Fot. P.Barczyk, P.Bernaś, A.Bedyńska / Agencja Gazeta

Eurosceptycy 2012 nie pochodzą tylko ze ściany wschodniej, ze wsi Małopolski, Lubelskiego, czy Podlasia. Niekoniecznie głosują na PiS, na LPR, albo na Marka Jurka. Nie zawsze są fanami Jarosława Kaczyńskiego. Nie łączy ich ani stosunek do proboszcza, ani uczestnictwo w niedzielnej mszy. Różnią poglądy na aborcję, antykoncepcję, wolne konopie, gospodarkę i kulturę (szczerze? Różnią ich poglądy na wszystko). Ludzi od lewicy do prawicy, mężczyzn i kobiety połączyło natomiast jedno - fanatyczny eurosceptycyzm. Nie, nie chodzi o wejście Polski do strefy Euro. Chodzi o imprezę, która odbędzie się w Polsce za trzy tygodnie.

REKLAMA
Przyznaję, że Euro nie czułem jeszcze kilka tygodni temu. Bez wzruszenia mijałem Stadion Narodowy, most z wielkim banerem sponsorów imprezy i wszystkie te telewizyjne reklamówki z roześmianymi kibicami. Ale gdzieś w ostatnich dniach to się zaczęło zmieniać. Może dlatego, że wylosowałem dwa bilety na niewiadomo jeszcze jakie mecze. Może dlatego, że jeden ze sponsorów mistrzostw umieścił na Wiśle bardzo fajną barkę z napisem POLSKA, może wyjazdy do Wrocławia i Gdańska i rozmowa z ludźmi tam o ich oczekiwaniach, a może w jakiś inny sposób dociera do mnie, jak fajną imprezę za chwilę wszyscy przeżyjemy.
Czułem kiedyś podobne podekscytowanie. Wiosną 2004 roku, kilka tygodni przed wejściem do Unii Europejskiej. I wtedy i dziś spora grupa Polaków uważała, że kraj czeka nieszczęście. Wtedy jednak była to kojarzona z prawicą grupa, której poglądy były słabo reprezentowane w mediach mainstreamowych. Dziś jest to grupa wpływowa, dobrze reprezentowana we wszystkich środkach masowego przekazu. Grupa od lewa do prawa.
Mamy więc w "Uważam Rze" felieton Doroty Gawryluk, która urbi et orbi ogłasza, że ma to całe Euro "gdzieś". Mnie i podobnych fanów Euro redaktor Gawryluk nazywa "euroterrorystami", zarzucając nam "sztuczne podniecenie, infantylną radość i przymusowe cieszenie".
Dorota Gawryluk chciałaby, żeby pieniądze zamiast na Euro poszły na "uspokojenie rozwydrzonej młodzieży" w szkołach. Mamy już więc kolejny cel. Kilka dni temu Jacek Żakowski proponował budowę mieszkań socjalnych. Nie wiem, co z pieniędzmi chciałaby zrobić Kazimiera Szczuka, która nazwała Euro "samczym, idiotycznym kultem igrzysk".
Nie widzę w Euro 2012 bizantyjskiego rozrzucania pieniędzy. Co takiego powstało, czego Polska i tak nie powinna zbudować? To nie jest olimpiada. Nie mamy żadnego zbędnego toru bobslejowego, albo rowerowego. Żadnych takich ekstrawagancji. Zbudowaliśmy stadion narodowy i stadiony w Gdańsku i Wrocławiu. I tak Polska powinna je mieć. Nie są to zresztą stadiony jakoś niewyobrażalnie wielkie. Żadna Maracana.
Mamy też drogi, linię z lotniska Okęcie do centrum (może kiedyś skończą), parę wyremontowanych dworców. Mamy promocję Polski i kilku naszych miast za granicą. Nie widzę niestosownego wyrzucania pieniędzy.

Jeśli Dorota Gawryluk, Jacek Żakowski, Kazimiera Szczuka i kilka innych osób nie czują Euro, to przecież nie zamierzam ich do czucia zmuszać. Uważam, że nikt ich nie powinien zmuszać. Mam jednak nadzieję, że tak jak ja kilka dni temu, tak oni po prostu zarażą się tą atmosferą, gdy do mistrzostw będzie bliżej.
Jestem dumny z tego, że za chwilę oczy Europy będą patrzeć na Polskę, że odbędzie się tu jedno z najważniejszych sportowych wydarzeń, jestem pewny że Polska podoła organizacji, że będzie radośnie, że tak jak w zachodnich stolicach, tak w Warszawie i Euro-miastach tłumy turystów będą do późnej nocy (albo bladego świtu) siedzieć w kawiarniach i restauracjach.
Nikogo nie zmuszam do radości, nie wykuwam po nocach nazwisk piłkarzy, jak zarzuca Dorota Gawryluk, nie sądzę, bym cieszył się "infantylnie".
Tak po prostu cieszę się, że ten mój ani nie najbogatszy, ani nie najlepiej zorganizowany, ani nie najweselszy kraj organizuje dużą, europejską imprezę, że przyjedzie tu masa fajnych ludzi, że oni pokażą siebie nam, a my pokażemy się im. Cieszę się, że moje miasto będzie pulsowało energią tych wszystkich ludzi, że w ciepłe czerwcowe wieczory będzie w nim tak dużo dobrej energii. Nie jest to radość "napuszona". Jest to radość Polaka i Warszawiaka, że w jego okolicy się dzieje.