Przemysław Wipler z PiS napisał na blogu w naTemat jeden artykuł. W sumie udało mu się opublikować dwa, ale w tym drugim się żegnał, więc to się nie liczy. Napisał więc jeden tekst. I od tej pory, a mijają już trzy miesiące, nieustannie za ten tekst przeprasza wyborców PiS. Trwa to już tak długo, że naprawdę zastanawiam się, na ile przeprosin, kajania się, obrażania T.Lisa zasługuje jeden tekst w serwisie T.Lisa. Liczba rośnie, a tym samym "wskaźnik Wiplera" staje się nową miarą w polityce.

REKLAMA
Być może będziemy go używać w rozmowie z innymi politykami PiS. Musicie wiedzieć - będziemy mówić - że po jednym tekście dla naTemat - poseł Wipler przez osiem miesięcy udzielał obrażających nas wywiadów w prawicowych mediach. Napisał przez ten czas sześć artykułów, rozmawiał cztery razy w naszej sprawie i wydał parę prasowych oświadczeń. A i tak pozostał w oczach elektoratu osobą niepewną.
Piszę to, bo w jednym z prawicowych serwisów poseł Wipler udzielił właśnie wywiadu na nasz temat. Poseł przyjął sposób działania, który nie bardzo rozumiem. Otóż parę tygodni temu o tym, że odchodzi z naTemat dowiedziałem się nie od niego, ale z internetu. Całkiem niedawno o tym, że jest jakiś problem z naszą autoryzacją jego wypowiedzi dowiedziałem się z jego prasowego oświadczenia do wszystkich mediów, choć poseł Wipler ma mój numer telefonu. Mógł też zadzwonić do autora artykułu Michała Gąsiora. W naTemat traktujemy naszych rozmówców z szacunkiem i jeśli uważają, że w czymś zawiniliśmy, to jesteśmy gotowi zmienić to, przeprosić, sprawę załatwić. Ale jednak nie możemy dowiadywać się tego z netu. Wtedy bowiem wiadomo, że nie chodzi o załatwienie z nami sprawy, ale o dym.
Poseł Wipler publikuje urbi et orbi maile, jakie wymieniał z Michałem Gąsiorem z naTemat w sprawie autoryzacji. Maile były służbowe, więc niech posłowi będzie. Czy jednak poseł Wipler chciałby, żebym upublicznił treści rozmów Jego ze mną, jakie prowadził ze służbowej komórki na temat szefa jednego z prawicowych serwisów internetowych? Nie zrobię tego. Czyściec posła musiałby trwać kolejne miesiące. A już niewiele sposobów zostało P.Wiplerowi na wyrażenie skruchy. No, może jeszcze sypanie głowy popiołem w pozycji klęczącej przed Michałem Karnowskim. Nie będę tak okrutny.
Panie Pośle - generalnie uważam, że w życiu trzeba wiedzieć czego się chce.
I jeszcze zdanie polemiki z fragmentem Pana wywiadu. Powiedział Pan:

Sposób w jaki redaktor naczelny tego medium zamiast być głosem rozwagi i zdrowego rozsądku stał się jednym z najostrzejszych i przekraczających granicę autorów uniemożliwiał mi dalszą tam obecność.


Jeśli to o mnie, to jestem zdziwiony, bo z pewnością nie jestem "najostrzejszy", raczej też nie "przekraczam granic". Jeżeli chodziło o Tomka Lisa, to on nie jest redaktorem naczelnym naTemat.
O naTemat powiedział poseł:

Nie jest to też na tyle istotne medium informacyjne żebym musiał ryzykować iż zrobią z moimi wypowiedziami to co ostatnio. Szkoda czasu.


Tak się składa, że akurat dziś Gazeta Wyborcza publikuje polemikę swojego czołowego publicysty ekonomicznego Witolda Gadomskiego z ministrem Jackiem Rostowskim. Gadomski polemizuje z wpisem ministra na blogu w naTemat.
logo

Jeśli czołowy komentator polemizuje w czołowej gazecie z urzędującym ministrem finansów na temat jego bloga, to ja uważam, że serwis w którym jest ten blog jest "istotnym medium informacyjnym". Poseł Wipler uważa inaczej i jest to jego prawo. Rozumiem, że w czyśćcu dostęp do mediów jest ograniczony do bardzo limitowanej liczby serwisów i poseł padł ofiarą specyficznego e-wykluczenia.