Warszawa, Wrocław, Poznań i Gdańsk - władze tych czterech miast przyjęły twarde reguły UEFA regulujące otoczenie stadionów. Areny Euro 2012 muszą być wolne od reklam firm nie będących sponsorami mistrzostw. UEFA ma także władzę nad przestrzenią nad stadionami, oraz nad bliżej nieokreślonym ich otoczeniem. Przestrzegania tych umów pilnują nie tylko prawnicy UEFA, ale także publiczne służby jak policja i straż pożarna. I to w sposób co najmniej budzący wątpliwości, a być może bezprawny.

REKLAMA
Menadżerowie najbardziej znanych marek od tygodnia chodzą do pracy z ładowarkami do komórek. Dostają tak wiele telefonów z żądaniem zdjęcia reklam na żądanie UEFA, że baterie telefonów przestały wystarczać na dzień pracy.
Niektórzy, jak menadżerowie Burger Kinga opierają się żądaniom telefonicznym. Maciej Budzich opisał niedawno na blogu, jak BK uprawia marketing partyzancki pod warszawską strefą kibica. Burger King jest duży, ma pieniądze na prawników i najwyraźniej daje sobie z UEFA radę. Ale wielu małych, polskich przedsiębiorców przegrywa.
Sytuacja 1: Billboard stojący w jednym z miast Euro na prywatnej działce. Na billboardzie reklama firmy konkurencyjnej wobec jednego ze sponsorów turnieju. Na działce pojawia się policja. Informuje właściciela, że musi reklamę zdjąć, bo jest w zastrzeżonej strefie. Właściciel odpowiada, że nie ma do tego podstaw prawnych, bo działka jest prywatna i władzy nic do tego, co się na niej znajduje. Policja informuje Pana uprzejmie, że billboard stanowi zagrożenie. "Gdy Pan pyta jakie, policjant pyta: Proszę Pana, a gdyby się okazało, że dostaliśmy zgłoszenie o bombie umieszczonej w tym billboardzie? Będziemy musieli cały rozebrać". Właściciel dochodzi do wniosku, że byłoby to rzeczywiście niefortunne i zgadza się reklamę zasłonić. I wtedy okazuje się, że billboard nie stanowi już zagrożenia.
Sytuacja 2: Także w jednym z miast Euro. Właściciel prowadzi duży sklep oplakatowany reklamami firmy X, która nie jest sponsorem Euro. Sklep znajduje się daleko od stadionu, ale jest dobrze widoczny w mieście. Właściciel odbiera telefon z policji z żądaniem, by zdjąć reklamy ze sklepu. Pan odmawia, mówiąc że to jest jego teren i jego sklep. Od funkcjonariusza słyszy: "Szanowny Panie, ma Pan kilka innych sklepów w mieście. Chyba nie chce mieć Pan w przyszłym roku problemu z odnowieniem koncesji na sprzedaż alkoholu?" Właściciel nie chce takich problemów mieć.
Takich sytuacji są w kraju dziesiątki.