Prawicowy internet podekscytował się fragmentem felietonu Tomasza Lisa w najnowszym Newsweeku. Prawicowy internet jest podekscytowany, bo uważa, że odkrył dowód na istnienie medialnego układu, że odkrył jak funkcjonuje salon. Że właśnie Tomasz Lis dostarczył dowodu na zblatowanie szefów największych polskich mediów z władzą z Platformy. Wybić z głowy takie przekonania jest bardzo trudno. Więc chyba zrezygnuję z tej ambicji. Postaram się tylko dostarczyć kilku kontrargumentów.
Kilka dni temu Donald Tusk zaprosił na śniadanie w kancelarii premiera redaktorów naczelnych najważniejszych polskich mediów. Spotkanie było off the record, czyli żadnych detali nie będzie. Ale nie popełnię chyba nadużycia, pisząc, że premier Tusk boi się o jakąś PR-owską porażkę, incydent, który przesłoniłby cały obraz. Rozumiem go. CZYTAJ WIĘCEJ
i z tego niektórzy na Twitterze wyciągnęli wniosek, że premier ustalał z naczelnymi medialne "przekazy dnia". Nie było mnie na spotkaniu, więc nie będę się w jego sprawie wypowiadał, ale z doświadczenia wiem, że taka opinia zasługuje na wyróżnienie tytułem: Bzdura dnia.
