Rafał Ziemkiewicz grozi mi procesem, ponieważ napisałem, że "dyma" podatników poprzez bycie w KRUS. W felietonie w "Rzeczpospolitej" Ziemkiewicz zapowiada kosztowny dla mnie proces i bolesną finansową przegraną. Jestem solidnym podatnikiem, płacę co miesiąc swoje składki ZUS, nie korzystam z kosztów uzyskania, nie chciałbym więc mieć kosztownego procesu i tym bardziej go przegrać. Z drugiej strony mam poczucie, że występuję tu w słusznej sprawie. Proszę Was więc o pomoc i o radę.

REKLAMA
Już wyjaśniam o co chodzi.
Słowa "dyma" użyłem nie tak ot po prostu, ale dlatego, że pierwszy użył go Rafał Ziemkiewicz. Napisał on, że władza w Polsce "dyma" Polaków. Ja polemizując stwierdziłem: "Śmiałe to stwierdzenie z pióra człowieka słynącego z dymania, z przeproszeniem, podatników (także mnie) poprzez siedzenie w KRUS."
Nie twierdzę, że Rafał Ziemkiewicz łamie prawo. Polskie prawo daje rolnikom prawo korzystania z niskiej składki na ubezpieczenie społeczne. Rafał Ziemkiewicz twierdzi, że ma ponad 10 hektarów ziemi, płaci więc jak wynika z rządowej tabelki 366 złotych kwartalnie. Ma za to ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, a gdyby był kobietą, to także macierzyńskie.
Rafał Ziemkiewicz płaci więc miesięcznie 122 złote na KRUS. Gdyby prowadził działalność gospodarczą, płaciłby miesięcznie prawie 1000 złotych. Płaci więc zapewne ośmiokrotnie mniej. Gdyby był na etacie w jakiejś firmie, wówczas jego składki byłyby uzależnione od wynagrodzenia i być może dużo wyższe. Rafał Ziemkiewicz ma więc za 122 złote miesięcznie to, co inni mają za co najmniej 928 złotych miesięcznie. Ponieważ zawsze ktoś musi zapłacić za pewien przywilej innych, to użyłem słowa "dymanie podatnika".
Niedługo wcześniej przeczytałem felieton Agaty Nowakowskiej z "Gazety Wyborczej", która napisała o Ziemkiewiczu: "Zaryzykowałabym twierdzenie, że tak znany publicysta nie jest osobą potrzebującą wsparcia ze strony państwa. I że są osoby, którym budżetowe pieniądze przydałyby się bardziej."
KRUS jest rodzajem wsparcia, rodzajem pomocy socjalnej. Podatnicy umawiają się, że trzeba pomóc osobom biedniejszym, będącym w trudnej sytuacji. I dlatego ich dotują. Jeżdżąc przez Polskę widzę, jak biednie żyje wielu mieszkańców wsi. Jestem przeciwnikiem KRUS, ale nie mam wątpliwości, że jakąś pomoc socjalną te osoby muszą otrzymywać. Ale te wioski, to nie Warszawa.
W felietonie nie miałem na myśli łamania prawa przez Rafała Ziemkiewicza. Przez "dymanie" rozumiałem wykorzystanie pewnej możliwości. Być może językoznawcy będą się musieli wypowiedzieć w tej sprawie.
Rolnicy mają prawo korzystać w Polsce z przywileju, jakim jest KRUS. Rafała Ziemkiewicza jednak nie znałem dotąd jako rolnika. Nic nie wiem o jego sukcesach w nasadzaniu, w produkcji żywności. Bywałem z kamerą w różnych miejscach, by nagrywać jego wypowiedzi. Nigdy jednak nie rozmawialiśmy o roli, o plonach, o przetwórstwie. Zawsze rozmawialiśmy o polityce, mediach, publicznych występach pana Ziemkiewicza.
Reasumując: nic nie wiem o rolniczej działalności pana Ziemkiewicza. Wiem że jest utalentowanym pisarzem, pełnym pasji polemistą, bardzo pracowitym publicystą, że prowadzi liczne autorskie spotkania. Na YouTube są dziesiątki filmów z jego wypowiedziami, nie ma żadnego na którym siedział by na traktorze, albo za koniem prowadził pług. Ups, przepraszam. Znalazłem jedno zdjęcie Rafała Ziemkiewicza na sprzęcie rolniczym. Tyle, że jest to quad albo traktorek do koszenia trawy. A Tomek Sekielski podpowiada mi na Twitterze, że być może Rafał Ziemkiewicz uprawia cebulę dymke.
Co więc powinienem zrobić? Tak jak żąda Rafał Ziemkiewicz "usunąć z internetu insynuacje" pod jego adresem? Czy jednak bronić stanowiska, że płacenie 122 złotych miesięcznie za coś, na co inni muszą wyłożyć prawie tysiąc złotych, jest "dymaniem" tych pozostałych podatników? A może kupić ten hektar ziemi (albo i 10 hektarów) i nie być frajerem, który płaci więcej, choć mógłby mniej?
Bardzo Was proszę o radę. Nie wiem co zrobić, a muszę jakoś Rafałowi Ziemkiewiczowi odpisać.