
W Ameryce dziwią się, że reporter Neil Munro agresywnie przepytywał prezydenta Obamę w trakcie jego konferencji prasowej. Dziennikarz przerywał głowie państwa i wchodził z nim w polemikę. W Ameryce takie rzeczy się nie zdarzają. W Polsce to tymczasem normalka. Nie tylko zresztą to. Napisałem pięciopunktową listę zachowań prasy, która zdziwiłaby Obamę podczas nieco dłuższego niż ostatnio pobytu w Polsce.
REKLAMA
1. Strój dziennikarzy
Reporter Neil Munro jest natarczywy w swoich pytaniach o program imigracyjny prezydenta Obamy, ale ubrany w krawat i marynarkę. Na zdjęciach z wydarzenia widać, że dziennikarze, którzy stoją obok mają na sobie albo pełne garnitury, albo luźniejsze marynarki. Krawat jest generalnie pożądany. Dźwiękowcy i operatorzy chodzą w koszulach. W Polsce pojawienie się na konferencji prezydenta i premiera w podkoszulku i dżinsach nie budzi zdziwienia, bo jest naturalne. Tak, czasem zdarzają się też krótkie spodnie i sandały.
Reporter Neil Munro jest natarczywy w swoich pytaniach o program imigracyjny prezydenta Obamy, ale ubrany w krawat i marynarkę. Na zdjęciach z wydarzenia widać, że dziennikarze, którzy stoją obok mają na sobie albo pełne garnitury, albo luźniejsze marynarki. Krawat jest generalnie pożądany. Dźwiękowcy i operatorzy chodzą w koszulach. W Polsce pojawienie się na konferencji prezydenta i premiera w podkoszulku i dżinsach nie budzi zdziwienia, bo jest naturalne. Tak, czasem zdarzają się też krótkie spodnie i sandały.
Obama kontra dziennikarz
2. Przerywanie podczas odpowiedzi
Przerywa się każdemu i zawsze, dobrze bowiem wiadomo, że prezydent i premier chcą nam wcisnąć kit, a rolą prasy nie jest przekazywanie kitu, tylko polemizowanie z kitem. Konferencje prasowe pełnią rolę programów publicystycznych. Obama zdziwiłby się też, że pytania na konferencji potrafią dotyczyć wszystkiego: od Sasa do Lasa, i często się zdarza, że właściwym tematem konferencji nikt nie jest zainteresowany. Pamiętam, jak kiedyś prezydent Obama pouczał w Londynie na szczycie G20 azjatyckiego reportera, że jeżeli zadał mu jednocześnie trzy pytania, to on może sobie wybrać, na które odpowie. W Polsce trzy pytania w jednym pytaniu są standardem, walcząc z którym poległo już wielu rzeczników rządu i wielu premierów.
3. Organizacja konferencji prasowych
Obama zdziwiłby się, że pytanie prezydentowi może pierwszy zadać 18 letni redakcyjny stażysta z niszowego tytułu, a nie dziennikarka polityczna dużej stacji telewizyjnej. Bo akurat stażysta przyjechał na tyle wcześnie, że zajął sobie miejsce przy mikrofonie i nie zamierza go oddać, dopóki nie wykrzyczy pytań z całej redakcji. A reporterka polityczna z 20 letnim doświadczeniem może sobie stać z tyłu w kolejce i może będzie miała szczęście. Obamę by to zdziwiło, bo w Białym Domu największe media mają stałych korespondentów na konferencjach prezydenta i zajmują oni pierwsze rzędy. Przez lata było dla wszystkich oczywiste, że jako pierwsza będzie mogła zadać pytanie Helen Thomas.
Obama zdziwiłby się, że pytanie prezydentowi może pierwszy zadać 18 letni redakcyjny stażysta z niszowego tytułu, a nie dziennikarka polityczna dużej stacji telewizyjnej. Bo akurat stażysta przyjechał na tyle wcześnie, że zajął sobie miejsce przy mikrofonie i nie zamierza go oddać, dopóki nie wykrzyczy pytań z całej redakcji. A reporterka polityczna z 20 letnim doświadczeniem może sobie stać z tyłu w kolejce i może będzie miała szczęście. Obamę by to zdziwiło, bo w Białym Domu największe media mają stałych korespondentów na konferencjach prezydenta i zajmują oni pierwsze rzędy. Przez lata było dla wszystkich oczywiste, że jako pierwsza będzie mogła zadać pytanie Helen Thomas.
4. Organizacja photo opp
Amerykański prezydent zdziwiłby się, jak na photo opp, które zorganizował wpadają bez ładu i składu tłumy operatorów i fotoreporterów. W Białym Domu bowiem przed wejściem do Gabinetu Owalnego wszyscy są ustawiani w kolejce według precyzyjnych reguł. Pierwsi w kolejce są ci fotoreporterzy, którzy będą robić zdjęcia w pozycji klęczącej, a więc będą nisko. Potem pójdą dźwiękowcy, którzy rozstawią się wokół prezydenta z mikrofonami. Potem idą ich operatorzy. Potem kilku fotografów, którzy będą stali. Potem radiowcy, bo muszą podejść z mikrofonami, potem prasa pisząca i wreszcie dziennikarze telewizyjni. Wszyscy wchodząc wiedzą, gdzie mogą stanąć, jak się mają zachować. Wiedzą, że jeśli wprowadzą chaos, to następnym razem nie wejdą.
Amerykański prezydent zdziwiłby się, jak na photo opp, które zorganizował wpadają bez ładu i składu tłumy operatorów i fotoreporterów. W Białym Domu bowiem przed wejściem do Gabinetu Owalnego wszyscy są ustawiani w kolejce według precyzyjnych reguł. Pierwsi w kolejce są ci fotoreporterzy, którzy będą robić zdjęcia w pozycji klęczącej, a więc będą nisko. Potem pójdą dźwiękowcy, którzy rozstawią się wokół prezydenta z mikrofonami. Potem idą ich operatorzy. Potem kilku fotografów, którzy będą stali. Potem radiowcy, bo muszą podejść z mikrofonami, potem prasa pisząca i wreszcie dziennikarze telewizyjni. Wszyscy wchodząc wiedzą, gdzie mogą stanąć, jak się mają zachować. Wiedzą, że jeśli wprowadzą chaos, to następnym razem nie wejdą.
5. Gonitwa na korytarzach
Wizyta w Sejmie naprawdę przestraszyłaby prezydenta Obamę. Na Wiejskiej strojem służbowym reporterów jest T-shirt, normalnie przyjętym zwyczajem są gonitwy korytarzami i koczowanie pod drzwiami ułatwione tym, że reporterzy mają dostęp prawie wszędzie. To całkowicie rożni się od zwyczajów w Kongresie. U podstaw leży główna różnica: w Kongresie reporterzy nie lubią niektórych polityków, ale uważają ich nie za głupich darmozjadów, ale reprezentantów państwa i obywateli, którym z tego powodu należy się szacunek.
Wizyta w Sejmie naprawdę przestraszyłaby prezydenta Obamę. Na Wiejskiej strojem służbowym reporterów jest T-shirt, normalnie przyjętym zwyczajem są gonitwy korytarzami i koczowanie pod drzwiami ułatwione tym, że reporterzy mają dostęp prawie wszędzie. To całkowicie rożni się od zwyczajów w Kongresie. U podstaw leży główna różnica: w Kongresie reporterzy nie lubią niektórych polityków, ale uważają ich nie za głupich darmozjadów, ale reprezentantów państwa i obywateli, którym z tego powodu należy się szacunek.
