Kadr z filmu Ewy Stankiewicz

Nic nie uzasadnia fizycznego ataku i agresji, więc żałuję, że z równą energią co dziś przeciwko zachowaniu Stefana Niesiołowskiego, kilka miesięcy temu prawicowe środowiska nie protestowały przeciwko atakowi słuchacza Radia Maryja na dziennikarkę Polsatu Ewę Żarską. A wtedy sprawa była poważniejsza, bo uczestnik pielgrzymki Radia Maryja wyrwał Żarskiej mikrofon, uderzył ją w twarz, a pozostali pielgrzymi próbowali zniszczyć sprzęt.

REKLAMA
Tak to właśnie jest z tą sprawą. Stefan Niesiołowski zachował się niedopuszczalnie, ale gdyby związkowcy z Solidarności rzucili się na Katarzynę Kolendę Zaleską, wówczas prawicowe media byłyby zachwycone, a Ewa Stankiewicz podekscytowana pokazałaby, jak patrioci biją się o prawdę w mediach. Już teraz jeden z prawicowych serwisów napisał w tytule tak: "Katarzyna Kolenda-Zaleska pod Sejmem. Związkowcy skandują: "TVN - nie kłamcie! Zobacz gorący reportaż Ewy Stankiewicz". Warto porozmawiać z dziennikarzami z największych mediów, którzy obsługiwali rocznicę Smoleńska przed Pałacem Prezydenckim. Jakoś nie słyszałem potem wypowiedzi polityków PiS i prawicowych mediów, wyrażających zaniepokojenie (co najmniej) przypadkami słownej agresji.
Zobaczyłem właśnie w sieci "gorący" reportaż Ewy Stankiewicz z piątku. Zobaczyłem w nim zaskakująco nieliczne grupki związkowców, którzy zgodnie z dobrą tradycją polskiego warcholstwa, sami nie pracując, wysyłają posłów do roboty, nie pozwalając im wyjść z Sejmu. Zobaczyłem więc łamanie prawa, które Ewa Stankiewicz popiera i któremu wyraźnie kibicuje. Związkowcy zresztą kibicują jej. Chętnie z nią rozmawiają, porównując posłów do szczurów, "które uciekają kanałami".
Jest to reportaż uczestniczący. I w sensie bycia na miejscu, wśród ludzi z kamerą. I w sensie emocjonalnego zaangażowania autorki. Choć właściwie "reportaż" należy zawsze pisać w cudzysłowie. Jeśli to, co pokazano dziś w sieci, jest wersją ostateczną, to jest to żenująco słabe. Są to jakieś posklejane obrazki, źle zmontowane, bez jakiejkolwiek narracji dziennikarskiej. No i bez próby jakkolwiek obiektywnego przedstawienia wydarzeń.

14 minut Ewy Stankiewicz sprzed sejmu


Gdyby nie atak Niesiołowskiego, to Ewa Stankiewicz w tym filmie nic by nie miała. Związkowców jest mało, mówią to co zawsze, w sumie nie ma o czym gadać. Więc Ewa Stankiewicz poszła na dziedziniec Sejmu, by jak to napisała moja koleżanka z Polsatu "sprowokować" Stefana Niesiołowskiego. Dziennikarka, która była w tym samym czasie w tym samym miejscu twierdzi, że ma nagrane jak Ewa Stankiewicz "robi wszystko, żeby sprowokować posłów PO". Nawet spokojnej Elżbiecie Radziszewskiej, jak widać w filmie Stankiewicz, w pewnym momencie puszczają nerwy.
Byłbym też ostrzejszy w ocenie Stefana Niesiołowskiego, gdyby nie reakcja po prawej stronie. Jak bowiem mam się oburzać na Niesiołowskiego, że powiedział na sejmowym dziedzińcu "won", jeśli czytam właśnie na jednej z prawicowych stron o pośle PO: "Czego spodziewać się po człowieku, który sypał SB-ecji własną narzeczoną?". Sumienie środowiska dziennikarskiego Krzysztof Skowroński ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich mówi o Niesiołowskim "ten człowiek" i twierdzi, że jest on "niepoczytalny". To dobry wzór zachowania dla adeptów dziennikarstwa. Jest też poseł PiS Andrzej Jaworski nazywający dziś na Facebooku polityków Platformy "POpaprańcami". Jest też jakaś miła pani Irena Szafrańska, która na Twitterze napisała właśnie: "Kto na ochotnika wpie***i Machale?"
Jeszcze raz zacytuję koleżankę z Polsatu: "Pani Stankiewicz poszła tam dokładnie po to, żeby taką reakcję PO nagrać i ją nagrała. Można się oburzać jedynie, że tak doświadczony polityk jak Niesiołowski nie umie trzymać nerwów na wodzy".
Niestety muszę się zgodzić - choć nic nie usprawiedliwia agresji, to Ewa Stankiewicz osiągnęła dokładnie to co chciała. O niej i o jej filmie mówią wszyscy. Choć ten "reportaż", piszę to z żalem, na to nie zasługuje.