Przemysław Wipler z PiS napisał na blogu w naTemat jeden artykuł. W sumie udało mu się opublikować dwa, ale w tym drugim się żegnał, więc to się nie liczy. Napisał więc jeden tekst. I od tej pory, a mijają już trzy miesiące, nieustannie za ten tekst przeprasza wyborców PiS. Trwa to już tak długo, że naprawdę zastanawiam się, na ile przeprosin, kajania się, obrażania T.Lisa zasługuje jeden tekst w serwisie T.Lisa. Liczba rośnie, a tym samym "wskaźnik Wiplera" staje się nową miarą w polityce.
Sposób w jaki redaktor naczelny tego medium zamiast być głosem rozwagi i zdrowego rozsądku stał się jednym z najostrzejszych i przekraczających granicę autorów uniemożliwiał mi dalszą tam obecność.
Jeśli to o mnie, to jestem zdziwiony, bo z pewnością nie jestem "najostrzejszy", raczej też nie "przekraczam granic". Jeżeli chodziło o Tomka Lisa, to on nie jest redaktorem naczelnym naTemat.
Nie jest to też na tyle istotne medium informacyjne żebym musiał ryzykować iż zrobią z moimi wypowiedziami to co ostatnio. Szkoda czasu.
Tak się składa, że akurat dziś Gazeta Wyborcza publikuje polemikę swojego czołowego publicysty ekonomicznego Witolda Gadomskiego z ministrem Jackiem Rostowskim. Gadomski polemizuje z wpisem ministra na blogu w naTemat.
Jeśli czołowy komentator polemizuje w czołowej gazecie z urzędującym ministrem finansów na temat jego bloga, to ja uważam, że serwis w którym jest ten blog jest "istotnym medium informacyjnym". Poseł Wipler uważa inaczej i jest to jego prawo. Rozumiem, że w czyśćcu dostęp do mediów jest ograniczony do bardzo limitowanej liczby serwisów i poseł padł ofiarą specyficznego e-wykluczenia.
