Eurowizję do Azerbejdżanu? Jak się ma do olimpiady w Pekinie? Jak się ma do olimpiady w Soczi? Możemy wejść w dyskusję o traktowaniu opozycji na Ukrainie, ale czy już skończyliśmy rozmowę o rozumieniu praw człowieka w Chinach?
Tak się niestety składa, że polityka jest cyniczna i brudna. A problem Julii Tymoszenko jest najpierw problemem politycznym, a potem moralnym. Była premier nie ma, w zgodnej opinii przynajmniej polskich ekspertów i dyplomatów, tak całkiem czystych rąk. Nie jest też pozbawiona politycznych ambicji. To jest trudny problem. Sprowadzanie go do poziomu moralnego wypada dobrze w felietonie, ale źle w dyplomacji. Minęły czasy prostego podziału z przemówienia Reagana: świat Zachodu dobry, reszta to "Imperium Zła". Teraz z "Imperiami Zła" robimy interesy gospodarcze lub polityczne, wiążemy plany, potrzebujemy ich.
Oczywiście możemy Euro na Ukrainie pokazowo zbojkotować. Julia Tymoszenko odniesie z tego korzyść polegającą na rozpropagowaniu jej sprawy i jej osoby w światowych mediach (gdzie i tak nie jest nieznana). Polska zostanie uznana za Chrystusa Narodów. Ja jednak, zupełnie szczerze mówiąc, uważam, że w mniejszym stopniu powinniśmy być Chrystusem Narodów, a raczej krajem chłodno, zimno i według zasad świata kalkulującym interesy. Tak sądzę odbyło się to w Berlinie. Decyzja Niemiec w sprawie Euro jest kalkulacją interesów Niemiec na Wschodzie, a nie wzruszającym porywem serca.
Katarzyna Kolenda-Zaleska słusznie więc podaje Berlin jako wzór do naśladowania. Tylko w niewłaściwym kontekście. Uważa, że jest to wzór moralny, dla mnie raczej wzór realpolitik. Z tą różnicą, że w przypadku Polski realpolitik w sprawie Ukrainy jest zupełnie inna niż interes Niemiec. A więc nie bojkotować, przyciągać Ukrainę do Zachodu. W długiej perspektywie jest to ważniejsze niż gesty.